horyzont
noszę siebie w pokrowcu od skrzypiec
dziwnie wygląda cień od cienia
układa się w prawosławny krzyż
miasto dudni
chciałbym iść polną drogą
mijać pochylone kapliczki
jestem zbyt stary
ulice przechodzą przeze mnie
jak gwoździe
to tylko pamięć
tli się tępiona morfiną
nawet ona jest kłamstwem
Komentarze (5)
Ależ to mi się podoba, jak nie wiem co.
noszę siebie w pokrowcu od skrzypiec
miasto dudni
ulice przechodzą przeze mnie jak gwoździe
tylko pamięć tli się
(ale)
nawet ona jest kłamstwem
Ten wiersz jest, jak deszcz, który nawodnił wysuszoną rzekę.
Doprawdy...
Czuję się, jak Łazarz.
Miłego!
Brać, albo nie brać- oto jest pytanie...
Ten sam autor i dwa tak różne wiersze.
Jeden gniotowaty i jeden zwyczajnie dobry.
Ten jest z tych drugich.
Wszystko na tak. wcieło mnie.
bez ostatniej zwrotki byłoby lepiej, mniej dosłownie i o niebo lżej
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania