Hrabia N. ostatecznie wyzwolony...
Kolacja przy świecach w wielkiej, ale o tej porze zupełnie pustej i zimnej sali balowej...Późny wieczór na początku listopada roku, światło sączyło się jak podziemna rzeka, ale było ciemno, pomimo że hrabia zapalił wszystkie świece...
Światło tańczyło na stołach, delikatnie przepływało po powierzchni portretów rodowych, a wtedy oczy przodków dziwnie błyszczały, nabierały życia...Wydawały się mówić do żyjących potomków, jakby ostrzegać ich przed wieloma niebezpieczeństwami...
Stryj pana domu sportretowany przez włoskiego mistrza w zadumie marszczył czoło; już otwierał usta, ale nie zdołał wypowiedzieć ani jednego słowa...
Jego oczy wskazywały jakiś dziwny szczegół tuż za oknem...Postać na portrecie wydawała się wołać: Uważajcie! Uciekajcie jak najdalej!
A dalej był park pod cienką emulsją deszczu pogrążony w ciemności...
Gałęzie wielkich drzew wyciągały mocarne ramiona w kierunku pałacu hrabiów N, gałęzie prastarych drzew już dotykały ścian pierwszego piętra i zdawały się sięgać po ludzi i przedmioty znajdujące się na długim stole w pustej i zimnej sali balowej....Ale nie ośmielały się dotknąć hrabiego, hrabiny i jej młodszej siostry...
Tylko wiatr przeniósł dziwne drżenie na kunsztowną szachownicę...Najpierw poruszyły się cztery pionki, zaraz potem wieża biała i czarna, później konie przeskoczyły barierę parapetu i cwałem popędziły przez gęstwinę parku i już gnały przez wrzosowiska pokryte srebrzystym płaszczem...Dalej były złowrogie bagna; konie rozpaczliwie jęcząc ,utonęły w zawiesinie historii...
Na szachownicy martwy padł król...
"Umarł król..." zawołał jakiś głos zupełnie obcy, głos przez straszny powiew wiatru skądś przyniesiony... " Umarł król....a dalej już nic nie będzie....Spektakl skończony..." ‐ mówił jakiś głos brzmiący jak sztylet wbijany w skałę…
Martwy król leżał na szachownicy, a pionki rozsypane na dywanie obserwowały amorki na suficie beztrosko pląsające...
Zegar zatrzymał się na godzinie 11.00 i odmówił dalszej pracy...To była noc, ale tak daleka od punktu kulminacyjnego....
Zapadło milczenie....tak postanowi zegar nad drzwiami wiszący...
Tylko drzewa w parku, jak pracowici wioślarze na rzece, strzępy ciemności i deszcz przez szczeliny okienne do wielkich sal i komnat pałacu wrzucały...
Jak barwne plamy ręką malarza na płótno ciśnięte ciemność i deszcz nagle przerodziły się w krajobraz zupełnie nieznany...
" Jakie to zabawne, żyjemy, ale nie możemy wypowiedzieć ani słowa, ani poruszać dłońmi...Nasze nogi sprawiają wrażenie przywiązanych niewidzialnymi linami do krzeseł i stołu..." pomyślał hrabia i uśmiechnął się delikatnie...Teraz nic nie mógł zrobić, ale był wolny, jak nigdy dotąd wolny...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania