Hôtel Lambert

Znówśmy zebrani tu, wszyscy Polacy

Poupychani w paryskim hotelu

Chopin gdzieś gra, recytuje Horacy

Masa baluje w swoim współweselu

 

Tylkośmy my zostali, dwójka zdrowych

Jeszcze bez kropli wódki na sumieniu

Siedząc przy stole, prowadzim rozmowy

Pod ścianą, skąpani w półcieniu

 

Artysto! Oskarżam cię, szelmo, o plagiat

Moich pobrzdąkiwań, wyzuty z kultury,

Głosu i duszy! Nędzna twoja magia!

(Tako się bronię, bo wiem, że w mundury

Prędzej czy później ubiorą nas głowy

Nieartystyczne, na śmierć gdzieś nas poślą,

Ja umrę. Przeżyjesz, i doznasz odnowy,

Tworzyć wciąż będziesz swą sztukę nieznośną,

Ciebie obwieszczą wieszczem, a mnie - trupem!

Z wysokich nieb będę pluć na twój sukces...)

 

Jakże odpowiesz mi na oskarżenia,

Półmój rozmówco? Ach, odkrzykniesz pewnie,

Że "brak mi pazura, brak mi doświadczenia,

Kreuję koncepty mimowolnie, rzewnie,

Lecz żaden z nich trafić nie może do celu,

Kompasu brakuje im, nie mogą szoku

Wywołać w sercu odbiorcy po chmielu,

Ja je wysyłam - lądują gdzieś z boku..."

 

Będziemy się tak na tym balu strachu

Obrzucać obelgą i oskarżeniami,

Gardzić będziemy swoimi twarzami,

Poza ojczyzną, w lambertowskim gmachu...

Dobrze wiem jednak, że w obliczu klęski,

Co trwoży, i zbliża się tu nieuchronnie,

Ukażę ci się w formie niezbyt męskiéj,

Ty mnie pocieszysz, obejmiesz, ochronisz.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania