Humantula (cz. 1)
- Doktor Schwarz! Jak zwykle punktualnie! Zapraszam!
Uczony uchylił szerzej drzwi, aby wpuścić swojego zwierzchnika do środka.
Erwin Schwarz był wysokim, barczystym mężczyzną dobijającym z wolna do pięćdziesiątki. Ostre rysy twarzy oraz krótko ścięte, siwiejące włosy nadawały jego aparycji powagi oraz surowości. Budził respekt samą swoją obecnością. Rajmund Vogl bał się go niczym ognia i zawsze odczuwał stres w związku z jego wizytami w laboratorium.
Schwarz stanął pośrodku pomieszczenia, a następnie wlepił beznamiętny wzrok w uczonego.
- Czekam na raport - oznajmił niskim, chropowatym głosem.
- Naturalnie. A może wcześniej napiłby się pan kawy lub herbaty?
- Nie mam na to czasu. Raport Vogl, raport!
- Tak, tak. Oczywiście. A zatem co pana konkretnie interesuje?
- Wszystko. Od początku do końca.
- Ach - rzekł uczony, zastanawiając się, od czego by tu zacząć. - No więc tak... obiekt jest studentem trzeciego roku medycyny. Utrzymuje się ze stypendium, które jednak ledwo pozwala mu wiązać koniec z końcem. Szukał szybkiego zarobku, dlatego zaoferowaliśmy mu pokaźną sumkę w zamian za jedną z trzech nerek.
- Trzech? - zdziwił się Schwarz.
- Tak, zdarzają się takie przypadki. Uznał, że ta dodatkowa na nic mu się nie przyda.
Doktor odwrócił się plecami do swojego rozmówcy.
- A więc taką bajeczkę mu wcisnęliście - odparł głęboko zamyślony.
- Tak. Wiemy, że to nie do końca etyczne, lecz nikt przy zdrowych zmysłach nie zgodziłby się na wzięcie udziału w tego typu... eksperymencie.
Schwarz odwrócił się ponownie w kierunku uczonego.
- Dobrze, a zatem jakie działania podjęliście?
Vogl sięgnął po teczkę leżącą na biurku i wyciągnął z niej gruby plik dokumentów zawierających dokładne informacje.
- Na początek wprowadziliśmy obiekt w stan narkozy. Następnie usunęliśmy mu wszystkie cztery kończyny oraz co drugie żebro. To samo dotyczyło przedniego uzębienia. Trzonowce zostawiliśmy. Musieliśmy też wydrążyć po dwa dodatkowe oczodoły - z lewej i prawej strony. To była najbardziej skomplikowana część zabiegu. Istniało poważne ryzyko uszkodzenia żył skroniowych. Na szczęście obyło się bez żadnych komplikacji.
- No dobrze. I co dalej?
- Po skończonym zabiegu wprowadziliśmy obiekt w stan śpiączki farmakologicznej. Następnie rozpoczęliśmy procedurę aplikowania serum.
- Serum... czy to aby na pewno adekwatna nazwa?
- No cóż - zafrasował się Vogl. - Nie do końca, ale taką przyjęliśmy.
- Dobra, mniejsza o to - machnął ze zniecierpliwieniem dłonią Schwarz. - Ile tego zużyliście?
- Dokładnie pięćset mililitrów.
- Nie za mało?
- Dawka idealnie dostosowana do gabarytów obiektu - zapewnił uczony.
- No dobrze - kiwnął głową Schwarz. - I co? Są już jakieś efekty?
- Och tak, oczywiście! W ciągu dwóch tygodni zaobserwowaliśmy ich całkiem sporo. Jeśli chodzi o...
- Chcę go zobaczyć - przerwał mu bezceremonialnie Schwarz, który uzyskał wszelkie informacje, jakie na ten moment go interesowały.
Vogl bez słowa podszedł do jednej ze ścian i z wolna odsłonił kotarę skrywającą ogromną, pancerną szybę. Widok, jaki ujrzał Schwarz prawdopodobnie straumatyzowałby każdego zdroworozsądkowo myślącego człowieka do końca życia.
Ale nie jego...
c. d. n.
L. A. T.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania