Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Humantula cz. 2
Humantula cz. 2
To, co znajdowało się pośrodku jasnego, pozbawionego jakichkolwiek mebli pomieszczenia z całą pewnością było niegdyś istotą ludzką. Teraz jednak stanowiło kwintesencję wypaczenia człowieczeństwa. Stwór mógłby uchodzić za kadłubka, gdyby nie osiem włochatych odnóży wyrastających z przednich i tylnych kikutów oraz przerw między żebrami. W tych właśnie miejscach dało się dostrzec ślady bolesnych obrzęków, a do tego plamy zaschniętej krwi. Usta zostały praktycznie zmasakrowane przez wystające z nich ostre jak brzytwa kły. W pustych dotąd dodatkowych oczodołach pojawiły się ciemne niczym noc ślepia, a te, które delikwent posiadał już wcześniej, również spowił mrok. Skórę pokryły pierwsze kępki brązowo-czarnej sierści. Ogólny widok był na tyle surrealistyczny, że można by się zastanowić, czy przypadkiem jakiś wprawny w swym fachu krawiec nie uszył młodemu mężczyźnie wyjątkowo oryginalnego stroju na Halloween. Optymistyczna wizja, lecz jakże daleka od prawdy...
- Jak nazwaliście to monstrum? - spytał Schwarz, nie odrywając wzroku od szyby.
- To po prostu Obiekt-7820.
- Przydałaby się jakaś bardziej potoczna nazwa.
- Hmm, może... Humantula?
- Tak... pasuje wręcz idealnie - cmoknął z uznaniem doktor, zupełnie jakby sam ją wymyślił. - Czy w trakcie procesu zachodzących zmian obiekt odczuwa... ból?
- Aplikujemy mu na bieżąco kolejne dawki środków przeciwbólowych.
- Ale rozumiem, że nie mają one wpływu na poszczególne fazy jego rozwoju?
- Nie, herr Schwarz - uspokoił przełożonego Vogl.
- To dobrze. Czy obiekt potrafi już produkować jedwab do tworzenia sieci?
- Jeszcze nie. Najpierw musi urosnąć mu odwłok.
- Odwłok... - zamyślił się Schwarz. - Jakie będą jego rozmiary?
- W końcowej fazie będzie na tyle duży, by jego zawartość pokryła całą Wieżę Eiffla za jednym zamachem.
- Oby tylko mógł poruszać się z nim bez problemów...
- Och, nie musi się pan o to martwić. Odnóża z czasem staną się jeszcze mocniejsze, co umożliwi mu nie tylko utrzymanie równowagi, ale również przemieszczanie się z zawrotną prędkością.
- A czym go karmicie?
- Królikami, kurczakami, pomniejszymi gryzoniami...
- Czyli w pełni mięsożerny.
- Tak jest.
- Mhm - kiwnął z zadowoleniem Schwarz. - Chciałbym z nim porozmawiać.
- Obawiam się, że nie jest to możliwe.
Doktor spojrzał z ukosa na podwładnego.
- A to niby dlaczego?
- Niestety, pojawiły się pewne komplikacje...
- Jakie komplikacje? - spytał ze zniecierpliwieniem doktor, mierząc uczonego groźnym spojrzeniem.
- W trakcie procesu doszło do degradacji mózgu...
- Degradacji?!
- Tak... - odparł uczony, drapiąc się nerwowo za uchem. - Widzi pan, obiekt nie myśli jak człowiek. Kieruje się nie tyle rozumem, co raczej pierwotnymi instynktami. To w zasadzie jedyny nieporządany efekt. Ale...
- Kpisz sobie ze mnie?! - warkną na cały głos Schwarz. Uczony spodziewał się mniej więcej takiej reakcji, lecz mimo to skulił się w sobie. - Powtarzałem wam to od samego początku! Kluczowym elementem eksperymentu jest zachowanie u obiektu ludzkiej świadomości! A ty mi mówisz o degradacji mózgu?!
- Spokojnie, herr Schwarz - wyjąkał przerażony Vogl. - Mamy już...
Uczony nie zdążył dokończyć zdania. Przełożony w kilku szybkich krokach doskoczył do niego, chwycił go za poły kitla i uniósł lekko w górę. Ich twarze niemal się zetknęły.
- Och, wybacz! Chyba ci przerwałem! - rzekł cynicznie doktor, podnosząc głos z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem. - Chciałeś powiedzieć, że macie już...
- Diagnozę! - stęknął Vogl. - Wiemy dokładnie, co poszło nie tak i jak tego uniknąć za kolejnym podejściem.
- Kolejnym podejściem?! Chcesz mi powiedzieć, że nie uda się tego naprawić w ramach obiektu, który wychodowaliście?!
- Doktorze, ja...
- A zatem trzeba się go pozbyć?! Wyrzucić na śmietnik?!
- Przecież sam pan wie, że nie każdy eksperyment...
- Świetnie! A zatem zajmę się tym osobiście, skoro otaczają mnie tacy partacze, jak ty!
Schwarz pchnął Vogla na ścianę, po czym wybiegł z pomieszczenia niczym rozjuszony byk.
- Zaczekaj! Nie możesz... - tyle zdolał wydusić z siebie rozdygotany uczony. Nie rzucił się pędem za przełożonym. Wiedział, że to i tak nic nie da. Pozostało mu jedynie przylgnąć do szyby i obserwować nieuchronny przebieg zdarzeń.
Doktor wpadł do pokoju, w którym znajdowała się Humantula. Stała zupełnie nieruchomo, jakby nieoczekiwane wtargnięcie intruza nie zrobiło na niej najmniejszego wrażenia. Mężczyzna wyciągnął pistolet z kabury, wycelował i...
Dalej wszystko potoczyło się błyskawicznie.
Kula chybiła celu. Monstrum w ułamku sekundy znalazło się tuż pod nogami doktora. Następnie skoczyło na niego, przywarło mocno do jego ciała, wgryzło się w szyję i oderwało od niej obfity kawał mięsa. Z rozszarpanych żył Schwarza trysnęła fontanna krwi. Skóra oraz mięśnie dyndały niczym rąbki u postrzępionej spódnicy. Żaden lekarz nie postawiłby złamanego grosza na dalsze życie pacjenta będącego w tak opłakanym stanie.
Przez kilkanaście kolejnych sekund mężczyzna szamotał się chaotycznie, jedną ręką próbując zrzucić z siebie Humantulę, drugą zaś przytrzymując pokiereszowaną szyję. Nie miał jednak najmniejszych szans w staciu z nieznanym sobie dotąd przeciwnikiem. W końcu padł jak długi, a po chwili ustały również jego ostatnie przedśmiertne konwulsje.
Uczony jeszcze przez chwilę obserwował, jak monstrum dobiera się niespiesznie do wnętrzności doktora, delektując się nimi niczym wykwintną kolacją w pięciogwiazdkowym hotelu. Następnie powoli zasunął kotarę, westchnął przeciągle, a w głowie zrodziło mu się tylko jedno pytanie...
"Skąd my teraz weźmiemy fundusze na kolejne eksperymenty?".
L. A. T.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania