Hybrydowy nikt
Labiryntem świadomości szłam bez odwracania się za siebie.
Mindfulness towarzyszył mi jak drugi brat.
Myśląc over, potykasz się o kurtynę świata,
by przytomnieć sobie, czym jest twój cały świat.
Gdy maska ląduje w koszu,
tusz na płatku czystej bawełny,
gdy zmywasz ten cały syf utlenionej mazi,
gdy do buta ci włazi...
oczywistym zdaje się, że tu i teraz to twój punkt całkowitego oczyszczenia.
Brodzisz w rzece potoków, które sama wezbrałaś,
ale stopy masz twardo oparte na dnie.
Ten kamyk w bucie, ten chłód na policzku po zmytej masce,
to są jedyne realne współrzędne twojego istnienia.
Reszta to tylko projekcja na ścianach zawiłego korytarza.
Nie ma już wczoraj, które mami wyrzutami sumienia.
Jest jutro, które nie straszy labiryntem bez wyjścia.
Jest tylko ten oddech. Czysty. Przefiltrowany przez ciszę.
Zrzucasz zbroję, zdejmujesz barwy wojenne,
i nagle okazuje się, że najwspanialszym zwycięstwem
jest po prostu odważyć się być nikim innym – tylko sobą.
Właśnie tu. Właśnie teraz.
Komentarze (1)
Najgorzej mieć hybrydę koło siebie
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania