Hymn z podziemi serca

Nie mam nic, co bym Ci dać mogła

Nie znajdziesz we mnie nic, co materialne

Czym ktoś przekupić by zdołał

Dla Ciebie dziś jestem taka, jaka jestem

Dla Ciebie dziś jestem naga w imię swej szczerości

Dla Ciebie dziś stoję bez niczego do odziania

Dla Ciebie jestem zawsze, będę zawsze.

 

Przed Tobą stoję dzisiaj

Gotowa zrzucić z siebie wszystko

Odsłaniając ciało

Odsłaniając blizny

Zatuszowane siłą niedoskonałości

Dla Ciebie otwieram duszę

Tobie pozwalam się dotknąć

Dla Ciebie nie mam żadnych granic

Żadnych osobistych przestrzeni.

 

Gdy spojrzysz w moje oczy,

Co wtedy zobaczysz?

Co wtedy zrozumiesz?

Nie lękaj się mnie

Nie lękaj się podejść bliżej

Przecież to dla Ciebie tu jeszcze stoję

Dla Ciebie zachowuję siebie resztki i ostatki

Dla Ciebie sklejam w całość myśli i kawałki

Jak potłuczone szkło

Dotknij, a zobaczysz, że i tak jest trwałe

I tak jest silne

Ono się już nie pokruszy kawałek po kawałku

Ono może już tylko upaść całe

Jak zbroja przegranego rycerza

Lecz bez niego w środku

Jeżeli teraz odpuścisz.

 

Podejdź do mnie

Stoję naga

Przyszłam tu dla Ciebie już ostatni raz

Tym razem nie mam już nic

Nie przyniosłam ze sobą już nic

Niczym nie kuszę

Niczym nie dysponuję

Stoję tylko ja

Całą swoją naturą

Z tymi wszystkimi bliznami

To po ranach, jakie zadało mi to miejsce

Bo zbyt długo tu stałam

A przecież i tak zawsze wracałam

Nawet, jeśli wiedziałam, że znów może boleć.

 

Nie mam już nic, co mogłabym Ci dać

Przyszłam tu tylko z sercem

Tylko ono jeszcze gorące

Bije uparcie

Ale nie dla mnie

Służę już tylko jemu

Bo rozum, choć rozsądny

To sam znieść nie może

Jak naciska serce uparte

Rozpala ciało do nieprzytomności

Doprowadza do punktu, w którym już nawet on - niezawodny rozsądek traci na znaczeniu

A więc nic innego mi już nie pozostało.

 

Przyszłam tu zupełnie naga

Z wyciągniętym sercem na dłoni

Tylko je mam do ofiarowania

Choć może skromny jest mój podarunek

Dla niektórych bez znaczenia najmniejszego

To jest to wszystko, co mogę dać Ci ja

Nie odrzucaj go teraz

Nie odwracaj się tym razem

Podejdź, wyciągnij dłoń bez lęku

I weź je dla siebie

A gdy spojrzysz w lustro

To zobaczysz w swoich dłoniach małe, skromne, ale niezastąpione szczęście.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • betti 07.10.2018
    To nie hymn, to jojczenie... od początku stoisz naga i prosisz o dotyk. Bądź kobietą, niech to on prosi, żebys pozwoliła się dotknąć. Facet to swinia nie doceni tego, co pcha się w łapy...
  • Nuncjusz 07.10.2018
    Po co te seksizmy? Faceci są różni
  • alexh 07.10.2018
    To jest metafora wszystko, po co bierzesz to tak na poważnie?
  • Dekaos Dondi 07.10.2018
    Witam→Mnie się podoba. Zresztą całość można odczytać: metaforycznie, nie dosłownie. Bardziej może chodzić o: umysł, ego a nie o ciało dosłownie. Gdy mnie zrozumiesz, to będzie tobie lżej. Pozdrawiam→5
  • Aisak 07.10.2018
    Najbardziej ostatnia strofa. Śliczności.

    Różne są kobiety i różni mężczyźni.
    Nie widzę się w roli błagającej o dotyk,
    raczej trzaskającej drzwiami xD
    Ale jak peekce dobrze, to niech błaga.
    Na cztery.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania