I chyba to polubię
Małgosiu, sąsiadka kosi trawnik, osy mają
gniazdo obok mojej sypialni, piwo jest ciepłe
i grzmi. Powiedz,
czy mogę mieć kiedyś spokojny wieczór?
Wspominam noce, a nie pamiętam księżyca,
czy aby na pewno był? Wiesz, dni mijają,
bez ciebie nic nie jest już takie samo,
mylę się, czy nie,
licząc na rozbłysk codzienności?
Gosiu, wczorajsza burza wywiała z tarasu papier…
toaletowy. Niesamowicie się uśmiałem – pamiętasz:
kopanie wszystkiego było zabawne do czasu, aż
umarła żaba. Płakałaś.
Nie wiem, dlaczego to wspominam. Wokoło tyle
młodych ciał, plaża jest moja, moje jezioro, moje
zachcianki, które zawsze miałem. Jedno nie jest moje
– wspomnienie.
Mówiłaś, że zatęsknię.
Było wiele dziwnych dam, zamykałem oczy.
Powiedz, że mogę życie układać swobodnie. Pieścić
wspomnienie lata. Wyjechać. Tak lubię tańczyć
do upadłego,
tulić dziewczęce piersi, lizać słoneczny liść.
Pewnie nie usłyszysz bicia serca, nie zrozumiesz co mówię,
bo jestem tylko odpryskiem pamięci, którą odrzuciłaś,
cieniem.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania