I już go więcej nie było
- Dzisiaj o renesansie będzie - rzucił ociężale Profesor - Będziemy rozmawiać. Co wiecie na temat renesansu? - Postanowił zapytać pomimo przekonania, że nie są w stanie powiedzieć mu czegokolwiek na temat renesansu.
W pomieszczeniu zapanowała martwa cisza, tak martwa, że mucha tłukąca się o szybę wydawałaby się potwornie hałasować. Małe kujonki w pierwszej ławce, znały cały podręcznik na pamięć, ale z własnej, nieprzymuszonej woli nie miały zamiaru się odezwać.
- Naprawdę nie macie żadnych skojarzeń? Nic wam się nie przypomina? Przecież możecie powiedzieć cokolwiek wam przyjdzie na myśl. Nikt was tutaj nie ma prawa krytykować: równo nie wiecie. Więc próbujcie. No!
Niespodziewanie z tej gęstwiny szarych twarzy, wyłoniła się jasna buzia z bystrym spojrzeniem. Potężny ziemniaczany nos i odstające uszy. Mimo wszystko typ raczej - fizyczny.
- Mój stary miał kiedyś robiony renesans, tu w szpitalu. Mówił, że głowa to go trzy dni napieprzała - Rzucił kołysząc się na krześle i przemielając coś w gębie, po czym wyciągnął ręce za głowę, racząc wszystkich dwiema soczyście spoconymi pachami i uniósł się dumą.
Ta część, która wiedziała, ale nie chciała powiedzieć zaczęła w ukryciu dusić się ze śmiechu, a cała reszta wlepiała zaciekawione ślepia w Profesora. Zupełnie tak jakby czekali na wyjaśnienie tego całego renesansu, po którym trzy dni napieprza łeb.
- Twój stary, to miał rezonans - Podniósł się z ławki i ruszył w stronę tablicy. Teraz chichotała już cała klasa - niby blisko, a jednak daleko - westchnął.
Przyjmując te pracę doskonale wiedział, że nie może liczyć na zbyt wiele ze strony tych dzieci. Chociaż określanie ich mianem - dzieci, według Profesora było sporym nadużyciem.
Czas mimo natłoku obowiązków dłużył się nieubłaganie. Wskazówki zegara zdawały się zatrzymywać w miejscu. Zupełnie tak jakby, je też nudził to poniedziałkowe popołudnie. Profesor Wierciński tego dnia miał odbyć ważne spotkanie zawodowe. Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego wyraził chęć spotkania. To mogło zwiastować tylko jedno - awans - zawodowy, ale co to, awans społeczny. To ostatnia nadzieja na zerwanie z etykietą wiejskiego belfra, spełnienia młodzieńczych marzeń. Znowu wiatr rozwieje mu czuprynę, kiedy stanie przed drzwiami uniwersytetu wypełnionego głodnymi wiedzy studentami. Po kąpieli patrzył w lustro i przemawiał do podziwiającego go tłumu młodych polonistów. Ludzi, którzy poszli jego śladami, jego naśladowcy, jego studenci.
- Profesorze. Doceniamy Pana wkład w rozwój edukacji na tym zapomnianym terenie. Podziwiamy Pana zaangażowanie i w ramach podziękowania, chciałem Panu zaproponować przejęcie stanowiska dyrektorskiego w sąsiadującej szkole w Grochoszczelu Szlacheckim Górnym Zabudowania.
Marszem do domu poszedł. Gdyby mogło to by mu się spod lakierków kurzyło. Nie trwało długo, jak wpadł do mieszkania. Klasówki ocenił na chybcika. Zaparzył herbatę i specjalnie nie wypił. Posłodził specjalnie, żeby wiedzieli, że to jego, potem wziął i się zabił i już go więcej nie było.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania