I już przekwitły niezapominajki

To nie takie proste milczeć. Serce chce zabrać ci wolność,

a nie dostajesz nic w zamian. Wciąż skrycie marzysz, że kiedyś,

coś, ktoś, niekoniecznie obcy. Ciągle ci mało? Nie nazywasz

tego miłością, bo nie znasz tego słowa.

 

Przypomnę ci płacz dziecka na skrzyżowaniu światów,

zieloną linię z kierunkowskazem do nieba. Nocne czuwanie.

Dlaczego nie potrafisz budować? Tak dobrze szła ci zabawa,

te zamki z klocków, rysunki na ścianie.

 

Śni mi się piegowata. Pamiętasz? Byliśmy, jak trzy nogi stołu.

Gdy jedno padało, wywracał się dom. Lubiła lalki, a my

wciąż nie potrafiliśmy dorosnąć. Jeszcze mam w uszach

jej szept – obudź się, proszę, to wszystko nieprawda.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Garść 27.08.2021
    Zastanawiające. Czy podmiot kieruje monolog do Autora (samego siebie), czy do kobiety, która nie potrafi kochać. Raczej skłaniam się do pierwszej opcji.
    W ostatniej części tęsknota do Piegowatej.
    Dobry wiersz, tchnie autentyzmem, pewnie dlatego niektóre wątki pozostaną tajemnicą dla czytelników.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania