I Początek cz.2 - Podróżując przez czas
Ursula zastała Panienkę Kerrę śpiącą niewinnie, a hrabia spał tuż obok niej, jednak na krześle. Przypuszczenia Ursuli, że Saint-Germain zwabił Panienkę samą tutaj i upił, żeby ją wykorzystać ulotniły się w jednej chwili, gdy ujrzała w jak niewygodnej pozycji śpi hrabia.
Najwidoczniej był przyjacielem Panienki i został z nią na noc, ponieważ się martwił jej stanem. A Panienka nie czuła się dobrze poprzedniego dnia, nawet zapomniała jakie zastosowanie mają kosmetyki z jej własnej toaletki.
Ursula miała nadzieję, że Panienka spędzi cały dzisiejszy dzień z Raferem, dlatego lekko pogładziła ją po głowie.
- Panienko, czas wstawać – powtarzała jej cicho do ucha służąca.
Saint-Germain poruszył się na krześle i przeciągnął ospale. Spojrzał na leżącą w łóżku Kerrę, więc jednak nadal tu była, nie wróciła do swoich czasów.
Spodziewał się zastać puste łoże. Jeżeli nie sen spowodował jej podróż, to co innego… Najwyraźniej te czasy same ją przeciągnęły, miała tu coś ważnego do zrobienia i wrota czasu pozostaną dla niej zamknięte dopóki tego nie zrobi.
Kerra otworzyła oczy i zobaczyła nad sobą Urszule, co oznaczało, że to nie był zły sen i przeniosła się do innych czasów, lecz nadal nie potrafiła tego zrozumieć. Rozum jej podpowiadał, że to było niemożliwe, jednak wszystko inne wskazywało na to, że słowa hrabiego były prawdziwe.
Rozejrzała się po pokoju i ujrzała mężczyznę siedzącego na krześle, uspokoiła się trochę, wiedząc, że czuwał nad nią całą noc.
- Dzień dobry – powiedziała do hrabiego i Urszuli.
- Dzień dobry, Panienko – odpowiedziała jej grzecznie służąca, a hrabia tylko skinął jej głową. Najwidoczniej był nie w humorze, a sen na niewygodnym krześle mu nie służył.
- Urszulo, proszę przynieś mi coś na ból głowy – wymamrotała Kerra niewyraźnie, kładąc rękę na głowie jakby miało to w jakiś sposób ukoić jej ból. Wiedziała, że był to efekt uboczny wczorajszego wina, lecz nie spodziewała się, że ból będzie tak silny.
- Mogłaś tyle nie pić, ostrzegałem – hrabia zwrócił się w jej stronę, a Ursula wyszła do kuchni zrobić dziewczynie jakąś ziołową herbatkę.
- Przepraszam, następnym razem cię posłucham – obiecała dziewczyna.
- Następnego razu nie będzie.
Kerra skinęła głową, miał rację, że nie powinna tyle pić, w końcu nie była przyzwyczajona do picia alkoholu, ale wczoraj było jej wszystko obojętne. Wiadomość, że była daleko od domu była przygnębiająca, a to, że była w odległych czasach, kiedy jej rodziców nawet jeszcze nie ma, napawało ją strachem.
- Przepraszam – powtórzyła ponownie.
- Nie masz za co, rozumiem cię, moja droga. Ale już więcej ci na to nie pozwlę – lekko się uśmiechnął, chociaż wymagało to wysiłku, bo od spania na krześle bolały go wszystkie kości i mięśnie.
W tym momencie do pokoju wparowała Ursula z dwoma kubkami jakiejś substancji i podała je dziewczynie i hrabiemu.
- A mi to po co? – zapytał hrabia, unosząc jedną brew.
- Przeciwbólowe, pomoże – odpowiedziała Ursula, jakby miało to być odpowiedzią na pytanie. Saint-Germain wzruszył ramionami i upił trochę cieczy z kubka, pomimo tego, że była bardzo gorąca.
Kerra najpierw powąchała herbatę, którą podała jej służąca. Z całej mieszanki potrafiła wyczuć jedynie miętę, a reszty nie potrafiła rozpoznać, lecz skoro miało jej to pomóc, postanowiła nie zastanawiać się nad składem wywaru.
- Niech Panienka pije póki gorące tak jak Pan Hrabia, bo później traci właściwości lecznicze – pouczyła ją Ursula.
Kerra skinęła głową i popijała herbatę małymi łykami, aby się nie poparzyć. Nie była dobra w smaku, lecz zdarzało się jej pić gorsze rzeczy, więc nie narzekała. Zauważyła, że hrabia już wypił wywar i po chwili ona podała opróżniony kubek służącej. Ursula spojrzała do środka kubka i gdy zobaczyła, że oba kubki są opróżnione do ostatniej kropelki, odeszła zadowolona.
Gdy tylko Ursula wyszła, Kerra odrzuciła kołdrę, usiadła i zwiesiła nogi z łóżka tak, że dotykały podłogi, zwracając się w stronę hrabiego.
- Jak mogę wrócić? – zapytała, gryząc nieświadomie swoją wargę. Dopiero metaliczny posmak krwi w ustach sprawił, że przestała.
- Nie możesz, wrota czasu są dla ciebie zablokowane.
- Jak to zablokowane – oburzyła się dziewczyna – przecież ja muszę wrócić!
- Sama będziesz musiała je odblokować. Nie wiem jaki jest powód Twojego przybycia, ale musisz coś zmienić, żeby wrócić – wyjaśnił Saint-Germain, chociaż sam nie był pewien swojej teorii. Jednakże w tej sytuacji wydawało się to najbardziej logiczne.
- Czyli utknęłam – powiedziała zrezygnowana dziewczyna.
- Utknęłaś – potwierdził hrabia.
***
Hrabia wyszedł na spacer, a Kerra miała czas na to, aby się przebrać. Bez trudu odnalazła garderobę, nie potrzebując do tego pomocy swojej służącej. Otworzyła wielką szafę i wyciągnęła z niej pierwszą sukienkę jaka wpadła jej w ręce. Była skromniejsza niż ta, którą miała na sobie wczoraj i o wiele lżejsza, ale podobała jej się, pomimo tego, że oprócz kilku zdobień w postaci wyszywanych ciemnych listków nie posiadała nic co by ją wyróżniało. Sukienka miała kolor jasnej zieleni. Dziewczyna pospiesznie ją na siebie założyła, jednak gorsetu nie potrafiła sama założyć, więc postanowiła odszukać Ursulę, aby jej w tym pomogła. Długo nie musiała szukać, ledwo wyszła z garderoby, a spotkała służącą, która jak się okazało błądziła po korytarzu szukając swojej Panienki.
- Tu się Panienka podziewa! – krzyknęła uradowana kobieta.
- Ursulo, pomóż zawiązać mi ten gorset, bo sama nie dam rady – poprosiła Kerra, odwracając się do niej tyłem.
Kobieta zawiązała gorset, jednak nie tak mocno jak wczoraj, dzięki czemu dziewczyna mogła w miarę swobodnie oddychać.
- Dziękuję.
- Uczesać Panienkę? – zaproponowała Ursula, lecz Kerra pokręciła przecząco głową i powróciła do garderoby. Chwyciła grzebień i zaczęła rozczesywać gęste pukle rudych włosów. Postanowiła je związać w zwykły kok, jednak zobaczyła stojące na szafce rzędy błyszczących spinek w różnych kolorach, więc wpięła ich kilka i zamiast koka, wyszła jej fryzura pozostawiająca włosy swobodnie opadające jej na plecy, jedynie po bokach były spięte spinkami, które z kolei wysadzane były zielonymi kryształkami. Dziewczyna ponownie otworzyła szafę i na jej dnie znalazła piękne czarne buty, które założyła. Wykonała także makijaż, tym razem pamiętając co do czego służy. Przejrzała się szybko w lustrze, wydawało jej się, że wygląda niewiele gorzej niż wczoraj i z tą myślą opuściła garderobę.
Gdy wróciła do pokoju, na tacy czekało ją śniadanie. Było jeszcze całkiem ciepłe, więc ktoś musiał je niedawno przynieść. Dopiero gdy się odwróciła, zauważyła, że nie jest tu sama. Na jej łóżku siedział sam książę Rafer. Serce zaczęło jej szybciej bić, coś podpowiadało jej, że powinna bać się tego człowieka.
- Witaj Kerro – mężczyzna podniósł się i skłonił się przed dziewczyną.
Kerra nic nie odpowiedziała, tylko nieznacznie skłoniła głową na powitanie. Miała nadzieję, że Rafer szybko pójdzie, jednak najwidoczniej pozostać to musiało w sferze jej marzeń, bo mężczyzna z uśmiechem odsunął jej krzesło przy stole, aby mogła usiąść. Dziewczyna zawahała się, lecz po chwili usiadła, Rafer zajął miejsce naprzeciwko niej. Kerra przysunęła sobie tacę ze śniadaniem.
- Przepraszam za wczoraj, źle zaczęliśmy… Tyle się ostatnio wydarzyło, że nie miałem nastroju na zabawy – Rafer przerwał ciszę.
- Przeprosiny przyjęte – odparła dziewczyna nawet na niego nie patrząc.
- Mam nadzieję, że zechcesz mi dziś towarzyszyć podczas wieczornego spaceru.
- Dobrze – powiedziała Kerra i już zaczynała wymyślać jakąś wymówkę, dlaczego wieczorem się nie zjawi. Ból głowy wydawał jej się dobrym powodem, aby nie uczestniczyć w spacerze.
- Nie mogę się doczekać, aż lepiej Cię poznam, Pani – Rafer wstał od stołu i skłonił się ponownie.
Jego słowa wydały się być szczere, choć nie pasowało to do księcia Rafera, którego poznała wczoraj i który każdym słowem i gestem wydawał się ją ignorować. Ten człowiek zaczynał ją ciekawić.
- Do zobaczenia wieczorem – rzekł i w tym momencie zostawił ją samą w pokoju.
Kerra nie wiedziała czy powinna przyjść czy też nie, chciała najpierw porozmawiać z hrabią de Saint-Germain. Wciąż miała przeczucie, że wiedział o wiele więcej niż ona. Wydawało jej się, że zna księcia i liczyła na to, że wyjawi jej powód dla którego odradzał jej to małżeństwo.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania