I Początek - Podróżując przez czas

Słońce zaczęło powoli przebijać się przez zachmurzone niebo, zamieniając ciemne nocne niebo w jasny i okropnie słoneczny dzień. Kerra popatrzyła sennie na zegarek stojący na szafce tuż obok łóżka, oczy miała wciąż na wpół zamknięte. Chyba przegapiła śniadanie, ale nie była głodna, szybko przewróciła się na drugi bok, przykryła szczelnie kołdrą i starała się zasnąć ponownie. Pod kołdrę nie dostawało się światło słoneczne, lecz głosy z dołu zakłócały możliwość spokojnego snu. Jej rodzice znów się kłócili, wystarczał im byle jaki powód do wszczęcia kłótni. Ostatnimi czasy sprzeczali się coraz częściej… Wystarczało, że matka nie posmarowała dokładnie chleba masłem, aby ojciec mógł rozpocząć z nią spór. Kwestią czasu było to, kiedy któreś z nich w końcu rzuci temu drugiemu w twarz pozwem o rozwód.

Kerra miała tego wszystkiego serdecznie dosyć, chciałaby się wyprowadzić z tego domu wariatów, ale niestety wiek jeszcze jej na to nie pozwalał. Dopiero za pół roku miała wkroczyć w pełnoletniość, a chciała najpierw skończyć szkołę, aby jakoś zacząć samodzielne życie. Wystarczyło tylko przeczekać te nieszczęsne pół roku i z tą myślą jakoś udało jej się w końcu ponownie zasnąć.

Dziewczyna przeciągnęła się powoli i otworzyła oczy. Miała poczucie, że spała bardzo długo, lecz w pokoju było tak ciemno, że nie potrafiła niczego dostrzec. Lekko podniosła się z łóżka i usiadła, chciała by jej oczy przyzwyczaiły się do panującego mroku. To niemożliwe, żeby przespała cały dzień, pokręciła głową, jakby chciała zaprzeczyć własnym myślom. Po kilku minutach zaczęła dostrzegać kształty mebli, lecz nie pasowały one do jej pokoju. Najwidoczniej rodzice musieli ją przenieść gdzieś kiedy spała, tylko po co? Poza tym, nie była już dzieckiem i trochę ważyła, choć była szczupłą dziewczyną. Kerra wzruszyła ramionami i wstała, szukając drogi do drzwi.

W ciemności mogła dostrzec tylko zarys mijanych mebli i wielkiego stołu, powoli zaczynała się niepokoić, ponieważ w jej domu stół był jedynie w kuchni, a spać w kuchni nie mogła, bo nie było tam łóżka. Zaczęła się denerwować i zastanawiać czy może została w nocy porwana i potraktowana jakąś substancją nasenną, co by wyjaśniało długi sen. Chociaż gdyby została porwana, to czy nie byłaby związana czy chociażby przez kogoś pilnowana, aby nie mogła uciec?

Nic nie pasowało w tej teorii, nie potrafiła tego złożyć w całość, może dlatego, że jej umysł nadal znajdował się na granicy jawy i snu, a może po prostu przez brak logicznego wytłumaczenia tej sytuacji. Kerra doszła do wniosku, że wciąż musi znajdować się we śnie, innego wytłumaczenia nie potrafiła znaleźć. Postanowiła poszukać jakiegoś światła, aby rzucić trochę blasku na pokój gdzie była i ostatecznie przekonać się gdzie jest.

Kerra ostrożnie doszła do drzwi, starając się robić jak najmniej hałasu. Dotknęła ściany szukając włącznika po obu stronach drzwi, lecz nic nie znalazła. Nie było tu w ogóle prądu? Coraz mniej rozumiała z tego co się działo… Nie wiedziała co robić i już chciała otworzyć drzwi, gdy usłyszała zza ściany jakieś głosy. Próbowała się w nie wsłuchać i zrozumieć o czym rozmawiają, lecz ściany były zbyt grube, żeby usłyszeć przez nie jakieś słowa. Jedyne co mogła stwierdzić to to, że jeden głos należał do kobiety, a drugi do mężczyzny. Stwierdziła także, że na pewno nie należą one do jej rodziców. Postanowiła jednak wyjść z pokoju i dostać się bliżej drzwi skąd dobiegały odgłosy rozmowy. Miała nadzieję na to, że uda jej się coś podsłuchać, szczególnie liczyła na to, że rozmawiają o niej.

Dziewczyna wstrzymała oddech i nacisnęła klamkę, zrobiła to najciszej jak tylko mogła, lecz niespodziewanie okazało się, że drzwi niemiłosiernie skrzypią. Odskoczyła momentalnie od drzwi, jej serce zaczęło bić szybciej. Nasłuchiwała czy ktoś to zauważył, lecz głosy zza ściany były zbyt zajęte rozmową między sobą, by zwrócić uwagę na skrzypiące drzwi. Dziewczyna lekko się uspokoiła i starała się uspokoić drżące ręce. Sama nie wie czego się bała, nawet nie wiedziała gdzie się znajduje. Ponownie podeszła do drzwi, okazało się, że za pierwszym razem otworzyła je wystarczająco, aby się teraz przez nie przecisnąć, nie wywołując niepotrzebnego hałasu.

Po chwili znalazła się na korytarzu. W końcu była w stanie coś dostrzec, na ścianach zostały zamontowane świeczniki, na których teraz stały zapalone świece. Ruszyła naprzód. Zupełnie zapomniała o rozmowie jakichś ludzi zza ściany. Usłyszała, że z końca korytarza dobiegała wesoła muzyka, postanowiła pójść w tym właśnie kierunku.

Im bardziej się zbliżała do końca, tym muzyka stawała się głośniejsza, była też w stanie usłyszeć śmiechy i wesołe, głośne rozmowy. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z nieodpowiedniego ubioru, miała na sobie jedynie długą jasnozieloną sukienkę nocną z bufiastymi rękawami, które wykończone były falbankami. Jej sukienka nocna była z grubego materiału i była dość ładna, więc mogła uchodzić nawet za zwykłą sukienkę. Kerra spojrzała na swoje stopy, nie miała żadnych butów, nawet kapci, więc szła na boso.

Była zbyt wystraszona po obudzeniu się, aby zwracać uwagę na swój wygląd. Dotknęła ręką włosów, były związane niedbale żółtą gumką, a kilka kosmyków spadało zabawnie na jej twarz. Rozpuściła więc swoje płomienne rude włosy i przeczesała je palcami, a gumkę założyła na rękę.

Była już blisko, prawie poczuła fizycznie na sobie światło z końca długiego korytarza. Zrobiła jeszcze kilka kroków w przód i skręciła lekko w prawo, w tym momencie korytarz się kończył i oczom dziewczyny okazało się ogromne wejście na salę.

Dziewczyna stała sparaliżowana przy wejściu i po prostu patrzyła na wnętrze sali. Ludzie, którzy wesoło rozmawiali i tańczyli najpewniej jej nie spostrzegli, bo nie przerywali poprzednich czynności.

Wyglądało na to, że Kerra trafiła na jakiś bal, ale co tu robiła? Nadal nie mogła tego pojąć. Sala była wielka, wydawało jej się, że miała rozmiar jak pięćdziesiąt jej pokojów, a jej pokój był przecież największy w całym domu. Po każdej stronie stały kolumny z rozmaitymi zdobieniami, miała ochotę podejść i im się przyjrzeć, lecz nie mogła nawet poruszyć ręką. Na ścianach zawieszone były portrety, z tej odległości nie mogła ocenić kto na nich widnieje.

Cała sala natomiast miała kolory czerwieni zmieszanej ze złotem. Zdobienia ze złota pojawiały się wszędzie, nawet na drzwiach przy których stała.

Kerra zdała sobie sprawę z tego, że przez cały czas wstrzymywała oddech. Spojrzała na wesołych ludzi, byli poubierani dość dziwacznie, a to wszystko wyglądało jak scena z filmu kostiumowego. Kobiety miały na sobie długie suknie z gorsetami, przez które ledwo mogły oddychać. Mężczyźni natomiast mieli eleganckie długie płaszcze i przepięknie lśniące buty. Każdy z uczestników ubrany był inaczej i sala została zalana różnymi kolorami, wyglądało to naprawdę niesamowicie. Kerra w końcu weszła do sali i gdy zauważyły ją kobiety stojące bliżej, popatrzyły na nią z politowaniem.

Po chwili jakiś czarny kształt szybko zbliżył się do niej i dziewczyna zwróciła się w tą stronę. Zobaczyła przed sobą małą kobietę, która mogła mieć najwyżej trzydzieści lat, miała związane włosy w dwa skromne warkocze, ubrana była cała na czarno, oprócz białego fartuszka który miała zawiązany w pasie. Wyglądała jak pokojówka. Kobieta szybko złapała Kerrę pod rękę i prędko wyprowadziła ją z sali. Gdy znalazły się znów na korytarzu kobieta skłoniła się nisko dziewczynie.

 

-Przepraszam, Panienko, ale panienka nie jest jeszcze ubrana – powiedziała z wyraźnym rumieńcem na twarzy. Najwidoczniej takie sytuacje nie zdarzały się tu często.

-T-tak – przytaknęła Kerra – dopiero co wstałam i nie wiedziałam gdzie iść.

-Zaprowadzę Panienkę do garderoby, jeśli się pospieszymy zdążymy przed przybyciem Pana Rafera.

-Kim jest Rafer? I jak w ogóle masz na imię? – Kerra była zmieszana i zupełnie nie wiedziała co się dzieje i dlaczego ta kobieta się jej kłania i nazywa Panienką.

-Jestem Ursula, Panienko. A Pan Rafer jest narzeczonym panienki, czyżby Panienka się jeszcze nie obudziła? – zapytała z uśmiechem, jakby właśnie powiedziała najśmieszniejszy żart na świecie.

- Nie, chyba jeszcze nie – odpowiedziała Kerra i pokręciła głową, wciąż nie wiedząc za kogo bierze ją ta kobieta. Przecież ona nawet nie znała nikogo o takim imieniu. Poza tym, w tym wieku nie mogła jeszcze posiadać narzeczonego, nawet nigdy nie miała chłopaka. Musiała szybko dowiedzieć się co tu właściwie się dzieje. Ursula ruszyła wskazując jej drogę, więc Kerra postanowiła pójść za nią.

Po wędrówce przez kręte korytarze, Kerra wraz z Urszulą znalazły się w niewielkim pomieszczeniu, w którym miała znajdować się garderobą. Dziewczyna rozejrzała się dookoła, po prawej stronie stała wielka szafa, zajmująca większą część pokoju, a naprzeciwko znajdowało się wielkie lustro z półkami obok, na których stały kapelusze i biżuteria poukładana starannie w pudełeczkach.

Ursula otworzyła szafę, w której były same długie suknie. Po czym gestem wskazała jej, że powinna podejść i coś sobie wybrać. Kerra nieśmiało podeszła i pogładziła ręką materiał pierwszej zielonej sukni z czerwonymi zdobieniami. Materiał był bardzo delikatny i w dotyku przypominał zamsz, lecz był dość ciężki, więc jej ręka musnęła kolejną suknię. Okazała się być koloru brązowego, a zdobienia wykonane były złotą nitką. Wszystkie suknie wiszące w szafie były przepiękne i zapewne zarówno bardzo drogie. Ursula patrzyła niecierpliwie na dziewczynę oglądającą sukienki.

 

-Panienko, za moment przybędzie Pan Rafer, a Panienka jeszcze nie gotowa… - powiedziała cicho.

-No tak, prawie zapomniałam – westchnęła Kerra i chwyciła brązową suknię.

 

Ursula od razu zabrała suknię z jej rąk i pomogła jej się przebrać. Na koniec zawiązała ciasno gorset, tak, że ledwo można było w nim oddychać. Służąca zmusiła Kerrę, aby usiadła przed lustrem i zaczęła tworzyć coś skomplikowanego na jej głowie z ognistych włosów. Kerra przyglądała się z zaciekawieniem odbiciu w lustrze. Zwinne palce Urszuli zaplatały jej włosy i spinały w jakąś fryzurę. Po chwili była prawie gotowa. Ursula spięła jej włosy w coś w rodzaju koka z drobnymi warkoczami, jednak zostawiła kilka rudych kosmyków, które wydostawały się estetycznie z fryzury i uformowane w ładne sprężynki, podskakiwały lekko przy każdym jej ruchu.

 

-Naprawdę, piękne. Dziękuję – Kerra zwróciła się do Urszuli. A ta, tylko lekko się skłoniła, najwidoczniej to należało do jej zadań. Pomogła jeszcze dobrać jej biżuterię do sukni, którą okazał się komplet brylantów.

-To te, które dostała Panienka na urodziny od Pana Rafera – powiedziała z dumą w głosie.

 

Kerra nic nie odpowiedziała, założyła tylko brylantowe kolczyki, które mieniły się jej w dłoniach i pozwoliła, aby służąca założyła jej naszyjnik. Zarazem chciała i nie chciała poznać Rafera, budził w niej ciekawość, ale zarazem bała się tego, jaki to będzie człowiek. Z zadumy wyrwała ją Ursula, która pokazała jej wszystkie kosmetyki leżące na toaletce. Kerra uśmiechnęła się do niej i usiadła ponownie przed lustrem, oglądając wszystkie pudełeczka ze specyfikami, a Ursula podpowiadała jej do czego służą.

 

-Wyjątkowo Panienka dzisiaj zaspana, że nawet nie pamięta do czego służą kosmetyki – zachichotała Ursula, lecz szybko zakryła ręką usta i spuściła głowę przepraszając.

-Nic się nie stało, Ursulo – odparła Kerra, spojrzawszy na kobietę. Naprawdę zaczynała ją lubić.

Kerra wstała i podeszła do większego lustra. Wyglądała niezwykle pięknie, gorset podkreślał jej kobiece kształty, a suknia pasowała do koloru jej włosów, blasku zaś dodała jej biżuteria od tajemniczego Rafera.

-Czy ja już spotkałam Rafera? – Kerra zwróciła się do służącej marszcząc brwi, nie mogąc przestać myśleć o tym mężczyźnie.

-Jeszcze nie, Panienko. Ojciec Panienki i Pana Rafera postanowili o waszym małżeństwie, ale dziś pierwszy raz Panienka go zobaczy.

- D-dobrze – odpowiedziała Kerra, ale zrobiło jej się ciemno przed oczami, straciła kontrolę nad własnym ciałem i zachwiała się lekko. Zemdlała, lecz Ursula zdążyła ją w porę złapać.

Gdy Kerra otworzyła oczy, ujrzała służącą, która ją wachlowała i podstawiała jakąś substancję do nosa.

- W końcu Panienka się obudziła! – krzyknęła Ursula.

- C-co się stało?- wydukała Kerra, rozglądając się dookoła.

- Zemdlała Panienka, to pewnie przez gorset. Już trochę go poluźniłam, aby na sali Panienka nie omdlała.

- Dziękuję Urszulo – Kerra skinęła kobiecie głową i wstała, chociaż wciąż kręciło jej się w głowie.

- A teraz czas iść na spotkanie Pana Rafera – stwierdziła Ursula i poprowadziła Kerrę znów poprzez długi korytarz, aby ponownie wejść na salę.

 

Kerra jeszcze raz rozejrzała się po korytarzu, wydawał się jej dłuższy i szerszy niż wcześniej, a to co wcześniej wzięła za świeczniki okazało się rzeźbami wychodzącymi ze ścian, trzymającymi w swoich nieruchomych dłoniach palące się świece.

Wzięła głęboki wdech i wpadła do sali.

 

Od ostatniej wizyty na sali nic się nie zmieniło, oprócz tego, że gdy teraz weszła, wszystkie rozmowy ucichły i każda para oczu zwrócona była w jej stronę. Dopiero teraz Kerra zauważyła mężczyznę ubranego całego na czerwono, a jedynymi zdobieniami wykonanymi złotą nitką były kwiatowe zdobienia na jego marynarce. Wcześniej go nie zauważyła, ponieważ wtapiał się w ścianę która była takiego samego koloru jak jego strój. Mężczyzna skłonił się nisko, a dziewczyna skinęła mu głową i szła dalej. Patrząc na tych wszystkich ludzi, zrozumiała, że to nie jest jej świat, to nawet nie był jej czas.

Jedyne czego teraz chciała to ponownie znaleźć się w swoim domu, ale wiedziała, że z jakiegoś powodu jest to aktualnie niemożliwe. Przez swoje przemyślenia prawie nie zauważyła jak obok niej stanął dość wysoki mężczyzna.

 

- Witam – uśmiechnął się nieznacznie i podniósł jej rękę do swoich ust, lekko ją całując.

- Witam, kim pan jest?

- Hrabia de Saint-Germain, do usług – skłonił się nisko.

 

Kobiety stojące tuż obok, zwróciły głowy w naszą stronę, po czym zwróciły się do siebie zawzięcie komentując to co właśnie działo się obok nich. Nawet nie kryły się z tym, że rozmawiają o nas, bo co chwilę rzucały w naszą stronę bezwstydne spojrzenia.

Hrabia de Saint-Germain był przystojnym mężczyzną, Kerra jednak nie potrafiła określić jego wieku. Miał dość długi nos, który jednak ładnie komponował się z całą twarzą, dość pełne jasne usta i błyszczące ciemne oczy, na głowie zaś miał białą perukę. Jego ubranie wyglądało na drogie, zauważyła, że guziki ma wysadzane klejnotami w kolorze zielonym i czerwonym, w jego stroju nie szczędzono zdobień i futra, którym zakończone były rękawy jego ciemnego płaszcza.

Hrabia wywarł na dziewczynie niesamowite wrażenie, zdała sobie sprawę, że gapi się na niego dość długi czas. Saint-Germain spostrzegł to i chwycił dziewczynę za rękę, prowadząc ją w stronę balkonu. Kerra nie zdążyła nawet zaprotestować.

 

- Nie możesz poślubić księcia Rafera – wyszeptał jej, gdy znaleźli się sami na tarasie. Twarz hrabiego nagle się zmieniła, jego wesołe oczy wydawały się czym zmartwione, groźnie marszczył brwi.

- Dlaczego? Przecież mój ojciec podobno przyrzekł… - nie zdążyła dokończyć, bo hrabia położył palec na jej ustach, w celu jej uciszenia.

- Nie jesteś stąd, prawda? – spojrzał na nią rozbawiony.

- Skąd to wiesz?

- Tak się składa, że też dużo… podróżuję.

- Co masz na myśli poprzez „podróżowanie”?

- Chyba dobrze wiesz – uśmiechnął się tajemniczo i skłonił się odchodząc i zostawiając ją samą na balkonie.

- Właśnie nie wiem… - Kerra powiedziała sama do siebie. Spojrzała na ogród, który było widać z balkonu, starannie poprzycinane krzaki tworzyły coś w rodzaju labiryntu, pośrodku którego była niewielka fontanna z rzeźbą małego aniołka, który podrzucał strumień wody.

 

Dziewczyna przygładziła sukienkę, westchnęła ciężko i powróciła na salę. Postanowiła odszukać hrabiego i wszystkiego się dowiedzieć, ten człowiek był chodzącą zagadką, a ona postanowiła ją rozwikłać. Czy to możliwe, aby był taki sam jak ona, czy też nie pochodził stąd? Dowiedzieć się tego mogła tylko poprzez rozmowę z samym hrabią.

Gdy tylko weszła z powrotem w tłum ludzi, zaraz ktoś złapał ją za rękę i zachichotał.

 

-Wszędzie Cię szukałam kochana! Gdzie Ty chodzisz sama? Słyszałam, że poznałaś hrabiego de Saint-Germain, straszny z niego buc! – zaczęła trajkotać jakaś kobieta za moimi plecami

-Kim jesteś? – zapytałam i odwróciłam się w jej stronę moim oczom ukazała się blondynka z pięknymi fiołkowymi oczami.

- Rozen, głuptasie, Twoja najlepsza przyjaciółka! – wykrzyknęła z oburzeniem.

- Wybacz, musiałam Cię nie poznać.

 

Rozen zignorowała uwagę Kerry i kontynuowała swoje trajkotanie. Mówiła głównie o swojej niebieskiej sukni i materiałach z których była zrobiona, o transporcie prosto z Paryża, który miał nie zdążyć na bal, ale jednak udało się przetransportować suknię na czas. Po niezwykle fascynującym wykładzie na temat sukni, Rozen przeszła do omawiania kolejnych elementów garderoby, od butów aż po bieliznę. Kerra rozglądała się w połowie słuchając Rozen, a w połowie szukając rozpaczliwie po sali kogoś, kto mógłby ją uratować od tej beznadziejnej rozmowy.

W tym momencie do Sali wszedł młody mężczyzna i Rozen szybko przestała mówić i jedynie westchnęła.

 

-To on, Kerra, patrz! To książę Rafer! – Rozen pisnęła i ścisnęła mocno rękę Kerry.

 

Młody mężczyzna pospiesznie zdjął kapelusz z piórem, który miał na sobie i oczom wszystkich ukazały się jego czarne włosy, sięgające do połowy długiej szyi. Ubrany był na czarno, jedynym kolorystycznym elementem był pas od spodni, który był koloru czerwonego.

Rafer był chyba najprzystojniejszym mężczyzną na całej sali, morskie oczy kontrastowały w piękny sposób z ciemnymi włosami tak jak jego niezwykle blada cera. Cała jego twarz była symetryczna i nie było tam elementu, który by nie pasował do reszty.

 

- Ty szczęściaro! – pisnęła cicho Rozen, rozpływając się nad wyglądem narzeczonego Kerry.

Kerra nie wiedziała czy ma do niego podejść, czy poczekać może aż sam podejdzie. Jednak mężczyzna najwidoczniej nie miał zamiaru pójść do niej, zapewne także nie wiedział jak wygląda jego przyszła żona, więc zaczął po kolei witać się ze wszystkimi na sali. Kerra wyszła na balkon, potrzebowała świeżego powietrza. Oparła się o barierkę, starając się nie zemdleć ponownie. Jednak poczuła, że nie jest tu sama, obejrzała się za siebie spodziewając się ujrzeć hrabiego de Saint-Germain, jednak przed sobą ujrzała twarz młodzieńca, która otoczona była kruczoczarnymi włosami. Teraz z bliska mogła mu się lepiej przyjrzeć, prawdopodobnie był w jej wieku, na jego skórze nie dostrzegła żadnej niedoskonałości. Jedyne co mogła o nim pomyśleć to to, że był piękny, tak doskonały niczym posąg, lecz on był jak najbardziej żywy.

 

- Powiedz, że to Ty jesteś Kerra, Pani – powiedział i w tym momencie skłonił się nisko.

- To ja – Kerra przytaknęła i spojrzała na młodego mężczyznę, który uklęknął przed nią i chwycił jej dłoń w swoją.

- Wiedziałem. Od razu gdy wszedłem do Sali przykułaś moja uwagę – zaczął.

- Nawet na mnie nie spojrzałeś – przerwała mu Kerra i wyrwała swoją dłoń, którą ponownie położyła na barierce, odwracając się od niego.

- Masz rację.

- Więc nie wygaduj kłamstw – dziewczyna spoglądała na skomplikowany labirynt stworzony z roślin

- Ale i tak zostaniesz moją żoną – Rafer stanął tuż obok niej i ujął jej podbródek w dłoń, zmuszając dziewczynę do tego, aby na niego spojrzała.

- To się jeszcze okaże – Kerra rzuciła walecznie i uderzyła go, w ramię, aby ją puścił, bo czym wybiegła na salę.

- Muszę odnaleźć hrabiego… - wymamrotała pod nosem i zaczęła przedzierać się przez grupki ludzi rozmawiających w kółkach, mijała tańczące pary, podchmielonych mężczyzn, którzy teraz lekko zataczali się, podpierając ściany. Dziewczyna zaczęła pytać ludzi o hrabiego, lecz nikt nie był w stanie jej odpowiedzieć gdzie hrabia mógł teraz przebywać. W końcu wróciła do swojej przyjaciółki Rozen.

- Rozen, widziałaś może hrabiego de Saint-Germain? Nikt nie wie gdzie jest… - zapytała zrezygnowana, nawet nie oczekując odpowiedzi od tej dziewczyny.

- Poszedł zaczerpnąć świeżego powietrza do ogrodu, spaceruje zielonymi labiryntami. – odpowiedziała.

 

Nie wdawała się w dalszą rozmowę z dziewczyną, miała dosyć słuchania o jej elementach garderoby, więc szybko wyszła z sali, szukając wyjścia. Postanowiła dojść do drugiego końca korytarza i przekonać się czy wyjście będzie się znajdować właśnie tam. Niestety Kerra nie znalazła tam wyjścia, lecz schody prowadzące w dół, schodząc po nich, spostrzegła wielkie drzwi. Zapewne to było to czego szukała. Suknia spowalniała jej ruchy, dziewczyna schodziła ostrożnie, aby nie potknąć się o materiał własnego stroju. Gdy już znalazła się przy drzwiach, szybko nacisnęła klamkę i znalazła się w ogrodzie. Rozejrzała się dookoła, lecz nie zauważyła ani śladu hrabiego.

 

-Saint-Germain! – krzyknęła, ruszając naprzód.

 

Chodziła przed labiryntem, lecz tam go nie znalazła, dlatego też postanowiła wejść do środka. Nie wiedziała jak stamtąd wyjść, ale Saint-Germain był chyba ostatnią i jedyną osobą, która wiedziała co tu się dzieje. Poza tym, na pewno ktoś na sali zorientuje się, że jej nie ma i wyruszą na poszukiwania, połączą fakt, że pytałam o hrabiego, a Rozen na pewno im powie, że poszłam go poszukać i znajdą mnie w zielonym labiryncie. Nie martwiąc się o późniejsze wydostanie się, Kerra śmiało weszła do labiryntu. Wszędzie były krzaki, które ją otaczały, ostatni raz odwróciła się w kierunku wyjścia, po czym ponownie się odwróciła i tym razem ruszyła naprzód. Nie widziała nikogo, a wędrowała już jakiś czas, co chwilę wołając hrabiego.

Gdy doszła do fontanny, którą widziała z balkonu, usiadła na jej krawędzi i postanowiła odpocząć. Spojrzała w górę, na taras i zobaczyła tam swojego narzeczonego wraz z Rozen, żywo o czymś dyskutowali. Kerra była ciekawa czy księcia Rafera tak interesowała moda czy bardziej zainteresowany był prześliczną Rozen. Zresztą nie obchodziło ją to, ten człowiek nie wydawał jej się byt miły i na pewno nie miała zamiaru go poślubić.

Była zmęczona i bolały ją nogi, nie wiedziała ile czasu tak błądziła, ale była pewna, że jeśli hrabia tu spacerował to na pewno już wrócił do sali. Zawiedziona spuściła głowę i westchnęła, nie czuła się dobrze, nadal czuła ból głowy. Wtedy kątem oka dostrzegła postać kryjącą się w cieniu labiryntu, dlatego nie mogła powiedzieć kto to jest, nie widziała twarzy. Powoli wstała i podeszła do tajemniczej postaci, zauważyła, że postać ma futro na rękawach i spostrzegła błyszczące kamienie na guzikach, to musiał być hrabia.

 

- Saint-Germain? – zapytała nieśmiało, wciąż przybliżając się do człowieka, który szybko złapał jej rękę i wciągnął w ciemność.

Kerra chciała krzyknąć, lecz postać zakryła jej usta ręką, więc nie była w stanie krzyczeć, aby zaalarmować swoją przyjaciółkę z narzeczonym, stojących na tarasie.

- Cicho, dziewczyno. To ja – wyraźnie zirytowany głos ją uciszał.

- Przepraszam, nie byłam pewna – dziewczyna się wytłumaczyła i pytająco na niego spojrzała. Było ciemno, lecz była w stanie go dostrzec, jednak nie dostrzegała zbyt wiele szczegółów tak jak wcześniej na sali. Hrabia nie miał na sobie białej peruki i teraz mogła dostrzec jego długie włosy, jednak przez tą ciemność nie mogła określić ich koloru.

- Musisz mi to wszystko wytłumaczyć, j-ja nie rozumiem co tu się dzieje – zaczęła Kerra, starając się nie rozpłakać.

- Chodźmy do Twojej komnaty, tam wszystko Ci wytłumaczę przy winie, jak ludzie, nie będziemy przecież rozmawiać w krzakach niczym dzikusy. – powiedział Hrabia, ujmując jej dłoń.

 

Uśmiechnęła się lekko, w końcu miała się wszystkiego dowiedzieć i miała tu kogoś, kto był do niej przyjaźnie nastawiony, nie licząc wiecznie szczebioczącej Rozen.

 

Hrabia najwidoczniej znał dobrze zielony labirynt, ponieważ wyprowadził Kerrę z niego bez żadnego zbędnego błądzenia, była ciekawa ile czasu tu spędził. Gdy weszli z powrotem przez drzwi, okazało się, że przy drzwiach czeka Ursula.

 

- Gdzież to Panienka się podziewała? Książę Rafer szukał Panienki… - mówiła Ursula, spanikowanym głosem.

- Z pewnością Rozen lepiej dotrzymała mu towarzystwa. – odparła Kerra sarkastycznie.

Ursula zdziwiona słowami Kerry chciała coś odpowiedzieć, lecz tylko otworzyła usta, a żadne słowa nie przychodziły jej do głowy.

- Urszulo, zaprowadź mnie do mojej komnaty, a jeżeli Rafer będzie o mnie pytał, odpowiedz mu, że przyjdę później.

Ursula skinęła głową twierdząco na znak, że wszystko zrozumiała i zaprowadziła ich do pokoju Kerry, a przynajmniej do pokoju, w którym się obudziła. Ursula szybko zapaliła świece, i pokój nabrał blasku. Dziewczyna zauważyła, że wszystko było idealnie posprzątane, jeszcze nigdy nie miała tak wysprzątanego pokoju. Uśmiechnęła się do siebie. Ursula stanęła przed nią i zapytała czy czegoś jeszcze potrzebuje.

- Tak, gdybyś mogła przynieść wino dla mnie i hrabiego i dopilnować, aby nikt nam nie przeszkadzał.

- Oczywiście – powiedziała Ursula i nie ośmieliła się na nią spojrzeć, ale widziała, że policzki jej płoną na czerwono. Kerra nawet nie chciała wiedzieć, co mogła sobie pomyśleć służąca. No tak, w końcu młoda dziewczyna sama w pokoju z przystojnym mężczyzną i do tego wino… Kerra domyślała się o czym właśnie mogła myśleć Ursula, ale nie dała po sobie tego poznać.

- Wiesz co mogła sobie pomyśleć ta dziewczyna? – zwróciła się do hrabiego, gdy służąca wyszła. Hrabia się roześmiał i przyciągnął Kerrę do siebie.

- Może miała rację? – zapytał z łobuzerskim uśmiechem. Kerra znieruchomiała. Po raz pierwszy była tak blisko obcego mężczyzny. Czuła zapach jego perfum, miały w sobie coś przyciągającego, miała ochotę przybliżyć się do niego i wdychać tą odurzającą woń, ale odsunęła się od niego z wyraźnym rumieńcem.

- Przestań, ona zaraz tu wróci z winem. – odparła, siadając przy stole, jak najdalej od hrabiego.

- Przecież żartowałem, dziewczyno. Nie bądź taka wrażliwa, bo długo tu nie przetrwasz. – odparł już poważnym tonem.

 

Nie zraził się tym, że dziewczyna uciekła od niego na koniec stołu i podszedł w jej kierunku, a następnie usiadł na krześle tuż obok niej. W tym momencie wróciła Ursula, przyniosła czerwone wino i dwa kieliszki i postawiła wszystko na stole. Nadal nie patrzyła ani na hrabiego, ani na Kerrę, tylko lekko się skłoniła i wyszła.

 

- To teraz mi powiedz, wszystko – dziewczyna spojrzała w oczy hrabiego oczekując odpowiedzi.

- Najpierw mi powiedz jak się tu w ogóle znalazłaś – hrabia wziął butelkę z winem, która już była otwarta i rozlał krwistą ciecz do kieliszków, jeden z nich postawił tuż obok dziewczyny, a drugi wziął sobie i od razu spróbował trunku. Najwidoczniej wino nie było najgorsze, bo na twarzy hrabiego mogła odnotować wyraźne zadowolenie.

- Sama nie wiem. Zasnęłam w swoim łóżku i spałam chyba dość długo, a obudziłam się tutaj. To wszystko. – dziewczyna wzruszyła ramionami.

- Bardzo dobre, spróbuj – hrabia wskazał na wino.

- Powiedz mi w końcu co się tu dzieje! – Kerra nie wytrzymała i wstała wywracając krzesło na którym wcześniej siedziała, ale nie przejęła się tym i ze złością patrzyła na hrabiego, który zamiast jej wytłumaczyć całą sytuację, zajmował się winem.

- Ale Ty jesteś niecierpliwa… - westchnął – ale wyglądasz śmiesznie jak się złościsz. Saint-Germain odłożył swój kieliszek i dotknął jej ręki, lekko ją gładząc.

- Spokojnie dziewczyno, usiądź – powiedział łagodnie.

- Dobrze – Kerra podniosła krzesło i ponownie na nim usiadła, wyczekująco spoglądając na mężczyznę.

- Musiałaś przenieść się w czasie, moja droga – powiedział po dłuższym czasie.

Kerra spojrzała na niego rozbawiona, przecież takie rzeczy nie mogły nigdy się wydarzyć. Podróże w czasie nie są realne. Ale gdy tak o tym myślała, wszystko zaczęło nabierać sensu. Hrabia patrzył na dziewczynę, jakby chciał wejść do jej wszystkich myśli i dowiedzieć się co one kryją.

- Ale przecież to niemożliwe… - jęknęła dziewczyna.

- A jednak tu jesteś, szok jest normalny po takiej wiadomości. Napij się wina i połóż się do łóżka, sen ci się przyda. Dokończymy rozmowę jutro, dobrze? – Saint-Germain przysunął bliżej dziewczyny kieliszek z winem, a Kerra wypiła całość za pierwszym razem. Zdziwiony mężczyzna uniósł brwi, nigdy nie widział, aby kobieta piła w taki sposób, a wiele już widział na świecie.

- Nalej mi jeszcze – powiedziała cicho dziewczyna, wpatrując się przed siebie.

- Dziewczyno, upijesz się, a rano ból głowy będzie ci uprzykrzał życie – zaprotestował hrabia.

- Nie gadaj, lej!

 

Zrezygnowany mężczyzna nalał dziewczynie wina, zresztą sobie też nalał, nie chciał aby piła sama. Poza tym, takie zachowanie go nie dziwiło, po usłyszeniu takiej wiadomości na jej miejscu pewnie zabrałby całą butelkę i zakopał się pod kołdrą, a nazajutrz by się nawet nie obudził, tylko przespał cały dzień, zresztą dość często zdarzały mu się takie dni i nawet nie potrzebował pretekstu, aby się po prostu się upić. Dziewczyna wypiła równie szybko jak poprzednio, stawiając przed mężczyzną pusty kieliszek, licząc na więcej trunku. Saint-Germain westchnął, lecz napełnił kieliszek dziewczyny ponownie, ostrzegając, że to ostatni raz. Siedzieli, nie rozmawiając, hrabia widział, że dziewczyna ma na dziś dosyć szokujących informacji. Sam zaczął zastanawiać się jakim sposobem dziewczyna się tu dostała przez sen.

Tak się pogrążył we własnych myślach, że zapomniał o tym, że obok niego siedzi Kerra. Spojrzał w jej stronę i nie zdziwił się temu co zobaczył, dziewczyna zasnęła przy stole. Hrabia doszedł do wniosku, że najwidoczniej miała słabą głowę, chociaż wino było dość mocne. Patrzył jeszcze chwilę na dziewczynę i postanowił, że zostanie tu przez jakiś czas, chociaż miał zamiar jutro ruszać dalej.

Odstawił swój kieliszek i zbliżył się do dziewczyny, podniósł ją ostrożnie, była bardzo drobna, dlatego zbliżył się do łóżka i położył ją na nim najdelikatniej jak tylko potrafił. Rozwiązał jej gorset, aby mogła spokojnie wyspać. Przykrył ją szczelnie kołdrą i rozplątał skomplikowaną fryzurę, uwalniając tym samym rude loki. Nie ośmielił się jednak rozebrać jej z reszty ubrań, to zadanie zostawił jej służącej Ursuli, którą postanowił później zawołać. Tymczasem sam wziął krzesło, które poprzednio stało przy stole i postawił je przy łóżku Kerry.

Obserwował jak spokojnie oddycha, odpływając w krainę snów, zastanawiał się czy to jest ostatni raz kiedy ją widzi. Miał nadzieję, że dziewczyna przeniesie się z powrotem do swoich czasów, tam gdzie należy, ale nic takiego się nie działo.

Hrabia de Saint-Germain spędził całą noc przy łóżku dziewczyny i obudziła go dopiero służąca Ursula, która trzasnęła drzwiami jak wchodziła do pokoju Kerry.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania