I poszły dzieci warszawskie w bój za wyszywany srebrną nitką wodza strój.

PROLOG

-Panowie, ruskie u bram miasta

to wiejemy…

-a gdzie?!

-jak wybije siedemnasta, zaczynamy

i wyzwolimy miasto sami,

 

Niemcy i tak już się pakują

ze strachu przed sowietami.

- Ludzie, co wy,

przecież tak

to zginie mieszkańców wielu!

- No to co, a może wolisz iść pod kapelusz ?

- no nie…

 

Warszawskie dzieci powiedziały

-tak, na bój

I poszły z wiarą

(broni nie było)

walczyć o wyszywany

nitką srebrną wodza strój.

 

I oddawali siebie

tuląc karabin w majakach ostatnich snów,

że mają jeden nie dla dziesięciu a tylko na dwóch.

(Ich rodzice mieli lej za grób -jeden na stu!)

 

Wężyki i akselbanty nie poległy

- honor zapomnieli do plecaków zapakować.

Trochę przedtem taką ocenę sytuacji dał Generał brygady Tadeusz Pełczyński

- "Nie mam żadnych złudzeń, co nas (szarże, pany) tu czeka po wejściu Rosjan

i ujawnieniu się.”

Tragicznie, to się tłumaczyło - kapelusz!

 

Jeszcze do jutra,

za ich wojaczkę,

ludność, którą powinni bronić,

będzie na Woli gwałcona

i okrutnie mordowana.

 

FABUŁA

I zaczęła się jatka.

Już nie zazna snu stolica,

syna nie zobaczy matka

- grobem mu będzie ulica.

 

Będą wyrastać krzyże.

Dwa w każdej minucie,

śmierć bliżej i bliżej,

w objęciach okrucieństw.

 

I tak dzień po dniu

słońce będzie tym gasło,

których do snu

złożyło zbrodnicze hasło.

 

EPILOG

Tony popiołów, kalekie nawy,

tyle zostanie

z dumnej Warszawy.

 

Herosów nie widać

śnią pod gruzami.

A wódz?

-pojedzie na obiad…

z bandytami.

 

Bo choć wolność już parła ze wschodu,

nie chcieli stamtąd wolności,

poświęcili ćwierć miliona narodu,

i do niewoli sobie poszli.

 

Wrócili po latach,

gdy władzę objął krzyż i różaniec,

bo czekała na nich zapłata,

za “wyzwoleńcze” powstanie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania