I skończył nim zapisał.

Został rzucony na pastwę losu, sam toczył się jak ten samotny kamień. Wiedział, że w jego wieku nie znajdzie wielkiej miłości, chciał tylko zaznać trochę spokoju i odwiedzić kawałek świata. Cały nie wchodził w grę. Zrobił sobie przerwę od pisania, nalał sobie zimnego piwa i skupił się na przekazie.

- To wydarzy się dzisiaj! - krzyczał głos z radia - To jest już kwestia czasu i układu gwiazd, to co w niebie nam zapisano, jest okropne. Wyłączył przekaz radiowy i zastanowił się przez chwilę. Dlaczego ci wszyscy ludzie łykają to opowiastki o apokalipsie?

 

Jego krzesło było w opłakanym stanie, jedna z nóżek była za krótka, więc podłożył magazyn katolicki sąsiadki, który był dość gruby, by utrzymać jego wagę. Co miesiąc kradnie jej, jeden egzemplarz z jej skrzynki na listy. Starczyło raz uderzyć w jej środkowy rdzeń, a otwierała się jak amerykańska modelka w Dubaju.

 

Idę, pomyślał.

 

Włożył ciężkie zimowe buty i zdjął polar z wieszaka. Wychodząc z klatki schodowej, przypomniało mu się, że nie zabrał ze sobą portfela.

 

I co tam włożę?, pomyślał.

 

Życie nie sprzyjało mu za bardzo. Idąc, w stronę mostu, rozmyślał o tym, co poszło nie tak i czy to wszystko było jego winą, czy aby czynnik boski o tym przesądził.

Ukończył prawo, na które posłali go rodzice, wydawało mu się, że spełnia ich skryte pragnienia, ale nie swoje. Czuł nieprzyjemny ucisk w gardle. Wiatr szarpał jego twarz z iście boską precyzją.

 

Dość, pomyślał.

 

Matka nie utrzymywała z nim kontaktu, odkąd rzucił aplikację prawniczą . Wybrał za to literaturę klasyczną, która pchała go w kierunku pisarstwa. Był grafomanem, ale się tym nie przejmował. Chodził na kursy, wybierał się na wykłady o pisarstwie — mocno wierzył w swoje powołanie.

Lata mijały. Nie tworzył nic na miarę Hemingway czy innych świetnych klasyków. A inspirował się nimi. Nie. O tym oddychał.

Miłość.

Rzuciła go w tym samym czasie, kiedy urwał kontakt z matką. Nigdy nie mógł znowu się zakochać.

Ukazał się przed nim. Był zadowolony, że to ostatnia piękna i monumentalna rzecz, jaką zobaczy po raz ostatni. Most z czasów kolonialnych był dumą hrabstwa, nikt nie szczędził pieniędzy na utrzymanie go w idealnym stanie.

Jego dłonie się spociły, włożył je do kieszeni.

- Becky — mruknął pod nosem. Ulubione chrupki jego papugi. Ją też już nigdy nie zobaczy.

Uśmiechnął się w głębi ducha, że zostawia te wszystkie problemy w pizdu.

Jego oddech momentalnie przyśpieszył. Nie zamierzał liczyć do trzech, jego ulubiony pisarz zaśmiałby się z tak głupiego ceremoniału.

 

Skoczył. Ciął powietrze swoją tuszą. Nic nie słyszał. Nie czuł.

 

- Witaj w gronie samobójców — rzucił pogardliwie siwy staruszek, który kończył swoje kolejne opowiadanie. Nalał sobie lampkę miejscowego wina i zapalił papierosa. Jego kot triumfalnie wskoczył na najwyższą komodę.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Aisak 01.08.2018
    Był grafomanem, ale się tym nie przejmował. Chodził na kursy, wybierał się na wykłady o pisarstwie — mocno wierzył w swoje powołanie. - poczułam się natchniona tym fragmencikiem. Aczkolwiek wątpię, czy coś z tego wyjdzie, ale poszukam.

    Samobójcy trafiają z powrotem na ziemię
    Jako Dzieło Niedokończone
    Dlatego
    Lepiej zostać, i pozwolić dać się zabić.
    Jakże piękna jest śmierć z rąk litościwych

    No, podobało mi się.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania