I tak skończył się dzień
Powiedz, jak to możliwe, że uwierzyłem
w miłość, przechodzoną niewinność, w ciebie.
Gdy pierwszy raz przyjechałaś nie mogłem uwierzyć,
Artystyczna knajpa zamilkła, a ja, zgłupiałem.
Później było już znacznie gorzej. Co pół roku wizyta,
parę dni nagości, pozowanie. Cudownie okrutne oczy
codziennie, po kawałku, wygryzały moją naiwność,
żerowanie na samotności stało się zwyczajem,
marzenia o lepszym jutrze zasłoniły mi świat.
I przyszedł zimny październik.
Komentarze (4)
Często tak jest, że wkładamy drugą osobę w jakiś schemat albo marzenie, a kiedy cos się kończy przeżywamy ogromne rozczarowanie, tym większe jeżeli zostajemy na powrót wtłoczeni w samotność.
Bardzo dobry wiersz. 5
dzięki:) samotność to druga twarz nadziei
Tak było
Bardzo to intymne.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania