Poprzednie częściI wanted you to see me - prolog

i wanted to see me - rozdział 1

Killian

3 lata wcześniej

 

Od początku przyjaźni mojej i Willow minęły dwa lata, dwa bardzo dobre lata. Przyjaźń z nią to najlepsze co mnie spotkało, nawet jeśli na początku myślałem, że jest dziwna. Po kilku miesiącach niezręcznych terenów i wygłupiania się w lesie, okazało się, że Willow jest naprawdę świetną przyjaciółką. Tylko po prostu nie miała nigdy nikogo, kto byłby jej przyjacielem. Jej dziwne i chłodne zachowanie wobec mnie, nie było złośliwe. Ona po prostu nie była zwyczajna do rozmów z ludźmi.

Cieszyło mnie też to, że z czasem zacząłem ją rozumieć, gdy się zaczęła przede mną otwierać czułem jak coś kuło mnie w sercu. Nie zasłuża na to wszystko, co ją spotykało. To był właśnie moment w ktorym zrozumiałem swojego tatę. Zawsze gdy jeździliśmy na zawody starał się podejść do Willow po jej przejeździe. Jednak gdy ja lub któryś z chłopaków pytaliśmy po co to robi nigdy nie odpowiedział. Teraz rozumiałem. Rozumiałem aż za dobrze.

Mój tata starał się okazać jej wsparcie i uwagę, której jej ojciec nie chciał okazać. Willow od swojego perwszego startu w zawodach nie zajęła ani drugiego ani pierwszego miejsca. Swoją ciężką pracą stawała zawsze na pierwszym miejscu. A od kiedy zaczęła mi doradzać w sprawie trenowania Lunarii, ja zacząłem zajmować drugie i trzecie miejsca.

Było mi żal gdy patrzyłem na Willow starającą się z całych sił, by jej ojciec okazał choć odrobinę zainteresowania. A każde złe słowo skierowane w jej stronę sprawiało, że coś kuło mnie w sercu. To mnie bolało, widok tego jak każdego dnia się stara z całych sił, by usłyszeć tylko "odpuść to sobie, to nie dla ciebie". Chciałbym by odpuściła sobie próby pokazania ojcu, że jest rownie dobra, jak chłopacy. I nie dla tego, że była gorsza, tylko dlatego, że już dawno ich przegoniła umiejętnościami. I nie powinna jeździć po to by udowodnić coś ojcu, powinna to robić z własnej woli i przede wszystkim dla siebie, nie dla niego.

Bolał mnie też fakt, że jej radość nigdy nie sięgała jej oczu. Uśmiechy które mi posyłała nie zawsze były szczere. A to bolało, bardzo bolało. Chciałbym żeby pewnego dnia zjawila się z szerokim uśmiechem na ustach. I powiedziała mi, że opinia jej ojca nie ma dla niej znaczenia. Jednak znałem ją już na tyle długo, by wiedzieć, że nie odpuści. W końcu od dziecka się o to stara.

Czekałem na rozjeździe ścieżek w lesie, aż do mnie dołączy. Nie zajęło jej to długo, bo już po chwili zza krzaka wyłoniła się głowa Moona. A następnie zobaczyłem Willow. Przeskanowałem ją wzrokiem, była ubrana na niebiesko, czaprak Moona również był niebieski. Ten kolor zawsze kojarzył mi się z nią, zawsze miała na sobie coś niebieskiego.

Pamiętam dzień gdy pierwszy raz się przede mną otworzyła. Leżeliśmy na trawie i obserwowaliśmy niebo. To właśnie tego dnia wyznała mi że kocha na nie patrzeć. Stąd też domyśliłem się, że niebieski to jej ulubiony kolor. Zawsze miała na sobie coś niebiskiego, a dziś jak widać postanowiła zrobić sobie taki outfit. Uśmiechnąłem się.

- Witam, moją najpiękniejszą przyjaciółkę. - na jej policzki od razu wstąpił róż. - Dokąd dziś zmierzamy?

- Myślłam, że jedyną przyjaciółkę. - nie zatrzymała się, tylko skręciła za zadem Lunarii i już po chwili staliśmy obok siebie. - Też się nad tym zastanawiałam i w sumie możemy przejechać się nad klify. - spojrzałem na nią zdziwiony, klify? Tam jeszcze nie byliśmy, bynajmniej ja nie byłem. - Są prawie koło jeziora.

- Możemy pojechać gdziekolwiek chcesz.

Nie spodziewałem się, że dziewczyna pochyli się w moją stronę i mnie przytuli. To był miły gest z jej strony, nie robiła tego często. Ja również ją objąłem, co nie było mądre, bo siedząc na koniach nie było to zbyt wygodne. Nie spodziewałem się też, że gdy tylko dziewczyna mnie puści od razu chwyci wodze i ruszy galopem. Bez wahania chwyciłem wodze i ruszyłem za nią.

Często zdarzało się nam gonić po lesie. Zwłaszcza, że ani nikt ode mnie nie wiedział, że się przyjaźnimy, ani nikt od niej. To była nasza tajemnica, choć od kiedy się z nią przyjaźniłem ciężko mi było na zawodach ją mijać jak gdyby nigdy nic. Bolał mnie też trochę fakt, że ona robiła to bez problemu. Jednak potem przypominałem sobie, jak dobrze kryje w sobie to, że wcale nie rani ją zachowanie ojca. Była po prostu przyzwyczajona do tego, że niektóre uczucia musi chować w sobie. Czasami doprowadzała mnie do szału tym, że nie mówiła mi co ją gryzie. Była tak cholernie uparta i nie dawała sobie pomóc.

Jechałem za nią, nie próbowałem jej nawet wyprzedzać, Lunaria z Moonem nie miała żadnych szans. On był królem prędkości, jechałem na nim raz, nie zapomnę tego uczucia. To jak wiatr roztrzepywał mi włosy. Ta wolność, prędkość z jaką pędził. Dawał dziwne poczucie wolności. Zauważyłem też, że reagował na najmniejszy sygnał, Willow nigdy nie naciągała za bardzo wodzy. Nie byłem w stanie określić tego, jaki Moon jest, bo on z jednej strony był jak jakiś demon prędkości. A za razem był tak posłuszny, jak żaden koń. Nie byłem pewny, czy to Willow go tak wychowała, czy taki po prostu był. Jednak patrząc na ich historię, myślę, że Moonlight po prostu odwdzięcza się jej za to, że dała mu szansę.

Dziewczyna w pewnym momencie zaczęła zwalniać, więc żeby nie wjechać w zad jej konia również zwolniłem. Zsiadła z Moonlighta i poczekała, aż ja zrobię to samo. Spojrzałem na nią, jej włosy były roztrzepane, zaczęła je rozczesywać palcami by choć trochę wyglądały jak przed tem. Ja za to bez zastanowienia zdjąłem z nadgarstka gumkę i jej ją podałem. Spojrzała na mnie zdziwiona, a następnie jej oczy się rozszerzyły.

- To moja gumka. - wzięła ją ode mnie i związała nią włosy w kitek. - Powiedziałeś mi, że musiałam ją zgubić nad jeziorem, a okazuje się, że chamsko mi ją zwinąłeś gdy nie patrzyłam. - patrzyła na mnie spod byka. - Nie ładnie kraść ludziom ich rzeczy.

- Upsi. - udałem, że mi przykro. - Wybacz, uznajmy, że ją porzyczyłem.

- Nie wiesz, że nie nosi się gumek na nadgarstku jak się jest samemu? - pociaśniła kucyk, a następnie spojrzała na mnie. - Gumka na nadgarstku...

- Wiem co oznacza. - przerwałem jej.

Dziewczyna milczała, jakby analizowała to co powiedziałem, ale nie odpowiedziała mi nic na moje słowa. To dobrze. Nie musiała wcale wiedzieć, że specjalnie jej ją zabrałem, gdy ostatnio byliśmy nad jeziorem. Nie zamierzałem jej jeszcze wyznawać prawdy, powiem jej w odpowiednim momencie. Choć czasami nie wiem jak może tego nie widzieć, może jest zapatrzona w to, by ojciec ją dostrzegł? Lub nie chce tego widzieć. Miałem jednak nadzieję, że ona choć trochę czuje przy mnie to co ja przy niej.

Odwróciła się bez słowa i ruszyła w górę prowadząc za sobą Moona. Na szczęście nie było tu stromo, nie było też żadnych kamieni. Cieszyłem się z tego, bo po pierwsze było bezpiecznie dla nas, a po drugie było też bezpiecznie dla koni.

Willow szła przede mną, ale pobocze było szerokie, więc postanowiłem do niej dołączyć. Musiałem jakoś oczyścić atmosferę, nie wiem o czym pomyślała po tym co jej powiedziałem. Czasami chciałbym móc wejść do jej głowy i widzieć wszystkie myśli.

- Wiesz, gdyby jakaś dziewczyna mnie zaczepiła, muszę mieć przecież jakąś wymówkę. - wymyśliłem na poczekaniu. - Mogę wtedy pokazać te gumknę...

- Używasz mnie jako wymówki, by dziewczyny się od ciebie odczepiły?

- Może. - brunetka pokręciła głową. - Zresztą, co za różnica, ostatnio ci nie przezkadzało, gdy kleiłaś się do mnie na łące.

- Nie kleiłam się do ciebie! - pisnęła, a ja się zaśmiałem. - Przytulanie się do kogoś, to nie klejenie się. - spojrzałem na nią kontem oka i wyglądała komicznie, dlatego nie hamowałem uśmiechu który wstąpił na moją twarz. - Zapomnij o tym, że następnym razem się do ciebie przytulę.

- No już się nie dąsaj. - szturchnąłem ją łokciem, ale nie odpowiedziała na moją zaczepkę, więc musiałem wymyślić coś innego. - No i tak się kończy przyjaźń z dzieckiem właśnie. - próbowałem ją sprowokować by się odezwała. - Nic tylko się obrażają ciągle.

- Jesteś starszy o rok. - burknęła, a ja zarzuciłem swoje ramię na jej kark i przyciągnąłem ją bliżej siebie. - Zostaw mnie, bo zaraz stąd oboje spadniemy.

Zdjęła moje ramię ze swojego karku i odsunęła się trochę w bok. Między nami zrobiła się lekka odległość, ale chociaż już nie było nie zręcznie. Było tak jak być powinno, swobodnie. Spędzanie z nią czasu było moją ulubioną częścią dnia. Przy niej byłem po prostu sobą, tak samo jak ona przy mnie. Po dwóch latach spędzonych razem nauczyliśmy się czytać z siebie jak z nut.

Spojrzałem na nią, wpadł mi do głowy pewien pomysł. Nie zastanawiając się dłużej, po prostu chwyciłem ją za rękę. Chciałem sprawdzić jak zareaguje, czy wyrwie swoją rękę z mojej? Kątem oka patrzyłem na nasze dłonie. Ku mojemu zdziwieniu nie zabrała ręki, dlatego nic nie mówiąc uśmiechnąłem się pod nosem.

Willow często mówiła o tym, że Moon jest dla niej jak taki promyczek w mroku. A dla mnie to ona była takim promyczkiem, każdy dzień z nią był taki inny. I nie mówię o tym w złym sensie, a w tym dobrym. Willow przh innych była poważna i taka inna, ale gdy byliśmy sami była po prostu sobą. Lubiłem gdy się uśmiechała, ale jeszcze bardziej ceniłem chwilę gdy śmiała się na głos. Bo wiedziałem że przy nikim innym taka nie jest.

Bez zastanowienia zmieniłem sposób trzymania się za ręce. Spłlotłem nasze palce razem i tak po prostu szliśmy do góry. I nagle dzień tak po prostu stał się o wiele lepszy. Wystarczyło że była przy mnie Willow.

- A mogliśmy iść nad jezioro. - wymamrotałem pod nosem zatrzymując się, bo zmęczyło mnie iście cały czas w górę. - Myślisz, że w którą stronę jest teraz dalej?

- Zależy.

- Od?

- Od tego czy chcesz zejść szybszą drogą czy wolniejszą. - spojrzałem na nią zdziwiony, bo nie rozumiałem o co jej chodzi. - Jak cię zepcham to będziesz nad jeziorem szybciej. - zaczęła mnie ciągnąć za rękę w górę, ale nie postawiłem nawet kroka. - No choć, im szybciej dojdziemy, tym szybciej będziesz miał to z głowy.

- Dojdziemy powiadasz?

Nie odpowiedziała na moją zaczepkę, ale za to dalej mnie próbowała ciągnąć, co było zabawne. Willow była odemnie nie dość że niższa to i bardzo lekka, więc jej ciągnięcie nie robiło na mnie wrażenia. Pokręciłem głową z rozbawieniem i pociągnąłem ją w moją stronę przez co na mnie wpadła. Na szczęście puściła w tym momencie wodze, bo inaczej Moon zacząłby się obrażać w przeciwną stronę. Brunetka spojrzała na mnie spod byka, a ja się do niej niewinnie uśmiechnąłem.

- Nie udawaj grzecznego chłopca, bo ci to nie wychodzi. - gdybym się teraz tylko pochylił do przodu... - Słuchasz mnie?

- Yhm.

- Więc co powiedziałam? - uniosła brew ku górze. - Skoro tak mnie słuchasz, to na pewno wiesz.

- No... - spojrzałem za nią. - Wiesz tak myślę, że już bliżej do wejścia niż zejścia, więc chodźmy.

Brunetka tylko westchnęła i puściła moją rękę, a następnie się odsunęła. Poczułem nagły chłód na dłoni którą trzymała. Obróciła się do swojego konia i złapała jego wodze. Uważnie skanowałem jej ciało, każdy jej ruch, aż nagle spojrzała na mnie przez ramię. Szybko przeniosłem wzrok na niebo, udając że wcale na nią nie patrzyłem cały czas.

- Choć.

Ruszyła, a ja z opuźnieniem ruszyłem za nią. Nie wiedziałem nawet po co tam szliśmy, zgodziłem się, bo ona chciała tam iść. Gdyby chciała poszedłbym za nią nawet na drugi koniec świata. Ktoś mógłby mi powiedzieć, że byłem ślepy, ale ja po prostu ją kochałem. Nawet jeśli ona nie kochała mnie.

Powoli zbliżaliśmy się do klifu, było tu pięknie. Skoro słońce było dopiero na górze, a tu już było tak pięknie, to jak tu było gdy słońce zachodziło? Podeszłem bliżej do krawędzi z Lunarią. Spojrzałem w dół, było wysoko, trochę bardzo wysoko.

Poczułem nagle, jak ktoś mnie przytula od boku, uśmiechnąłem się i wyjąłem moją rękę spomiędzy nas. Objąłem brunetkę i przesunąłem ją tak by była nie od boku, a z przodu. Spojrzałem na nią, nie trzymała Moona tylko przywiązała go do gałęzi drzewa.

- Puścisz mnie na chwilkę? Przywiążę Lunarię.

Dziewczyna od razu mnie puściła, a ja najszybciej jak się dało przywiązałem Lunarię. Gdy upewniłem się, że klacz się nie odwiąże wróciłem do brunetki. Z powrotem się do mnie przytuliła, a ja po prostu ją objąłem i oparłem swoją brodę na jej głowie.

- Ostatnio coś często się do mnie przytulasz. - wymamrotałem. - Mam się bać?

- Nie wiem, po prostu mam ostatnio taką potrzebę. - zacząłem ręką jeździć po jej plecach, chcąc w ten sposób jakoś jej pomóc. - Wiesz co jest dziwne?

- Nie wiem, ale z chęcią się dowiem.

- Że nie chce mi się nic, a jednocześnie mam ochotę potańczyć.

- Yhm i mam rozumieć że mówisz mi to tak po prostu, tak? - byłem pewny, że w tym momencie się uśmiecha, nawet jeśli jej nie widziałem, to po prostu to wiedziałem. - Dobra, przejdźmy do konkretów, do czego chcesz tańczyć.

- Wiesz, że cię uwielbiam? - wolałbym aby powiedziała mi coś innego, ale tym też się zadowolę. - Jesteś moim jedynym ludzkim przyjacielem.

- Willow...

- Obiecasz mi coś?

- Co tylko chcesz.

Zacząłem się niepokoić, o co chodziło? Dlaczego tak nagle zmienił jej się humor? Zacząłem się martwić. Odsuńąłem ją od siebie i złapałem ją za brodę. Chciałem by spojrzała mi w oczy.

- Coś się stało? - byłem prawie pewny, że w moim głosie było słychać zmartwienie. - Willow?

- Nie, po prostu chcę żebyś mi obiecał, że będziemy przyjaciółmi na zawsze.

Poczułem jak kamień spada mi z serca, jezu, przestraszyłem się. Myślałem już, że jest na coś chora. Bez zastanowienia się do niej przesunąłem i mocno przytuliłem. Dlaczego zadała mi takie pytanie? Przecież to oczywiste, że będziemy przyjaciółmi na zawsze. Nie wyobrażam sobie życia bez niej.

- Nie strasz mnie tak. - pocałowałem ją w głowę. - Cholera, przestraszyłaś mnie i teraz mam wrażenie jakby moje serce miało zaraz wyskoczyć mi z klatki piersiowej.

- Czy to oznacza, że tak?

- Jeszcze się głupio pytasz. - puściłem ją i wyjąłem telefon z kieszeni. - A teraz, powiedz mi, do czego masz ochotę potańczyć.

- Będziesz ze mną tańczyć? - zdziwiła się. - Przecież ty nie lubisz tańczyć.

- Nie mówiłem, że nie lubię, tylko, że nie chcę. - przypomniałem. - I nie mówiłem tego w twoją stronę.

- To znaczy...

- Tak Willow, nie tańczę z pierwszymi lepszymi dziewczynami. - spojrzałem na nią, wydawała się... Zdziwiona? - Ale z tobą chętnie zatańczę.

- Naprawdę? - na jej usta wstąpił uśmiech i to mi wystarczyło, bym bez zawachania skinął głową. - Uwielbiam cię. - pocałowała mnie w policzek. - Jesteś najlepszym przyjacielem na świecie.

- Wolałbym, aby ten całus był winnym miejscu. - powiedziałem patrząc jej prosto w oczy, a ona uniosła jedną brew ku górze. - No ale niech już ci będzie, więc na co masz ochotę?

- Hymmm, zdam się na ciebie.

Nie zwlekając wszedłem na spotify i weszłam w swoje playlisty. Zastanowiłem się chwilę, aż w końcu kliknąłem w tytuł "From now on".

- Tylko proszę, nie skreślaj tej piosenki od razu. - zacząłem. - Wiem, że wstęp jest długi, ale zaufaj mi, że jest tego warty.

Tak jak ty jesteś warta mojego czasu.

Położyłem telefon na klifie kawałek od nas, podgłaszając dźwięk. Podszedłem do Willow i chwyciłem ją za ręce, na początku piosenka była nudna. Dlatego też po prostu kołysała się z nią, aż wyczułem moment zmiany. Nawet nie wiem w którym momencie z tańczenia przeszliśmy do śpiewania. Brunetka chyba znała skądś tę piosenkę, ale nie całą, śpiewała tylko poszczególne fragment.

Gdy piosenka się skończyła, zawahałem się tylko przez chwilę. Potem już czułem tylko usta Willow na moich. Wiedziałem, że nie powinienem tego robić, ale czekałem na to tak cholernie długo. Byłem gotowy na wszystko, nawet na to, że dostanę w twarz... Ale nie na to, że Willow odda ten pocałunek. O japierdole...

Jej usta tak idealnie pasowały do moich. Umieściłem swoje dłonie na jej tali i przyciągnąłem ją do siebie jeszcze bliżej. Czułem, jakby była stworzona dla mnie, jej usta smakowały tak cholernie dobrze. Nie chciałem kończyć tego momentu, bo nie wiedziałem, jak ten pocalunek wpłynie na naszą relację. Właśnie przekroczyłem granicę, którą nie wiem czy powinienem przekraczać.

 

zapraszam na wattpada : books_life_promotion

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania