IGRASZKI Z CZASEM 2
Trwanie
Za młodu bywa na salonach, bo chce zbierać spostrzeżenia u źródeł: samodzielnie widzieć i wiedzieć. Ze względu na niepospolitą inteligencję, takt, dyskrecję, poprawną oględność ugodowych zapatrywań, jest do nich zapraszany, mile widziany, oczekiwany nawet. Mówi na tematy neutralne, przelotnie fascynujące, chwilowo ciekawe, aktualnie modne, odporne na przeciwne sądy i znośne ze smakiem; ma wrodzony węch do bezkolizyjnego bycia w zgodzie z pozostałymi uczestnikami przyjęć. Natomiast własne, nieobiegowe przekonania, zostawia na później, odkłada do książki.
W niej umieszcza osobiste, często kontrowersyjne zdania, opinie, ośmieszające i nie do przełknięcia w napuszonym gronie miałkich gospodarzy salonów. W nią pakuje wszystkie te dreyfusowskie treści, jakich wypowiedzenia broniła mu etykieta. Zostawia je na później i później nadchodzi bez odwołania: cherubinkowaty lowelas, bawidamek, ulubieniec płci obojga, zrzuca poprzednią skórę, zamyka się we wspomnieniach, krzepnie, pogrąża w bezustannie żywej pamięci; przeszłe książątko i wczorajszy paź, przeistacza się w myślący sarkofag z kompleksem winy: „człowiek, który uważa się za chorego, staje się nim” (Sodoma i Gomora PIW. Str. 855).
*
Budowanie wymaga surowca. Zbiera, gromadzi, przetwarza znane rysy, gesty, ich różnorodność wydźwięku i z kilku nieraz odległych postaci, powstaje jedna, pasująca do wznoszonych murów katedry: powieściowa mentalność zdolna do samodzielnego istnienia, będąca bardziej prawdziwą niż oryginał. Ludzie na nią złożeni przetrwają dłużej i wyraziściej, niżeli ich pierwowzory; z biegiem lat rzeczywistość staje się Historią, a fikcja — konkretem.
Efekt jest olbrzymi: „W poszukiwaniu straconego czasu” dzieją się stylistyczne cuda. Pod giętkim piórem pisarza zwykłe zjawiska przemieniają się w niezwykłe ujednolicenie: formy z treścią, słów z intencjami, tomów z rozdziałami. Z których każdy tom, rozdział czy akapit, odsłaniają coraz to nowsze i bardziej nieznane ingrediencje człowieczej motywacji.
Osaczają go pamięć i jej procesy. Twierdzi, że czas, który mu podarowano, jest limitowany trwałością organizmu: uzależniony od sił witalnych, temperamentu, nastawienia do świata. Od pozytywnego lub negatywnego stosunku do życia, czy psychofizycznej aktywności.
Mówi: „nawet z punktu widzenia prostego realizmu, upragnione przez nas krainy zajmują w każdej chwili w naszym prawdziwym życiu o wiele więcej miejsca niż kraj, gdzie znajdujemy się istotnie”.
Wspomnienia są dla Marcela dostępną nieskończonością, przędzą zdarzeń, strunami pamięci: to umykające życie. Proustowska przeszłość jest smutna, bo nie daje się cofnąć, przefarbować, wykreślić; nie można jej złagodzić, rozcieńczyć, żyć od nowa.
Racje, powody, motywy istnienia jego bohaterów, rozpalają i przytłumiają płomienie ich uczuć; przywary są zaletami, a zalety nabierają cech manier, skłonności, feblików. Jak dzieje się to w przypadku Swanna, którego miłość do Odetty przeradza się z zazdrosnego nałogu jej pożądania w przyzwyczajenie i ostatecznie — obojętność.
Jest to jednak wybór podyktowany świadomością nadciągającej starości: „można obserwować ten stan z końcem zbyt przewlekającej się egzystencji, nawet między dawnymi i najczulszymi kochankami, między przyjaciółmi związanymi najbardziej duchową więzią; począwszy od pewnego roku przestają podejmować trud widywania się, przestają do siebie pisywać i wiedzą, że już nie spotkają się na tym świecie” (Czas odnaleziony).
CDN
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania