Iluzja

Szedł ulicą rozgladając się dookoła, było zimno i padał deszcz ze śniegiem, ale Michał był w dobrym humorze, właśnie wrócił z Indii, gdzie spędził pół roku, będąc na delegacji jako inżynier, specjalista od fotowoltaiki. Jego firma brała udział w budowie największej elektrowni w stanie Gudżarat, zasilanej słońcem. Prawie cały czas panował tam niemiłosierny upał, dlatego widok zachmurzonego nieba i przenikliwy chłód, był tym czego od jakiegoś czasu mu brakowało. Mijał skurczonych, idących szybkim krokiem ludzi, niektórzy z niedowierzaniem patrzyli na niego, jak podąża przed siebie z lekkim uśmiechem na twarzy. W pewnym momencie wyciągnął z kieszeni komórkę i zaczął robić zdjęcia. Głównie skupiał się na twarzach, większość miała lekko wykrzywione jakby przełknęły coś bardzo kwaśnego i nie wypadało wypluć tego na ulicy. Kiedy dotarł do swojego bloku zobaczył kobietę ubraną w długi nieprzemakalny płaszcz w żółtym kolorze. W takim szarym i pochmurnym dniu rzucał się w oczy jak wiosenny kwiatek, zapowiadający jej przyjście, niestety był listopad i do wiosny było bardzo daleko. Potem zauważył kręcącego się koło niej psa. Rzuciła piłeczkę jakieś dziesięć metrów przed siebie.

- Przynieś! – krzyknęła.

Pies na nią spojrzał, kilka razy szczeknął i pobiegł za piłką, ale najwyraźniej nie miał na to ochoty. Zapewne pogoda też mu nie odpowiadała.

Kiedy przyłożył aparat do oka, spojrzała na niego. Z pod kaptura wyłoniła się twarz, młoda dziewczyna, zapewne brunetka o czym świadczyły ciemne brwi, oczy również były ciemne, ale z tej odległości trudno było określić kolor.

Uśmiechnęła się do niego, Michał również zrobił to samo, potem wszedł do klatki.

Trzecie piętro, wysoka poręcz i ten półmrok. Urok starej kamienicy, w której mieszkał od urodzenia. Co prawda miał, dziesięcioletnią przerwę, kiedy się ożenił i przeprowadził się do małego mieszkanka żony próbując sobie ułożyć nowe życie, ale niestety dwa lata temu ich drogi się rozeszły. Liczne delegacje zrobiły swoje, jego druga połowa stwierdziła, że nie chce mieć wiecznego gościa w domu i znalazła sobie kogoś, kto bardziej docenia ciepło ogniska domowego. Trochę go to zabolało, taka wiadomość bez wcześniejszych rozmów zapobiegawczych, fakt dokonany i trzeba było wracać do starej kamienicy po rodzicach, którzy rok temu zginęli w wypadku samochodowym, jak to się mówi: nieszczęścia chodzą parami. Ciężko mu było po tym wszystkim się pozbierać, ale jakoś dał radę, delegacje w tym przypadku okazały się zbawienne, szczególnie ta ostatnia, sprawiła, że inaczej postrzega życie. Ludzie w Indiach są bardziej pogodzeni z losem i jakoś to mu się udzieliło, zaczął uważniej przyglądać się zwykłym, wcześniej niedostrzegalnym chwilom.

 

Włączył telewizor, przez cały pobyt w Indiach nie oglądał telewizji, a tu ledwo usiadł na fotelu i sięgnął po pilota, najwyraźniej wszystko zależy od klimatu, w tym cieplejszym nigdy nie myślał, by sprawdzić co się dzieje na świecie, albo że ten czy tamten film warto zobaczyć. W Indiach codzienność była takim trochę serialem, wypełnionym dawno w Europie zapomnianą codziennością. Widok kobiet robiących pranie nad rzeką, bosonogich rikszarzy, wędrownych cyrkowców było dla Michała czymś co mógł u siebie zobaczyć tylko w telewizji.

Chwile pooglądał wiadomości by być na bieżąco z tym co się dzieje w kraju, potem przełączył na muzyczny kanał i po chwili zasnął.

Usłyszał jakiś szelest, otworzył oczy i momentalnie zerwał się z fotela. Stała przed nim młoda kobieta, cały jej strój stanowił biało-przezroczysty szal, delikatnie zakrywający najbardziej intymne części ciała. Michał widział już tą twarz i usiłował sobie przypomnieć, gdzie? – To ta dziewczyna z psem – uświadomił sobie. Spoglądała na niego delikatnie się uśmiechając, a on wpatrywał się w jej jasnozielone oczy. Wyglądały trochę nienaturalnie, zbyt jaskrawe, jakby biło od nich jakieś niepokojące światło jakby z tamtego świata. Podeszła bliżej, chciał coś powiedzieć, zapytać skąd się tu…? Położyła mu palec na ustach a potem przytuliła się do niego. Poczuł najpierw delikatne ciepło, takie jak po zbliżeniu rąk do ogniska, po chwili ogromny żar, od którego nie mógł się oderwać, czuł, że płonie, zaczął krzyczeć.

- Aaaa!!! – Obudził się, machając na wszystkie strony rękami. – O matko! – Odetchnął z ulgą. W telewizji leciał teledysk Madonny Like virgin, teraz trochę go ta sytuacja rozśmieszyła. Spojrzał na zegarek była druga w nocy. - To wszystko przez te różnice czasowe – powiedział do siebie, kręcąc głową. Potem wyłączył telewizor, wstał i poszedł do sypialni.

Kiedy znowu się obudził była jedenasta przed południem, czuł jeszcze zmęczenie i nie chciało mu się wstawać, ale sumienie nie pozwalało na więcej. Zazwyczaj wstawał między szóstą a ósmą, zależnie czy szedł do pracy czy nie. Teraz miał wolne, do pracy wracał za trzy tygodnie, musiał wybrać jeszcze stary urlop, którego ze względu na delegację nie miał możliwości wykorzystać. Był pasjonatem fotografii i malarstwa, lubił fotografować i malować ludzi w różnych sytuacjach, często przypadkowych, zauważonych na ulicy. Często robił zdjęcie, a potem przenosił je na płótno. Miał teraz dużo wolnego czasu i zaplanował wykorzystać go na realizację swojej pasji.

Wyciągnął z szuflady ołówek i szkicownik. Sięgnął do galerii w telefonie i zobaczył zdjęcie uśmiechniętej, nieznajomej w żółtej pelerynie. Uśmiechnął się i zaczął szkicować. Szybko narysował zarys jej twarzy i zaczął porównywać ze zdjęciem, ogólnie szkic był okej, tylko ten uśmiech trzeba było trochę poprawić. Na zdjęciu był subtelniejszy, bardziej tajemniczy, na rysunku za bardzo uwydatniony. Trochę wygumował, poprawił, stwierdzając, że to jeszcze nie to. Potem zadzwonił telefon, znajomy z pracy, chciał się upewnić czy już wrócił z Indii, po czym zaproponował spotkanie w jakimś pubie. Michał chętnie się zgodził, miał ochotę z kimś pogadać i trochę poopowiadać o swoich wrażeniach z delegacji.

 

- Cześć Heniek, trochę czasu upłynęło – odezwał się Michał dosiadając się do stolika.

- Cześć, masz rację, a ta knajpa jest najlepszym przykładem, jak wyjeżdżałeś, jeszcze jej nie było.

- Tak, całkiem fajnie tutaj – stwierdził Michał rozglądając się dookoła.

- „Irlandek” działa od dwóch miesięcy, typowo wyspiarski klimat, szkockie i irlandzkie piwo i whisky.

- Hahaha… nareszcie coś dla ciebie, uwielbiasz szkocką whisky – stwierdził rozbawiony tym faktem Michał.

Heniek kiwnął na kelnerkę i zapytał:

- Czego się napijesz?

- Hm… niech będzie Guinnes.

- Okej, to prosiłbym jednego Guinnesa i Glen Turner – powiedział do kelnerki.

- To wszystko – zapytała z uśmiechem.

- Na razie wszystko – Heniek również się uśmiechnął, przyglądając się kelnerce.

- Niezła, co? – powiedział Michał spoglądając na jak się oddala z zamówieniem.

- No! a jak tam w Indiach z tym towarem?

- Różnie, te z bogatszych domów, naprawdę piękne, ale na ulicach widać dużo biedoty, młode, pomarszczone, zaniedbane o wychudłych twarzach. Na pierwszy rzut oka czterdziestka, a one często nie mają nawet trzydziestki. Indie to kraj skrajności, a mentalność Hindusów też zupełnie inna od naszej.

- To znaczy?

- Hm… zdecydowanie bardziej naiwna, dziecinna, często cieszą się z byle czego, no i ten wszechogarniający syf…

- Znając twoje zamiłowanie do porządku, nie bardzo ci się tam podobało.

- Wiesz… ten kraj ma w sobie pewną magię, ich kultura, zabytki w szczególności świątynie i zabytki, to coś fascynującego. Dużo fotografowałem, rysowałem.

- No tak, zapewne nie próżnowałeś, fajnie mieć takie pasje, czyli trochę pozwiedzałeś.

- O tak, każdą wolną chwile wykorzystywałem by coś ciekawego zobaczyć, uchwycić, a jest tego sporo. Jak tylko to wszystko ogarnę, to zaproszę cię na małą podróż po Indiach.

- No, chętnie obejrzę co nie co, a w pracy było okej?

- Cholerny skwar, na halach kiepska wentylacja, w biurze brak klimy, chociaż po trzech miesiącach coś tam zamontowano, ale często się psuła, lekko nie było, delikatnie mówiąc i nie masz pojęcia jak ucieszył mnie ten listopadowy klimat. Wczoraj śnieg z deszczem, jakieś trzy stopnie w plusie, a ja wniebowzięty.

- Hahaha… no nigdy czegoś takiego nie czułem, wczoraj było okropnie, trudno mi sobie wyobrazić, że można za czymś takim zatęsknić.

- Można, można, powiem ci, ledwo to zniosłem, gdybym miał pracować jeszcze parę miesięcy, chyba bym tego nie wytrzymał – Michał stwierdził lekko się wzdrygając, po czym zrobił głębokiego łyka zimnego Guinnesa.

- A poznałeś kogoś ciekawego, może jakiegoś guru, albo zaklinacza węży? – Heniek zapytał nieco ironicznym tonem.

- Wiesz… trzymałem się od takich ludzi z daleka, w Indiach obchodzi się dużo świąt i wtedy takich oryginałów można spotkać w dość licznych ilościach. Ludzie chodzą do nich po jakieś błogosławieństwa, dają im jakieś grosze, pamiętam takiego jednego… szedłem sobie spacerkiem i cykałem zdjęcia, tak trochę od niechcenia, trochę przechodniom, trochę budynkom, które uznałem, że są tego warte, ale ogólnie nic ciekawego. W pewnym momencie zauważyłem takiego guru jak dotyka czoła starszej kobiety i cyknąłem fotkę, a on pokiwał do mnie, żebym się zbliżył, nie miałem na to ochoty, ale ostatecznie podszedłem do niego. Powiedział: Wszystko jest iluzją. - Bardzo mnie zdziwiło, że mówił po angielsku, a ten jego głos był przerażający, taki niski, a zarazem bardzo głęboki. Jego twarz wydała mi się jakaś demoniczna, zwłaszcza te zielone oczy. Przez chwile mnie zatkało i znieruchomiałem, ale szybko doszedłem do siebie i nie patrząc już na niego szybko się stamtąd oddaliłem. Taki se żebraczyna, prawie już o nim zapomniałem…

W tym momencie Michał przypomniał sobie, tę młodą dziewczynę, na jawie i w tym koszmarze, te zielone oczy?

- Coś się tak zamyślił, zapytał Heniek.

- A, nic takiego – odpowiedział trochę zmieszani i szybko zmienił temat. – A co tutaj się działo?

- Nic takiego, czas szybko leci, nie tak dawno grzało słońce, a teraz śnieg z deszczem w pracy… za miesiąc jadę do Tunezji.

- O!? Nieźle, tam też nieźle grzeje.

- Zapewne, ale jakoś kraje muzułmańskie trochę mnie przerażają.

- E tam, będzie fajnie, zobaczysz, tam raczej nikt się nie wysadza w powietrze – powiedział z nutką ironii, Michał.

- Hahaha… no nigdy nie wiadomo – Heniek parsknął śmiechem, po czym dopił resztę whisky.

Podeszła kelnerka, pytając czy coś jeszcze podać. Heniek, spojrzał na zegarek, zbliżała się dwudziesta trzecia.

- Nie, rachunek poproszę, jutro trza rano wstawać do pracy.

- A ja wykorzystuję zaległy urlop – powiedział Michał z lekkim uśmiechem.

- Takiemu to dobrze.

 

Kiedy wrócił do domu, poczuł duże zmęczenie, cztery piwa zrobiły swoje, zwłaszcza jak dawno nie piło się alkoholu. Nie miał siły na wieczorną toaletę, zwalił się na łóżko w ubraniu, chciał jak najszybciej zasnąć, trochę kręciło mu się w głowie i obawiał się, że zaraz będzie musiał lecieć do łazienki. W pewnym momencie usłyszał jakiś hałas, jakby pukanie do drzwi. Podniósł się z łóżka i faktycznie usłyszał ciche pukanie. Zapalił światło, spojrzał w judasza, było ciemno niczego nie było widać, otworzył drzwi, nikogo nie było, miał już zamykać, kiedy kilka metrów dalej przy oknie korytarza, zauważył jakąś postać. Podszedł bliżej i zauważył kobiecy zarys, przypuszczał, że to była ona, młoda nieznajoma, którą wczoraj widział z psem, a potem w knajpie jako kelnerkę, chciał się zapytać o co chodzi, ale wcześniej kiwnęła palcem dając znać by za nią poszedł. No i bez słowa ruszył nie mając pojęcia, dlaczego to robi.

Weszli piętro wyżej, nacisnęła klamkę otwierając drzwi i znowu bez słowa zaprosiła do środka. Kiedy wszedł, ogarnęło go przerażenie, jego oczom ukazała się ogromna ściana z płaskorzeźbami, których oblicza wyglądały bardzo złowrogo, odwrócił się w stronę drzwi, chcąc jak najszybciej opuścić to miejsce, ale tam nie było żadnych drzwi, tylko ściana, a na niej również kamienne twarze. Dziewczyna też gdzieś zniknęła. Rozejrzał się dookoła, nigdzie nie było wyjścia, tylko ściany z płaskorzeźbami. Cały drżał, zamknął oczy, mając nadzieję, że zaraz się obudzi z tego koszmaru, tymczasem usłyszał delikatny głos:

- Nie bój się.

Otworzył oczy i zobaczył lekko uśmiechniętą dziewczynę, nie miał już wątpliwości, to była ona, wyglądała tylko trochę poważniej, nie na dwadzieścia parę, a na trzydzieści parę lat.

- Gdzie jestem, co to wszystko ma zna…

- Jesteś w moim królestwie, znalazłeś się tutaj, bo chcesz się czegoś o sobie dowiedzieć. – Weszła mu w zdanie, widząc jego przerażenie.

- Ja!? – to chyba jakiś żart, a raczej zły sen, zaraz się obudzę i będzie po wszystkim.

- Nie byłabym tego taka pewna – Spojrzała na niego uśmiechając się nieco ironicznie.

Podeszła do niego bliżej i spojrzała mu w oczy. Poczuł ciary na plecach, a potem kompletny paraliż. Znowu ta jaskrawa zieleń jak w poprzednim koszmarze, ale teraz sen trwał dalej i cała ta nierealność trwała bardzo realnie. W pewnym momencie zauważył, że te płaskorzeźby zaczynają poruszać ustami jakby coś mówiły, ale niczego nie było słychać.

- To demony, ale chyba nie musisz się ich obawiać ich zaklęcia nie docierają do ciebie, nie wierzysz w takie rzeczy, prawda?

- Nie, w ciebie też nie wierzę, nadal uważam, że to jakiś koszmar.

- Koszmar? No cóż, możesz tak uważać, ale te demony są jak najbardziej realne, stworzyli je ludzie, a właściwie ich lęki, którym dali się pochłonąć, ty też się boisz, ale jeszcze nie wiesz czego, a ja wiem.

- Co!? Ty… ty nie istniejesz, te demony też!

- A ten – powiedziała wskazując na jedną z płaskorzeźb.

Michał spojrzał na nią i ujrzał tego Hindusa, który krzyknął do niego to samo zdanie co wtedy: „Iluzja”. Potem jakaś siła zaczęła go wciągać do wnętrza ściany, jego ciało stawało się coraz bardziej płynne stając się częścią płaskorzeźby. Czuł kompletną bezradność, po chwili wszystko wokół niego jak i w nim zaczęło twardnieć. Zaraz zastygnie, stając się częścią jakiejś niepojętej rzeczywistości, mógł już tylko poruszać głową, usiłował krzyknąć, ale nie miał siły niczego z siebie wydobyć. Odczekał chwilę, zebrał się w sobie i spróbował jeszcze raz.

- Aaaa...! – Obudził się, błysnęło za oknem, potem rozległ się donośny grzmot. W drugim pokoju coś trzaskało.

- Cholera! Nie zamknąłem okna – szybko pobiegł je zamknąć. – Ale jazda! – powiedział do siebie, myśląc o tym co mu się przyśniło.

Było już rano, zegar w kuchni wskazywał za pięć ósma, za oknem zimno, pochmurnie, ale z Michała ściekały resztki potu. To wszystko wydawało mu się bardzo dziwne i trudne do wytłumaczenia. Już drugi taki koszmar, jakby horror w odcinkach. Postanowił sprawdzić, czy jego sąsiedzi z góry nadal tam mieszkają. Był co do tego prawie pewny, ale te sny…?

Zadzwonił do drzwi. Po chwili zobaczył panią Zalewską, mówiącą z lekkim zdziwieniem:

- Słucham?

- Dzień dobry – odpowiedział z lekkim zawahaniem, patrząc na minę sąsiadki.

- Czy nie słyszała pani w nocy jakichś hałasów?

- Nie – odpowiedziała, patrząc na niego trochę podejrzliwie.

- Przepraszam, w nocy coś słyszałem i nie wiem czy mi się wydawało czy…

- Alkohol, albo narkotyki sprawiają, że widzimy i słyszymy coś, czego nie ma. – odpowiedziała i zaraz zamknęła drzwi.

Nie zdążył odpowiedzieć, miałaby rację co do dzisiejszej nocy, ale wcześniej to nie był alkohol.

Postanowił przejść się na spacer

Kiedy wracał do domu, zaczęło padać dość intensywnie, tym razem nie ucieszył go ten fakt, wystarczyły dwa dni by zatęsknił za cieplejszymi miesiącami. Listopad to jednak nienajlepsza pora na urlop. Przyspieszył kroku, potem zaczął biec, miał na sobie lekki płaszcz, zdecydowanie nie na taką porę, nie chciał zmoknąć do suchej nitki i nabawić się jakiegoś przeziębienia, na szczęście do domu miał niedaleko.

Szybko ściągnął przemoknięte ubranie i poleciał pod prysznic. Potem nalał sobie lampkę koniaku i zaczął kopiować zdjęcia, które zrobił przedwczoraj z telefonu do komputera. Znowu zatrzymał się na twarzy tej dziewczyny, powiększył obraz, przyjrzał się jej oczom, faktycznie były ciemnobrązowe, to ten koszmar sprawił, że utkwiły w jego pamięci jako zielone i to jaskrawo, tak przerażająco nienaturalnie. Spojrzał na szkic, porównał ze zdjęciem, całkiem nieźle mu wyszedł, zastanawiał się przez chwilę czy nie kontynuować rysunku, ale ostatecznie, przełożył to na inną porę. Chyba za mocno ta dziewczyna weszła w jego pamięć i wzbudziła trochę niepokojące skojarzenia. Dwa koszmary z jej udziałem to stanowczo za dużo, no i ten indyjski guru, zauważony przypadkiem na ulicy. Zastanawiał się, czy gdyby nie ta rozmowa z Heniem, przypomniałby sobie o nim? Cała ta sytuacja była jakaś dziwna, trochę jak z filmu grozy, gdzie główny bohater w jakimś odległym kraju ściąga na siebie uwagę jakiegoś człowieka demona…

- To niedorzeczne, wmawiam sobie jakieś pierdoły, zaczynam fantazjować – powiedział do siebie, po tych dziwacznych rozmyślaniach. Potem wziął się za obróbkę zdjęć, wiele mu się spodobało, szczególnie tych, na których udało mu się uchwycić grymasy niezadowolenia z powodu nieprzyjemnej aury, ich twarze są spięte, patrzące w dół, niektóre prawie niewidoczne, schowane w kołnierzach kurtek i płaszczy. W pewnym momencie usłyszał dzwonek, podszedł do drzwi, zajrzał w wizjer, nikogo nie było, otworzył, rozejrzał się wokoło, pustka.

- Ktoś se robi jakieś jaja – powiedział poddenerwowanym głosem i wszedł z powrotem do mieszkania.

Wyciągnął kartę z aparatu i włożył do komputera, nadszedł czas na Indie. Kiedy kliknął na enter, zamurowało go, pierwszym zdjęciem, które zobaczył, był ten tajemniczy guru, o którym sobie przypomniał podczas rozmowy z Heńkiem. Kompletnie nie pamiętał czy zrobił mu zdjęcie, musiało to nastąpi odruchowo, pamięta słowa, które powiedział do niego, jego twarz, ale to zdjęcie…? Zaczął mu się przyglądać, w jego rysach twarzy było jakieś podobieństwo do tej młodej dziewczyny, sięgnął po jej zdjęcie i szkic, który narysował. Coś było, lekko wystające kości policzkowe no i oczy, ale tym razem w jednym i drugim przypadku były ciemne, zielony kolor był tylko w jego śnie – No cóż, przyśniło się i tyle, nie ma sensu się na tym zastanawiać – stwierdził wstając od komputera, trochę zły na siebie, że zastanawia się nad jakimiś pierdołami. Poszedł do kuchni, wyciągnął piwo z lodówki, zmęczyła go trochę obróbka zdjęć i te dziwaczne skojarzenia, które coraz bardziej wchodzą do głowy.

Usiadł na sofie włączył telewizor, chciał trochę wyluzować i znowu usłyszał dzwonek do drzwi.

- Cholera, ktoś se chyba jaja robi – wstał i ruszył w stronę drzwi.

Kiedy zajrzał w wizjer, zaniemówił, to była ta dziewczyna- jak to możliwe? – powiedział do siebie otwierając drzwi.

- Co to ma znaczyć!? – niemal krzyknął, znowu widząc próżnię. – Źle ze mną, mam jakieś zwidy – powiedział lekko podłamanym głosem wracając na sofę. Wyłączył telewizor, nie miał już na nic ochoty.

- Hahaha… to przez to, że masz zbyt sztywny umysł.

Podniósł wzrok i znowu zaniemiał. Stała przed nim znowu ta młoda kobieta, którą widzi na jawie i we śnie.

- Jak to możliwe!? – powiedział nie mogąc nic więcej z siebie wydobyć. Siedział zupełnie znieruchomiały, wpatrując się w nią i licząc na to, że zaraz się obudzi.

- Nie tym razem to nie sen, twój umysł coś przypadkowo zauważył i to coś delikatnie rozwierca jego wnętrze.

- Co to takiego? – zapytał nie odrywając od niej wzroku.

- Inna rzeczywistość – odpowiedziała z lekkim uśmiechem, tym samym, który udało mu się sfotografować przed jego blokiem.

- Nie, to sen, jak tamte koszmary wcześniej – odpowiedział poddenerwowanym tonem.

- Hahaha… nie ma sprawy, możesz tak uważać, ale jak wejdziesz do drugiego pokoju, przekonasz się czy to sen czy jawa.

- Do drugiego pokoju? – dlaczego akurat do drugiego pokoju, to niedorzeczne…

Dziewczyna nie odpowiedziała, tylko znowu się uśmiechnęła i weszła do tego pokoju.

Michał podniósł się z sofy podszedł do drzwi, dotknął dłonią klamki, lekko się zawahał, potem pokręcił głową licząc, że ten dziwny sen zaraz się skończy, wszedł do środka i znowu zaniemówił. jego oczom ukazała się jakaś duża mroczna hala, rozejrzał się dookoła, pusto i głucho na drugim jej końcu świeciło się słabe światło, były tam jakieś drzwi, a obok nich siedziała jakaś postać. Podszedł bliżej, zobaczył małego chłopczyka, siedział zamyślony, z jego oczu delikatnie sączyły się łzy.

- Co tu robisz? – Michał zapytał zaniepokojonym głosem.

Chłopczyk nawet na niego nie spojrzał, trwając w swym zamyśleniu.

- On cię nie widzi i nie słyszy – odezwał się głos z za pleców.

Michał odwrócił się i zobaczył swoją przewodniczkę.

- A! znowu jesteś, myślałem, że już na dobre zniknęłaś – powiedział czując małą ulgę na jej widok. – Nie widzi, nie słyszy? Nie rozumiem?

- To czyjaś dusza, jej ciało umiera, kiedy będzie po wszystkim, będzie musiało wejść w te drzwi, trochę się boi, bo nie wie co za nimi je czeka.

- Dusza? To jakiś obłęd, to…

Nie dokończył zdania, bo w tym momencie dzieciak zeskoczył z krzesła, otworzył drzwi i wszedł.

- Stało się! – powiedziała lekko przerażonym głosem dziewczyna.

- Co się stało!? – krzyknął i złapał za klamkę, wchodząc do środka.

- To nie twoje drzwi! – krzyknęła z przerażeniem widząc jak się za nim zatrzaskują.

- Witam – odezwał się niepokojąco znajomy głos.

Michał znieruchomiał, patrząc na człowieka z lekko drwiącym uśmiechem. To był znowu ten hinduski guru, którego spotkał przypadkiem na spacerze podczas delegacji. Teraz był ubrany w biały garnitur i miał starannie uczesane włosy, ale te jego zielone oczy i przerażające oblicze, mocno utkwiły w pamięci Michała, nie wiadomo tylko czy bardziej zapamiętał je z Indii, czy z ostatniego koszmaru.

- Gdzie jest ten dzieciak? – odezwał się po chwili stanowczym głosem, Michał.

- A! pytasz o tę nieszczęsną duszę, no cóż… niestety – Guru, odwrócił się do niego plecami i wskazał łóżko stojące na końcu pokoju.

Michał szybkim krokiem podszedł do niego, leżał tam ten sam chłopczyk, którego widział przed drzwiami, nie ruszał się, jego oczy z martwą obojętnością wpatrywały się w sufit. Wyciągnął rękę by go dotknąć i w tym momencie, poczuł silne szarpnięcie w tył.

- Nie dotykaj, ona jest martwa, trochę szacunku dla niespełnienia – powiedział guru odciągając Michała zwłok.

- Niespełnienia? – Michał spojrzał na niego z wyrzutem, nie rozumiejąc co miał na myśli.

- Wszystkie żywe istoty, szukają spełnienia, ale nie wszystkim się udaje, ta dusza – Guru wskazał palcem na łózko – Ta szukała czegoś głębiej w sobie, niestety jej ciało było zbyt próżne.

- Zbyt próżne? Co masz na myśli, mówiąc takie słowa!? – Michał zapytał agresywnym tonem, strasznie zdenerwowały go te wypowiedziane lekceważącym tonem, słowa.

- Hahaha… widzę, że jesteś bardzo wrażliwy, ale to tutaj nie ma żadnego znaczenia, coś się kończy coś zaczyna i na tym polega nieskończoność.

- A kim ty jesteś, żeby mówić z taką pewnością o takich rzeczach?!

- Wszystkim – odpowiedział guru, szyderczo się uśmiechając. Zbliżył się do Michała, spojrzał mu w oczy i kontynuował:

- Ja jestem duszą, ciałem, tobą, kimkolwiek, dla mnie nic nie ma znaczenia, dla całej reszty, znaczenie to istota bytu, hahaha… - złapał Michała za koszulę, podniósł do góry, cały czas się śmiejąc. Michał zamknął oczy nie mogąc na niego patrzeć, czuł do niego jakiś dziwny rodzaj obrzydzenia a zarazem lęku, którego nie mógł zrozumieć, który wydobywał się z niego jakby mieszkał w nim od zawsze.

W pewnym momencie wszystko minęło, otworzył oczy i nie było tego dziwnego pomieszczenia, przerażającego guru, siedział na korytarzu i czyjaś dłoń głaskała jego krótkie włosy.

- Nie denerwuj się tak, to nie były twoje drzwi – powiedziała jego przewodniczka.

- Co to wszystko ma znaczyć? Jeżeli to nie sen to co?! – zapytał kompletnie załamany całą tą niepojętą sytuacją.

- Skąd wiesz co naprawdę jest rzeczywistością, może ta w której żyłeś to iluzja?

- Chce stąd wyjść, obudzić się, niech to się wreszcie skończy! – krzyknął przeraźliwym głosem.

- Do ciebie nic nie dociera, ale tu możesz tylko wejść – wskazała drzwi naprzeciwko tych w które nie dawno wszedł.

- A za nimi co jest?

- To twoje drzwi, musisz teraz je otworzyć i wejść – oznajmiła stanowczym głosem, wskazując na nie palcem, dziewczyna.

- Nic nie muszę – odpowiedział już spokojnym głosem, kręcąc głową.

- Musisz! – Wstała z ławki spoglądając na niego z lekka obawą.

Po chwili, drzwi się otworzyły, wyszło dwóch panów, obaj szybkim ruchem łapiąc za koszule postawili go na nogi, po czym wepchnęli do pomieszczenia, a dziewczyna zamknęła za nimi drzwi.

Zobaczył przed sobą mężczyznę siedzącego za biurkiem, był ubrany w czarny garnitur, białą koszulę i krawat. Wyglądał zupełnie inaczej niż ten hinduski guru. Nosił brodę, dość długą, na oczach miał ciemne okulary, które zaraz ściągnął. Wzrok miał bardziej życzliwy, oczy ciemnego koloru, żadnej jaskrawości. Dwóch mężczyzn, którzy posadzili Michała siłą na krzesło, zaraz wyszło, drzwiami, które były za plecami mężczyzny spoglądającego na niego z życzliwością, jakby chciał mu pomóc.

- Ten sen zdecydowanie za długo trwa, ale mam nadzieję, że zaraz się skończy – powiedział głosem pełnym nadziei, patrząc na tego faceta.

- Hm… obawiam się, że to może trochę potrwać. Wszystko zależy od tego co pan mi tutaj powie – odpowiedział spokojnym tonem facet z za biurka.

- O czym mam mówić? – Michał spojrzał na swego rozmówcę zmęczonym wzrokiem, nie mając ochoty, na żadne rozmowy, myślał, że odpowie mu, że to wszystko zaraz się skończy, wystarczy, że na chwilę zamknie oczy, niestety nic z tego…

- O swoich problemach – powiedział lekko się uśmiechając, chwilę potem szybko spoważniał i zaczął stukać palcami o blat biurka.

- No tak, ostatnio dręczą mnie koszmary i chyba coraz gorzej ze mną.

Jego rozmówca wstał z krzesła, spojrzał na Michała podejrzliwie, potem lekko się zamyślił. Po krótkiej chwili zapytał:

- Wierzysz w karmę?

- Nie, nie wierzę.

- Więc w przypadek?

- Też nie bardzo.

- Więc w co wierzysz?

- Nie wiem i nie chce mi się odpowiadać na takie pytania.

- A gdyby od tego zależało twoje życie?

- To niedorzeczność! – krzyknął podnosząc się z krzesła.

- Spokojnie – powiedział rozmówca i podszedł do Michała naciskając na jego bark. Dając do zrozumienia w ten sposób, żeby usiadł.

Michał próbował się opierać, ale czuł ogromną siłę napierającą na jego bark, której nie mógł się przeciwstawić. Usiadł nie kryjąc zdenerwowania tym faktem.

Rozmówca uśmiechnął się i również usiadł na swoim miejscu nie odrywając wzroku od Michała, po czym zapytał:

- Czego się boisz?

Chciał odpowiedzieć, znowu odpowiedzieć, że nie ma ochoty odpowiadać na takie pytania, ale ostatecznie chwilę się zastanowił i powiedział:

- Ten poprzedni rozmówca, którego pierwszy raz zobaczyłem w Indiach… najpierw to było taki tam chwilowy lęk, który szybko przeszedł. Kiedy wróciłem do Polski, przypomniałem sobie o nim podczas rozmowy z kolegą.

- Co cię w nim tak przeraziło?

- Jego wyraz twarzy, te jaskrawo zielone oczy.

- Z czym ci się one skojarzyły?

- Z oczyma węża.

- Węże mają różnego koloru?

- Wiem, ale jakoś tak mi się skojarzyło.

- Ciekawe, kolor to fikcja, barwy to tylko długości fal świetlnych. No, ale zielony? Jak wiesz ma dwa oblicza, z jednej strony, to kolor nadziei, rodzącego się życia, jednak zielona skóra budzi niepokój, kojarzy się z czymś lub kimś nienaturalnym, złowrogim. Ciebie ten kolor niepokoi, ale również przyciąga.

- Mnie? – Michał spojrzał na niego z lekkim niedowierzaniem.

- Twój przedpokój jest w zielonym kolorze, samochód, letnie koszulki często mają ten kolor.

- No tak… - odpowiedział z lekkim niedowierzaniem, Michał, zastanawiając się skąd może wiedzieć o takich rzeczach, ale po chwili znowu uświadomił sobie, że to sen, zły sen…

- Zielone oczy jednak budzą w tobie lęk, kojarzą ci się ze spojrzeniem węża, czymś przenikającym i jadowitym.

- Chyba tak, ale wydaje mi się, że wielu ludzi tak ma i…

- Nie mają takich koszmarów – stwierdził z uśmiechem rozmówca. – Każdy jest na coś bardziej wrażliwy, a na coś mniej, w tobie coś gdzieś pękło, nie wiadomo jeszcze, gdzie, ale chyba musi być jeszcze coś?

- Ta kobieta, ona również ma takie oczy, odwiedza mnie również w koszmarach, można powiedzieć, że jest w nich moim przewodnikiem.

- I przyprowadziła cię tutaj?

- Tak, najpierw powiedziała, że to nie moje drzwi i mam nie wchodzić, a ja wszedłem i zobaczyłem tam tego faceta.

- Dlaczego tam wszedłeś?

- To dziecko… to była czyjaś dusza, a on ja unicestwił na zawsze…

- Dusza? Dziecko? Ciekawe skojarzenia, chociaż właściwie dość powszechne, dusza zawsze kojarzy się z niewinnością, kiedy niewinne istoty giną i nic nie można zrobić, w człowieku również coś umiera, prawda?

Michał nic nie odpowiedział, myślał o tym chłopczyku, który leżał na łóżku martwy u tego „Demona” i nic nie można było zrobić. Spiął się, zacisnął pięści, jakaś siła chciała go rozerwać od środka, ale po chwili całe napięcie minęło.

- Chyba jest coś jeszcze? -Rozmówca spojrzał na niego przenikliwym wzrokiem.

- Nie, nie pamiętam, nic, to wszystko…

- Ten dzieciak, widziałeś go wcześniej, prawda? – spojrzał mu prosto w oczy.

- Tak!!! Robiłem zdjęcia, był wczesny ranek, świtało, wszedłem w jakiś zaułek i zobaczyłem leżącego dzieciaka, krwawił, ale jeszcze żył, potem nie wiem skąd pojawiło się dwóch typów, szli a właściwie biegli w moim kierunku, uciekłem…

- Co było potem?

- Przez kilka dni nie wychodziłem z hotelu, wziąłem dwa dni wolnego. Bardzo się bałem, zamówiłem prostytutkę… właściwie to nie wiem czemu, nigdy przedtem nie zdarzyło mi się… - mówił ściszonym głosem, wpatrując się w sufit, nie chciał patrzeć w oczy rozmówcy, trudno mu było się to tego przyznać, nawet przed samym sobą. Chciało by się powiedzieć, to nie mogłem być ja, niestety…

- A ta pani…?

- Co ta pani? No młoda, ładna… - w tym momencie spojrzał na swego rozmówcę z lekkim przerażeniem – Tak! Te oczy, jak ten guru, zielone! Teraz to do mnie dotarło, to moja…

- Przewodniczka, prawda?

- Tak i znajoma z widzenia w moim… - Oparł głowę o dłonie, czuł, że wraca mu pamięć, choć w tym przypadku wolałby o tym wszystkim zapomnieć.

- To się nazywa, wyparcie, noc z prostytutką zamiast pomóc, pogłębiło jeszcze bardziej poczucie winy. By nie oszaleć, twoja świadomość, zakopała to jak ofiarę głęboko w podświadomości, niestety i to nie pomogło, ale teraz przynajmniej wiesz, dlaczego tu jesteś.

- Czy teraz będę mógł wrócić do siebie?

- Obawiam się, że nie, wyrok już zapadł.

- Jaki wyrok o co chodzi! – krzyknął wstając z krzesła.

Rozmówca spojrzał na niego z lekkim uśmiechem, potem również się podniósł z krzesła, odwracając się do niego plecami. Michał podbiegł do niego chciał złapać za marynarkę, tamten się odwrócił, chwycił go za ręce i zaczął się głośno śmiać. Michała zamurowało, to znowu były te przeraźliwie zielone oczy i przypomniały mu się jego słowa: ja jestem duszą, ciałem, kimkolwiek.

Potem weszło dwóch mężczyzn, jeden z nich otworzył kolejne drzwi i wskazał ręką by Michał tam wszedł.

- Nigdzie nie pójdę!

Drugi z mężczyzn złapał go za kołnierz i wepchnął do pokoju. Potem obaj siłą posadzili na krzesło. Panował tam półmrok, nie było tam innych mebli tylko to krzesło, które stało na środku. Związali mu ręce i nogi, jeden z nich uderzył go pięścią w twarz. Michała na chwilę stracił przytomność. Kiedy ją odzyskał, zobaczył przed sobą bohaterkę z jego koszmarów inaczej mówiąc, przewodniczkę po nich. Stała przed nim zupełnie naga, wpatrując się w niego z lekkim uśmiechem, potem usiadła mu na udach. Dotknęła jego policzka i delikatnie zaczęła pieścić go po włosach i twarzy.

Michał nic z tego nie rozumiał, ale strach minął i teraz czuł coraz większą przyjemność i podniecenie. Zaczęli się całować bardzo namiętnie, czuł jej język na szyi, dłonie coraz mocniej ściskały głowę i w pewnym momencie coś bardzo ostrego dotknęło jego krtani. Nie był w stanie nawet krzyknąć. Zobaczył tylko jak stoi przed nim w ręku trzymając sztylet ociekający krwią. Chciał wstać, ale był przywiązany do krzesła, dławił się własną krwią, dusił się i wiedział już, że to koniec. W myślach krzyczał – Dlaczego! Dlaczego!

- Budzi się! – Usłyszał kobiecy głos, ktoś nad nim stał, obraz był zamazany, nie miał pojęcia, gdzie jest i co się z nim dzieje.

Po kilku minutach obraz się wyostrzył, widział wyraźnie, kobietę w białym fartuchu, patrzącą na niego z uwagą.

- Gdzie ja jestem? – zapytał przerażonym głosem.

- W szpitalu, leży pan tu od dwóch tygodni, musiał pan spaść ze schodów, sąsiadka znalazła pana lezącego na klatce schodowej i zadzwoniła na pogotowie. Udało się nam przywrócić oddech, ale świadomość odzyskał pan dopiero teraz, nie wiemy, dlaczego tak się stało, ale na szczęście już wszystko w porządku.

Michał uśmiechnął się i poczuł ogromną ulgę, nie próbował sobie przypomnieć co się stało, tego feralnego dnia, najważniejsze, że koszmar się skończył, że cała ta historia była tylko snem.

Na salę weszła druga pielęgniarka, najwyraźniej sprawdzić co się dzieje.

- Aniu! Idź do doktora Kowalskiego, nasz pacjent się wreszcie obudził!

Michał na nią spojrzał i zamurowało go, to była znowu ona, bohaterka jego koszmarów i dziewczyna z psem w żółtym płaszczu przeciwdeszczowym na jawie.

- Czy to znowu jakiś koszmar, czy wreszcie ta prawdziwa rzeczywistość – zapytał wpatrując się w młodą pielęgniarkę.

Dziewczyna się trochę speszyła i poszła zawiadomić lekarza. Druga uśmiechnęła się do niego, odpowiadając pytaniem:

- A jak pan myśli?

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • cos_ci_opowiem 2 miesiące temu
    Świetne. Umiejętnie budowane napięcie, mieszanie snu i jawy, trochę magii, dużo oniryzmu... Zakończenie takie, jakie lubię, co więcej dające nadzieję na kontynuację. Pisz więcej, 5/5.
  • Lotos 2 miesiące temu
    Dzięki, a już myślałem, że nikt nie skomentuje.
  • Józef Kemilk 2 miesiące temu
    Fabuła naprawdę dobra i wciągjąca. Atmosfera też niezła. Technicznie gorzej, ale to mniejszy problem.
    Pozdrawiam
  • Lotos 2 miesiące temu
    Dzięki, tak z techniką mam jeszcze problem.
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Lotos↔Ciekawie napisane. Może bym napisał trochę inaczej, ale takie wrażenie jest chyba zawsze u czytającego:)
    Trochę można się pogubić, ale ów szczegół znakomicie pasuje, to tematu tekstu.
    Bohater jakby zamknięty w "psychicznej wirówce" a ta z kolei, między realem, a tym, co się może wydawać, że jest.
    No i zakończenie, które wywraca wszystko, gdy znowu ją widzi i ostatnie pytanie...?
    A ta poza tym, biorąc pod uwagę np: halucynacje wzrokowo–dotykowe, to właściwie kto wie.
    Może jesteśmy czyjąś wyobraźnią:)?
    P.S↔czy na początku ma być↔''rozkładając się dookoła''
    Pozdrawiam:)↔%
  • Lotos 2 miesiące temu
    Nie, oczywiście "rozglądając się dookoła" dzięki, już poprawiłem.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania