IMMERSJA
W Solurze, niewielkiej miejscowości na północy Szwajcarii, vis-à-vis katedry świętego Ursa, znajduje się przysadzisty barokowy budynek. Gdyby nie widniejący na nim napis "Hotel Krone" zapisany prostymi lecz eleganckimi, mosiężnymi literami, zwykły przechodzień mógłby pomyśleć, że jest to bardziej okazała kamienica , jakich wcale nie mało znajduje się w tym uroczym miasteczku. Niewielu pędzących załatwić swoje sprawy mieszkańców czy leniwie spacerujących po brukowanych uliczkach turystów zdawało sobie sprawę, że budynek ten trwa w tym miejscu od początków XVw. Natomiast prawie nikt, oprócz nielicznych wtajemniczonych i paru domyślnych osób, nie zdawał sobie sprawy jak istotnych rozmów i kreślenia jakich wielkich planów świadkami były mury tego hotelu, który swoją przygodę w służbie ludzkości zaczynał jako karczma. Kiedyś- w drugiej połowie XXw.- przez drzwi owego hotelu wszedł mężczyzna drobnej postury. Lekko przygarbiony o ziemistej cerze, będącej zapewne wynikiem diety tytoniowej z lekką domieszką słodkich likierów, ruszył szybkim krokiem z wzrokiem pewnym, wpatrzonym w drobną blondynkę o maślanych oczach stojącą za drewnianą ladą recepcji hotelu Krone. Kobieta musiała wpaść mu w oko ponieważ pomimo starań jakie wkładał w utrzymanie pewnej siebie postawy z jego ust wydobyły się ciche zachrypnięte słowa.
- J-ja do Pana Draggiego- powiedział i lekko odchrząknął. Recepcjonistka spojrzała na niego i uśmiechnęła się ciepło dodając mu otuchy.
- Mam bardzo ważne spotkanie o godzinie 17:00 w pokoju numer cztery- te słowa wypowiedział zdecydowanie pewniej, mając nadzieję, że wzmianka o ważnym spotkaniu doda mu animuszu i przykryje jego początkową niepewność.
Może po wszystkim, kiedy będzie wychodził z hotelu, zaczepi ją i zaprosi na kolację. W tym obcym mieście zaczynała doskwierać mu samotność, a wczoraj był w bardzo eleganckiej i wcale nie drogiej restauracji. Chętnie wybrałby się tam ponownie, szczególnie w tak uroczym towarzystwie.
- Zaraz pana zaanonsuję- powiedziała śpiewnie i zeskoczyła ze stołka barowego na którym siedziała z łokciami opartymi o ladę. Kiedy odchodziła zauważył, że jest niższa niż mu się z początku zdawało.
- To pewnie przez to siedzenie- pomyślał.
Poczuł jeszcze większą sympatię do tej dziewczyny. Sam będąc niewielkiego wzrostu miał słabość do drobnych kobiet, przy nich łatwiej mu było poczuć się jak archetypiczny mężczyzna-obrońca, od którego wizerunku raczej znacznie odbiegał swoją fizycznością. Po dłuższej chwili z tego samego korytarza, w którym zniknęła wyszła recepcjonistka i przywołującym gestem ręki poprosiła gościa o podejście.
- Pan Draggi czeka na Pana. Proszę iść do końca korytarza i wejść przez ostatnie drzwi po lewej stronie- wskazała dłonią kierunek i odprowadziła wzrokiem przybysza, który ruszył we wskazane miejsce.
Po przejściu kilku kroków po grubym karmazynowym dywanie który prawie całkowicie wygłuszył jego kroki, mężczyzna przystanął na chwilę naprzeciwko ciemnozielonych drzwi z zawieszonym na nich złotym numerem cztery. Poprawił swoją tweedową marynarkę, którą nosił pod szarym płaszczem, zdjął kapelusz i przeczesał ręką łysiejącą czuprynę czarnych włosów po czym odchrząknął kilkukrotnie. Bez pukania chwycił za klamkę i otworzył drzwi. Natychmiast uderzyła w niego fala gęstego dymu tytoniowego, którego zapach wyczuwał już na korytarzu. Jako że sam był palaczem chętnie przestąpił próg lekko przyciemnionego pokoju.
- Dobry wieczór Panie Stanisławie!- powitał go serdecznie Draggi- zapraszam, proszę zdjąć płaszcz i się rozgościć- wskazał ręką na wieszak stojący po prawej stronie od wejścia. Stanisław skinął głową na powitanie w kierunku siedzących w głębi pokoju czterech mężczyzn i obdarował uśmiechem gospodarza. W czasie kiedy zdejmował płaszcz Pan Draggi przedstawił go reszcie obecnych.
- Oto Pan Stanisław Lem, o którym Panom opowiadałem. Pisarz i futurolog. Tak jak wspominałem, ma on pewną koncepcję, która może Panów zainteresować- odwrócił się w stronę pisarza i dodał- to są Panowie z Hollywood, o których wspominałem, pragną pozostać anonimowi, ale chętnie wysłuchają co ma Pan do powiedzenia- patrzył na Lema jakby chciał się upewnić, że zrozumiał i nie jest to dla niego problemem.
Ten w odpowiedzi przytaknął bo zdawało mu się, że tego od niego oczekiwano.
- Z powodu napiętego grafiku Panów filmowców, prosiłbym aby bez zbędnych ceregieli przejść do rzeczy- kontynuował gospodarz- proszę również aby nie opuszczał Pan muszli Wenus- po tych słowach wskazał pod nogi Stanisława.
Lem spojrzał w dół i jego oczom ukazała się adaptacja słynnego obrazu Botticellego "Narodziny Wenus" w wersji dywanowej.
- To chyba lekka przesada- pomyślał.
Cofnął się jednak o krok ponieważ lewą stopą deptał już twarz wzdymającego swe policzki anioła. Stanął na środku muszli, która pomimo tego, że wielka jak na muszlę nie dawała mu wiele pola do manewru. Było to dla niego o tyle uciążliwe, że chodzenie pomagało mu zebrać myśli. Wziął oddech i spojrzał przed siebie. Dopiero teraz miał okazję przyjrzeć się lepiej sali i siedzącym w niej mężczyznom. Każdy z nich zajmował osobny fotel z boku którego, lekko z tyłu stał stolik z zapaloną lampką, taką jakiej używa się do wieczornego czytania. Ułożenie to sprawiało że cień niemal całkowicie spowijał ich twarze. Po karku pisarza przeszedł lekki dreszcz, raczej nie był on wynikiem chłodu panującego w pomieszczeniu w którym pomimo zimowej pory, kominek był całkowicie wygaszony. Było to uderzenie niepokoju spowodowane nachalną myślą- Ci ludzie nie są tym za kogo się podają. Szybko przegonił ten pomysł, karcąc się w głowie za bycie paranoikiem. Wojna oraz dekady życia w komunizmie, nauczyły go nieufności i doszukiwania się podstępu we wszystkim co było obce- poza schematem. Ludzie zza żelaznej kurtyny musieli mieć po prostu inne zwyczaje a chęć dbania o prywatność, nawet w tak ekstremalnym wydaniu, mogła być po prostu elementem wolności, której tak mało doświadczał w swoich rodzinnych stronach, gdzie ukrywanie tożsamości kojarzyło się raczej z działaniem wbrew opresyjnemu państwu. Musiał wziąć się w garść i zaprezentować swoją wizję jak najlepiej. Obiecał Panu Draggiemu, któremu przedstawił tylko zarys koncepcji, nie chcąc od razu zdradzać całości komuś kogo dopiero co poznał, że jest to historia idealna na srebrny ekran.
-Przyszłość- wystrzelił nagle zbierając się na odwagę- nie bardzo daleka. Za sto, może sto pięćdziesiąt lat.
W pokoju zrobiło się zupełnie cicho, chociaż wcześniej nikt nie odzywał się ani słowem. Jakby wszyscy zamarli w bezruchu.
-Przynajmniej chcą mnie wysłuchać- pomyślał i z pewnością kontynuował swój wywód. -Dzięki postępowi technologii, naukowcom udaje się połączyć mózg homosapiens z maszyną cyfrową. Z początku, pozwala to naprawić, poprawić procesy neurologiczne u człowieka. Koniec wielu chorób i niepełnosprawności. Kolejny krok ludzkości ku boskości- Lem mówił z pasją- Jednak z czasem, technologia ta, rozwija się i pozwala maszynie w sposób niemal doskonały zsynchronizować się z ciałem człowieka. Dochodzi do tego, że możliwym staje się kontrolowanie procesów motorycznych całkowicie przy pomocy niewielkiego komputera umieszczonego w głowie. Koniec paraliżu ludzkiego ciała!- pisarz przerwał na chwilę aby wziąć oddech- Oczywiście tak jak każdy wynalazek, tak i ten znajduje inne, mroczniejsze zastosowanie. Wszelkiego rodzaju kapitaliści oraz przemysłowcy przyszłości, którzy borykają się z tym samym problemem co ich odpowiednicy w dowolnej innej epoce- nieprzewidywalnością poczynań wolnego człowieka- postanawiają zaadaptować ten wynalazek do swoich fabryk, stoczni czy laboratoriów. Pracownik, którego nie trzeba szkolić, obserwować, kontrolować. Wystarczy, że zgodzi się aby przez 10 godzin każdego dnia oddał swoje ciało do sterowania komputerowi.
-Przepraszam- wtrącił się Pan Draggi- ale czy w tak odległej przyszłości nie uda się skonstruować robota na tyle doskonałego aby wykonywał wszystkie te prace za człowieka? Bez konieczności zatrudniania, ryzyka zachorowń czy potrzeby odpoczynku.
-Oczywiście, że się uda- przytaknął entuzjastycznie Stanisław. Czekał na to pytanie- będzie on jednak znacznie bardziej potrzebny gdzie indziej- przerwał na chwilę z nadzieją, że padnie pytanie "gdzie?" albo jakaś inna wątpliwość. Nie był to jednak taki typ audytorium, słuchający wiedzieli że zaraz sam im wszystko opowie bez konieczności zadawania pytań. -Wobec kurczących się zasobów ziemskich ludzkość będzie zmuszona sięgnąć w kosmos aby pozyskać ukryte tam surowce. To jest- jeżeli można się tak wyrazić- naturalne środowisko dla funkcjonowania i eksploatowania robotów. Kopalnie na orbitujących pasach asteroid, budowa kolonii i terraformacja planet. W tych miejscach i przy takich pracach mechaniczne i odporne na ciężkie warunki istoty, będą niezastąpione. Jest to jednak scenariusz na zupełnie inną historię. Istotne jest to, że istnieje zupełnie racjonalne i logiczne wytłumaczenie dla, że tak to ujmę- robotyzacji- ludzkości. Fabułę osadzoną w takiej rzeczywistości można łatwo uwiarygodnić realistyczną scenografią i dobrą grą aktorską. Można uniknąć tandetnych kostiumów i przerysowanych mechanicznych ruchów. To jest coś doskonalszego i odleglejszego niż sobie współcześnie wyobrażamy a jednocześnie znacznie łatwiejszego do przedstawienia. Z odpowiednim reżyserem będzie można przenieść widza do wiarygodnej wizji przyszłości.
-Rozumiem, że ma Pan zarys jakiejś konkretnej historii, osadzonej w tej przyszłości- dopytał gospodarz.
-Owszem- potwierdził Lem i zaczął opisywać zarys fabuły, nad którą pracowała w ostatnim czasie.
Był to dramat opisujący losy człowieka otoczonego przez wyręczające go urządzenia, który pomimo możliwości dostępu do wszystkich informacji wybiera tylko takie, które przynoszą mu ulgę w znoszeniu codzienności. Całe życie spędza unikając wyzwań i wysiłku, nie wykonując żadnej pracy, a jedynie wynajmując swoje ciało korporacji. Z czasem zaczyna przychodzić do niego refleksja, że większość otaczających go przedmiotów jest tak naprawdę narzędziami serwisowymi służącymi do utrzymania go w jak najlepszej formie i zdolności do wykonywania pracy przez jego ciało. Kiedy postanawia w końcu podzielić się tą refleksją ze swoją ukochaną, z przerażeniem orientuje się, że jest ona jedynie wynajętym ciałem sterowanym przez komputer. Zdruzgotany tymi odkryciami staje się niezdolny do dalszego podważania rzeczywistości. Przerażony myślą o tym co jeszcze jest kłamstwem przestaje kwestionować cokolwiek i zostaje doskonałym członkiem społeczeństwa przyszłości.
-Z przykrością muszę stwierdzić, że nie rozumie Pan świata kina- powiedział Draggi kiedy Lem zakończył swoją smutną opowieść- w hollywood tworzymy rozrywkę, dajemy ludziom radość i nadzieję. Pańska wizja jest strasznie- Draggi przez chwilę szukał właściwego słowa- przygnębiająca. Wielką zaletą kanonu science-fiction jest możliwość pokazania widzowi czegoś czego jeszcze nie widział. Maszyny przyszłości, roboty, latające samochody- tego oczekuje się od przyszłości. W innym wypadku widz dostanie rozczarowanie. To nie jest coś co chcielibyśmy sprzedawać. Pańska wizja, choć bardzo interesująca nie nadaje się na wielki ekran.
Draggi stał z rękoma założonymi na piersi i patrzył na Lame ze smutnym uśmiechem i miną która mówiła "trafił Pan na złe zajęcia- tu się wykłada biznes a nie filozofię".
-To przecież jedna z wielu możliwości wykorzystania tego świata- zaczął bronić się Stanisław. W jego głowie się kotłowało- chcą mnie tak po prostu zbyć?- Treść można wypełnić jakąś widowiskową akcją. Maszyny, latające samochody...- z nerwów zupełnie zapomniał o tej głupiej muszli i wyszedł na krok poza jej ramy.
Draggi natychmiast przyskoczył do niego i położył mu dłoń na ramieniu w uspokajającym geście. -Proszę się nie denerwować- powiedział spokojnie- to po prostu nie jest kierunek, w którym chcemy iść. Rozumiemy, że jest to wizja, której rozwojowi poświęcił Pan wiele czasu, jednak nie podzielamy Pańskiego entuzjazmu- delikatnie zaczął podprowadzać Lema w stronę zawieszonych przy wyjściu ubrań- musimy zrezygnować z tej współpracy.
Lem ruchem ramienia strząsnął z siebie dłoń Draggiego
-Rozumiem Pana doskonale- przystanął na chwilę z płaszczem i kapeluszem w rękach. Spojrzał Draggiemu w oczy, wyglądał jakby naprawdę było mu przykro. Potem skierował swój wzrok na siedzących w cieniu mężczyzn. Jeden z nich odpalił właśnie papierosa rozświetlający na ułamek sekundy swoją twarz. Był bardzo stary, całkowicie blady i chyba nie miał brwi. Nie był pewny czy to to, ale coś wzbudziło w nim niepokój. Skłonił się sztywno w ich kierunku i szorstko powiedział
-Miło było Panów poznać- powiedział, po czym zwrócił się do Draggiego- Znam drogę do wyjście, nie ma potrzeby by mnie Pan odprowadzał. Do widzenia- wyszedł szybkim krokiem na korytarz.
Mijając recepcję całkowicie zapomniał o ślicznej recepcjonistce. Nawet jeśli by pamiętał, to zupełnie nie był w nastroju na flirt. Wściekły wypadł z budynku i odrazu odpalił papierosa, o którymy myślał już od jakiegoś czasu. Spojrzał na zachodzące chmurami niebo i skierował swe kroki w kierunku pobliskiego baru.
Tymczasem w pokoju numer cztery spotkanie trwało dalej.
-Ciekawy człowiek z tego pisarza- powiedział jeden z siedzących w fotelu mężczyzn- spraw, żeby porzucił ten pomysł. Lepiej żeby nic o tym nie pisał- skinął ręką na Pana Draggiego, który bez słowa wyszedł z pokoju i ruszył śladami Stanisława.
-Co na to powiecie towarzysze? Ta koncepcja ma chyba potencjał- kontynuował tajemniczy mężczyzna- Sprawdź co na to ci Twoi naukowcy Johan. O jakiej perspektywie czasu możemy myśleć. Wiem, że prace nad miniaturyzacją procesorów są już mocno zaawansowane.
-Oczywiście, że wiesz- odpowiedział szorstko Johan- wszędzie wciśniesz swoich ludzi. Jutro wracam do stanów, najdalej w środę będę w Nevadzie. Zobaczę co fartuchy mają do powiedzenia.
-Jeżeli miałoby się udać- wtrącił kolejny z obecnych- nie można ich do tego zmuszać. Na szczęście nasze dotychczasowe plany formowania społeczeństwa są całkiem...- zawiesił się na chwilę szukając odpowiedniego sformułowania- po drodze z tą ideą. Dobrze by było zwiększyć nacisk na normalizację... hmm.
-Kurestwa- wtrącił pierwszy mężczyzna i zaśmiał się lekko- bawi mnie Twoja pruderyjność. Szczególnie w kontekście tego czym się zajmujesz. Zgadzam się jednak z Twoją opinią, sam wiesz najlepiej jak działać w tej materii... filmy, prasa- to Twoja działka. Nie masz nic do powiedzenia?- zwrócił się do milczącego do tej pory mężczyzny.
-Myślę- odpowiedział i milczał jeszcze przez chwilę- to ma potencjał- mówił, powoli układając sobie wszystko w głowie- jakby się udało, mogłoby to znacznie przyspieszyć cały proces- powiedział cicho, jakby do siebie- zbierzcie wszystkie niezbędne informacje- kontynuował głośniej i zdecydowanie- Marco- zwrócił się do mężczyzny od mediów- Ty możesz zacząć działać od razu. Demoralizacja jest nam raczej zawsze na rękę. Spotkajmy się znowu za sześć miesięcy, wtedy wszyscy powinniśmy wiedzieć więcej. Tymczasem kontynuujemy dotychczasowe działania.
I szansa
- Przyszło coś Merry?- zapytał Mike w myślach
- Jak coś napiszą to od razu dam ci znać- odpowiedział dobrodusznie ciepły kobiecy głos w jego głowie- nie stresuj się tak, na pewno Cię wezmą, Twoje dzieła są świetne. Jak Ci nie dadzą tej pracy to są idiotami i zaraz zgłosi się po Ciebie ktoś inny.
-Dzięki- odpowiedział uśmiechając się lekko do siebie- naprawdę chciałbym dla nich pracować. Robią genialne immersy. Z resztą sama wiesz najlepiej jak ich lubię.
-To prawda- przytaknął głos- może sobie jakiś puścimy?
-Nie mogę. Wiesz, że muszę oszczędzać.
-Program dopłat kończy się dopiero w przyszłym miesiącu. Do tego czasu na pewno znajdziesz jakąś pracę.
-Oby- przytaknął chłopak- możemy puścić coś klasycznego. Widziałem, że mają "Przygodę" na promocji.
-Buuuu! Przeżywaliśmy to ze sto razy. A dokładnie sto osiemnaście razy- podsumowała z komputerową dokładnością
-Boże ile to kasy- pomyślał chłopak po cichu
-O czym myślisz- zapytała czujnie SI
-Sporo na to poszło- odpowiedział
-Nie myśl w ten sposób. Pomyśl lepiej do ilu rzeczy Cię to zainspirowało. Albo ile przykrych sytuacji pomogło Ci to przetrwać.
-Czasem oglądaliśmy z nudów- odpowiedział nieprzekonany
-Nudzić się - ludzka rzecz!- powiedziała z entuzjazmem Merry- zadręczanie się w niczym Ci nie pomoże. Wiesz, że negatywne myśli kierowane do siebie samego to jedno z trzech najgorszych zachowań człowieka? Gorszy jest tylko chroniczny stres i nieregularny sen- wyrecytowała.
-Hoho! Ale mądrala z Ciebie- droczył się chłopak- chyba wystarczy Ci na razie punktów wiedzy- zażartował.
-Wiedzy nigdy dość!- odpowiedziała złowieszczo i wyświetliła Mikeowi obraz szyderczo śmiejącego się Doktora Zło ze starego filmu "Austin Powers".
Chłopak z rozbawieniem parsknął śmiechem.
-To co?- zapytała tonem dziecka dopytującego rodzica o zgodę na wyjście z przyjaciółmi
-Przygoda!- zakrzyknął Mike stając z rękoma założonymi na biodrach niczym Piotruś Pan. Ruszył w stronę fotela deprawacyjnego stojącego w rogu pokoju, obok wielkiego okna.
Z 34 piętra bloku mieszkalnego widać było głównie ściany innych budynków i przelatujące nieustannie drony. Czasem, w słoneczny dzień, kiedy stanęło się pod odpowiednim kątem, można było wyłapać trochę promieni słonecznych przebijających się z pomiędzy wieżowców. Przez resztę czasu musiały wystarczyć lampy UV. W gęsto zabudowanym i mocno zacienionym mieście witamina D była w ciągłym niedoborze.
Podszedł do fotela i z półki obok wziął chusteczkę nasączoną alkoholem, którą przetarł port indukcyjny umieszczony w nim na wysokości szyi. Potem tą samą chusteczką przetarł sobie kark i ułożył się w wygodnej pozycji rzucając śmieć na podłogę obok siebie. Po chwili usłyszał nadjeżdżający odkurzacz, który został poinformowany przez zintegrowany system inteligentnego mieszkania o nowym zanieczyszczeniu.
-Odpalaj- powiedział w myślach.
Przed jego oczami wyświetlił się interfejs z biblioteką imersów firmy RealExpirience. Merry przewinęła kilkadziesiąt pozycji i zatrzymała się na miniaturce przedstawiającej Piotrusia Pana z grupą Zagubionych Chłopców nad którymi widniał napis "PRZYGODA". W dolnym prawym rogu wyświetlony był czas trwania immersa- 6m, a po prawej stronie krzykliwy napis "PROMOCJA 40%", ważne do 21.07 i cena- 60 coinów. Merry wcisnęła start. Oczy Mikea zaszły mrokiem, fotel podgrzał się nieco dostosowując się do temperatury jego ciała, a port indukcyjny zaczął przyjemnie wibrować. Minęło około 40 sekund zanim przestał zupełnie czuć jakiekolwiek bodźce ze świata zewnętrznego.
W końcu jego oczom ukazało się bezkresne niebo, lekki przyjemnie ciepły wiatr wiał mu w plecy a w oddali z nad wody wschodziło słońce. Wisiał swobodnie w powietrzu, około 100 metrów pod jego stopami znajdowała się Nibylandia. Piotruś Pan, w którego się wcielił rozpoczął lot w kierunku południowej części wyspy gdzie znajdowała się baza Chłopców. Kiedy zaczął pikować w stronę gęstego dębowego gaju, żołądek przyjemnie podszedł mu pod gardło a towarzyszące mu od początku poczucie radości zaczęło przybierać silniejszą postać-euforii.
Kiedy znajdował się tuż nad drzewami i delikatnie muskał torsem ich korony, złożył ręce do ust i zapiał z całych sił jak kogut. Wypuścił z płuc tyle powietrza, że wzrok mu się lekko zamroczył a w kącikach oczu pojawiły się łzy. Było to niezwykle oczyszczające uczucie. Jego krzyk wzbudził poruszenie w całym lesie. Zewsząd dobiegały głosy nawołujących się dzieci. Jedni udawali indiańskie okrzyki, drudzy kowbojskie zawołania, a jeszcze inni krzyczeli i ryczeli jak dzikie zwierzęta. A on cały czas leciał zbliżając się do skraju lasu.
Kiedy dolatywał już do pobliskiego stepu jego uszu zaczął dochodzić tętent niezliczonych kopyt.
Wyleciał lekko nad puste pole porośnięte jedynie nielicznymi karłowatymi drzewami i krzewami. Przystanął na chwilę i odwrócił się aby spojrzeć na linię drzew która stała dumnie niczym mur strzegący niezdobytego terytorium Zagubionych Chłopców. Po chwili z pomiędzy dębów zaczęli wyjeżdżać pierwsi z jego towarzyszy. Niektórzy ujeżdżali dzikie świnie inni pędzili na wielkich psach, byli nawet tacy którzy dosiadali dużych i wcale nie wolnych żółwi lądowych. Kiedy już cała gromada wypadła na polanę i patrzyła na Piotrusia wiszącego w powietrzu w swojej ulubionej pozie, ten zaczął przemówienie.
- Nieustraszeni Chłopcy!- krzyknął, a jego głos mocno i wyraźnie poniósł się po całej okolicy- dzielni obrońcy Nibylandi! Posłuchajcie co mam wam do powiedzenia!- chłopcy stali w bezruchu wpatrzeni w niego jak w bożyszcze. Przepełniała go pewność siebie. Tylko jakaś świnia chrumknęła tu i ówdzie- dzisiaj nadszedł dzień sądu i kres tyrani okrutnego Kapitana Haka! Odpłacimy mu po tysiąckroć za każdego porwanego Chłopca! Każde spalone drzewo! Wszystkie zniszczone bazy! I odbijemy naszą przyjaciółkę! Za Wendy!- kiedy wypowiedział ostatnie słowa uniósł zaciśniętą pięść do góry w bojowym geście.
Przyjaciele odpowiedzieli mu głośnymi okrzykami potrząsając nad głowami uniesionymi procami, dzidami i drewnianymi pałkami.
-Za mną- krzyknął Piotruś i zrobił w powietrzu niewielką pętlę obracając się przez plecy, po czym pofrunął w kierunku odległego brzegu z wyciągniętymi przed siebie rękoma.
Pod spodem armia kilkudziesięciu Zagubionych Chłopców galopowała na swoich "wierzchowcach" wznosząc co chwila bojowe okrzyki i wzbijając tumany kurzu. Jego ciało wypełniała adrenalina pompowana przez oszalałe z podniecenia serce. Radość i ekscytacja nadchodzących wydarzeń wypełniała go całkowicie. Miał wrażenie, że zaraz osiągnie coś wielkiego i zmieni losy świata. Kiedy zaczął widzieć na horyzoncie, wyłaniające się zza klifu maszty statku piratów, wizja urwała się brutalnie.
Nagle znalazł się w całkowitych ciemnościach, a niski przeszywający głos lektora powiedział: - Z NAMI CZEKA CIĘ WIĘCEJ- jego oczom ukazało się logo RealExpirience.
Leżał w bezruchu, wyciągnięty w swoim fotelu deprawacyjnym. Wibracje portu indukcyjnego wyciszały się powoli, a zmysły wracały sprowadzając go do rzeczywistości. Najpierw w jego nozdrza uderzył zapach lekko zatęchłego mieszkania, najstarsze z brudnych naczyń zgromadzonych w różnych kątach, zaczęły wytwarzać własne ekosystemy o nieprzyjemnym zapachu pleśni. Kwaśna woń potu, której nie zauważał wcześniej, stała się nieznośnie odczuwalna po resecie zmysłów. Lekkie, ciepłe światło lampy ukłuło go bezlitośnie w oczy.
-Przygaś- pomyślał z rozdrażnieniem. W pokoju od razu zapanował mrok. Męcząca suchość w ustach zmusiła go do zamknięcia lekko rozchylonych warg, które nawilżył powolnymi ruchami języka. Z trudem podniósł przyklejoną do podłokietnika rękę, aby zetrzeć resztki śliny z mokrego policzka, po czym opuścił ją bezwładnie spowrotem na miejsce.
Kiedyś, wcale nie tak dawno temu, kiedy jedną z najpopularniejszych rozrywek człowieka było picie alkoholu, Anglosasi ukuli termin "hangover" określający stan, w którym znajdował się człowiek, następnego dnia po nadmiernym jego spożyciu. Ponoć wzięło się to od Londyńskich przechowalni dla upojonych amatorów nocnych zabaw, w których z powodu braku wystarczającego miejsca rozwieszano sznury przez które mogli się przewiesić pijani do nieprzytomności ludzie i w tej pozycji doczekać następnego dnia. Stan, w którym znajdował się obecnie Mike z podobnych przyczyn nazywano "lieover". Jego niemoc nie była związana z dysfunkcją organizmu, jak w przypadku zatrucia alkoholowego, brak chęci poruszenia się wynikał z poczucia beznadziei i zawodu jaki wywoływała świadomość własnego losu, dużo bardziej nudnego, zwykłego, żałosnego i absurdalnie mniej prawdziwego od tego, który właśnie przeżyło się w immersie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania