Impakt

w cieniu turni skalistych

modernistycznie, brutalistycznie strapionych

zatacza wciąż kręgi od brzegu do brzegu

woda ciemniejsza nad wody

wiedzie tu droga

zadziwiająco tłumna i gwarna

rzednąca tak że na końcu stoisz

sam nad brzegiem zwierciadła

i ja też tędy kroczyłem

pielgrzymkę z ideą wyższą i durną

w bory zgniłe październikiem

z myślą szlachetnie ogólną

że kiedy już dojdę nad brzegi

to jakimś szatańskim, nadludzkim sposobem

kamieniem, innym rekwizytem

zdołam poruszyć tę wodę

stanąwszy samotnie u kresu

mej drogi, nie chciałem się dać omamić

otchłani. pustce w wolarzu

echu fal wracającemu z grani

zacząłem z początku trywialnie

od piachu i żwiru, kamieni, badyli

a tafla to wszystko łapczywie pożarła

więc staliśmy razem i pianę toczyli

pod przypływem desperacji

wyjąłem wszystko co miałem z kieszeni

po kolei, klucze od auta, portfel, telefon

zacząłem tym rzucać ku wrzącej kipieli

widziałem jak gdyby śmiano mi się w twarz

w ostatnim akcie kończącym opowieść

patrząc w niknące kręgi stanąłem

nagi nad wodą ciemną, przed Bogiem

i wszedłem pewny do wody, a ona

zalała mi eterem oczy i usta

nie mogłem już niczego poczuć ni widzieć

jaka nade mną ta woda jest pusta

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • piliery ponad rok temu
    Czytam już któryś raz. Pewnie przeczytam jeszcze, mimo Twoich problemów z deklinacją, obecnych także w tym wierszu, niekonsekwencji w stosowaniu interpunkcji. Ogromna wrażliwość i bogata metafora robią wrażenie. Mnie kiedyś tak dotknęło Morskie oko.
  • Impact rok temu
    Mega mi się podoba twój wiersz, czytam już drugi raz i pewnie przeczytam z kilka razy więcej, dam jutro ocenę bardziej szczegółową ze względu na podobieństwo tytułu moim pseudonimem

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania