In Flames (W Płomieniach)
W płomieniach metafizycznych powoli trawiony,
Pogrzebany w żarze nihilistycznego popiołu
Na łaskę żelastwa zdany, czas goni w znoju
W ciele niepokój na duszy symbol potępiony
W pamięci dziury, ten rozłam jest bezkresny
Liczy się okrucieństwo i świat bezlitosny
Rozczarowanie i rozpacz rozmydlają kłamstwa złe
W pieczarze niedostąpienia ukrywa się nadzieja dla ciebie
Nie potrafiąc zaradzić mojemu dysonansowi
Ręce zimne jak lud, usta pełne obłudy
Milczenie głuche gdy ogień czerwony podlizywał kości
Zdradzenie po cichu w chwili potrzeby opatrzności
Wiara jak trucizna, podtruwająca w żyłach,
Obietnice stare kłamstwem oplotły ręce.
Obiecując niebo darując piekło na które się nie skuszę,
W sercu wyryłaś ranę nie do zagojenia.
Lud skazujący na potępienie pozornie bezsprzeczne,
tłum bezimienny, sędzia bez litości ani pod stopami gołej ziemi
Rzuca kamienie w moją czarną i starą otchłań,
ich głosy jak syk wężowy, doprawiający żar płomieni.
Niepewność torturą, cisza rani jak katana, korzeń gniewu wzrasta jak bluszcz
w ogromnej komnacie echo niezrozumienie jak wróg znów podejdzie.
Krwawienie w sercu, krew czarna jak smoła i okropna jak tłuszcz,
czekam na zbawienie, co nigdy nie nadejdzie.
Być albo nie być – wybór palący w krtani,
zostało niewiele czasu, piasek w klepsydrze.
Godzina się sypie w żar nieugaszony,
między wiecznym ogniem a pustką bez dna.
W snach wróg się czai, koszmar z cienia wychodzi,
Szponami drapie, karmi się moim strachem na ciele.
Noc bez końca, gwiazdy gasną w popiele,
W walce z sobą tracąc lepszą połowę – letarg znów przychodzi .
Zemsta jak żar w oczach, płonie nieugięta,
Ich kłamstwa spopielę, ich serca spalę, ich niecność ukarzę
Nie błagam o litość, nie uginam przed nikim jak cięciwa napięta,
w moim ogniu wróg znajdzie swój koniec – tak im rozkażę.
Burza w szklance szaleje, pioruny w oczach buzują,
Wiatr wyje w uszach, rozrywa kajdany które nad człowiekiem górują.
Deszcz krwi i łez miesza się z popiołem gorącym,
W chaosie budzę się, wolny i silny i wrzący
Pozwól więc cierpieć i spłonąć w ekstazie,
W płomieniach odrodzić się z popiołu czystego.
Nie gasić żaru, nie łamać łańcuchów w formalnym pokazie,
W pogoni niewolę wolności odnaleźć na zawsze.
W płomieniach płonę, w ogniu się kąpię,
z popiołu wstaję, silniejszy niż wczoraj.
Niech płomień pochłonie słabość i kłamstwo,
w płomieniach żyję – w połowie wolny, w połowie prawdziwy.
W płomieniach wiecznych, nieugaszony zgrzyt wyzwalający ,
Z popiołu powstały. znów gorejący
Świat drży przede mną, bo znam swój ogień trawiący,
W płomieniach – mój spokój, mój tron i mój cień żyjący..
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania