INDEX W DÓŁ, BOMBA W GÓRĘ, PAPIER SIĘ KOŃCZY
zdecydowany na śniadanie
siedzę w kiblu obliczając kalorie
jak księgowy własnego żołądka
albo pieprzony broker na giełdzie
jeszcze nie wypchnąłem z siebie
ciężaru wczorajszej nudnej kolacji
a już muszę być zwarty i gotowy
do nowej sesji, nowego konfliktu
z tostami, margaryną i samotnością
duże lustro na drzwiach
odbija moją niezdarność
brzuch i dzisiejszą chęć
żeby niczego nie zaczynać
wstaję, spłukuję i idę jeść
jutro to samo, tylko bez złudzeń
Komentarze (4)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania