Innowacyjna edukacja

Starsi ludzie w większości już samotni wychowani na zasadach Kindersztuby w epoce znacznie mniej zaawansowanej technicznie niż obecna, w której najważniejszą wartością była praca własnych rąk i intelekt zdominowany pomysłowością, czują się, co raz bardziej zagubieni przy tak gwałtownym rozwoju techniki. Wyjątkowo często brakuje im w pobliżu osoby, która wyręczałaby w obsłudze zalewających ich elektronicznych gadżetów oraz podzielałaby odczucia i utożsamiała się z nimi. Lęk przed zepsuciem drogiego elektronicznego sprzętu, jeszcze bardziej paraliżuje niesprawne ręce, do kompletu dochodzi jeszcze przeważnie słaby wzrok, nieznajomość systemów operacyjnych i zespół utrudnień jest w komplecie.

Skala bariery dla młodej osoby jest niezrozumiała i przyrównać ją można do braku możliwości zamówienia w ogromnym mieście jakiejkolwiek pizzy, albo brak zasięgu sieci oraz zaniku prądu. Wtedy wszystkie numery telefoniczne są nieaktualne, lub zablokowane. Połączenia internetowego nie ma, komunikacja zbiorowa nie funkcjonuje i wszelkie zakupy są niemożliwe, ponieważ kasa fiskalna jest nieczynna. Na dodatek samochodem czy innym pojazdem też dojechać do pizzerii nie można, ponieważ droga jest mocno rozkopana, a do przejścia, wyznaczoną wąską krętą ścieżką, mamy dziesięć kilometrów.

Istnieje w naszym kraju całkiem spore grono osób kierujące się wieloma pobudkami, a zwłaszcza zyskiem. W zdecydowanej większości są to ludzie, którzy żyją dla pieniędzy i do nich należą osoby zarabiające na przeprowadzaniu różnego rodzaju szkoleń za fundusze unijne, chociaż sami z tych dziedzin nie posiadają wiedzy. Już od wielu lat oni i uniwersytety trzeciego wieku uczą seniorów obsługi komputerów. Podczas szkolenia posługują się aktualnymi programami, lecz nie przewidują doszkolenia przy zmianach systemów operacyjnych. Wcześniej do posługiwania się komputerem wystarczyła klawiatura i myszka, lecz przy najnowszych trzeba mazać palcem po ekranie, a jak ma się chorobę Parkinsona i ruchy dłoni niekontrolowane to nie można tej bariery pokonać. Podobnie z posługiwaniem się smartfonem i telefonem z małymi cyferkami na wyświetlaczu odpada. Większość może twierdzić, że z obsługą elektroniki jest podobne jak z kierowaniem samochodu, masz siłę i zdrowie to jeździsz, a jak nie to chodzisz.

Szalone tempo ogarnia powoli wszystkie sfery naszego życia i spotkanie osoby, która żyje w powolnym rytmie dla wielu staje się solą w oku. Prawdopodobnie, dlatego, że taki człowiek odstaje od ogółu i spotkanie z panią Wiesią będzie niezapomnianym przeżyciem dla kogoś, kto zwolni do jej rytmu.

Najgorsze, co może się przytrafić w życiu nie tylko młodego człowieka, a zwłaszcza ostatnio, powstaje w wyniku anomalii pogodowych. Nagła potężna wichura w połączeniu z gwałtownym deszczem, zdewastowała sporą cześć dachów na budynkach miasta, powyrywała i połamała drzewa, zmiotła wszystkie nadajniki sieci komórkowych. Woda deszczowa nie mieściła się w zarośniętych, zaśmieconych kanałach i płynęła niczym rzeka po ulicach. Wymieszana z błotem zalewała studzienki telekomunikacyjne, a niesione przez nią konary drzew niszczyły przyłącza gazowe i elektryczne. Skala zniszczeń dla obserwatorów była wyjątkowo trudna do oszacowania, ponieważ pośród totalnej dewastacji w niewyjaśniony sposób zachowała się nieuszkodzona enklawa. Nikt nie potrafił wyjaśnić jak to się stało, że całe osiedle nowych domków jednorodzinnych zostało przemielone, a najstarszy wybudowany jeszcze przed drugą wojną światową budynek został nietknięty. Żywioł ponanosił śmiecia wokoło ogrodzenia posesji i brudnym śladem zaznaczył wysokość dotarcia. Pomimo swojej gwałtowności jedynie udało mu się pozbawić budynku zasilania i bieżącej wody.

Pani Wiesia jak każdego ciepłego dnia podczas lata, usiadła twarzą do słońca w swoim ulubionym bujanym starym fotelu z robótką w dłoniach. Jedynie ona mogłaby powiedzieć, kiedy ten mebel został postawiony na werandzie i przez kogo, sądząc po jej wieku.

Sąsiedzi z okolicznych domów zajęci czyszczeniem z mułu ocalałych rzeczy i sprzątaniem powstałego pobojowiska, przerwali na chwile swoje czynności. Koniecznie chcieli popatrzeć na starszą panią bujającą się w fotelu i szydełkującą jak gdyby nic się nie stało. Wydawałoby się, że powinni cieszyć się, chociaż jednym ocalałym budynkiem, w którym po uprzednim porozumieniu z właścicielką prawdopodobnie udałoby się umieścić pod zorganizowaną opieką własne dzieci. Jednak nikt nawet nie próbował zapytać o taką możliwość, może, dlatego, że telefony nie działały, lecz słowa zazdrości i zawiści zostały wypowiedziane w powietrze pod adresem kobiety.

Pani Wiesia po przepracowaniu czterdziestu lat i wychowaniu trójki dzieci oraz siedmiorga wnucząt z pieluch, przeszła dwa lata wcześniej na emeryturę. Od tego czasu rzadko opuszczała swój dom, jedynie wychodziła po niezbędne zakupy i na niedzielną mszę do pobliskiego kościoła, który teraz po nawałnicy został pozbawiony dzwonnicy.

Każdego dnia czekała na odwiedziny najbliższych, jednak czas upływał, a oni się nie zjawiali. Kiedy z tęsknoty dzwoniła do nich i zapraszała, w odpowiedzi niezmiennie słyszała wymówkę o braku czasu oraz radę, żeby sobie kupiła laptopa i po założeniu konta wchodziła na facebooka, to tam ich znajdzie. Niestety nie znała nikogo, kto by jej pomógł i nauczył ją posługiwania się tym nieznanym, obcym dla niej sprzętem.

Widocznie każdy człowiek w swoim życiu ma trochę szczęścia i dla samotnej kobiety tym szczęśliwym dniem okazał się ten najgorszy dla pozostałych. Może, dlatego zawiść w ludziach rosła z każdą godziną, gdy radość z ocalenia własnej skóry ich opuszczała i odkrywali coraz większe straty, jakie ponieśli w swoich majątkach. Bardzo szybko okazało się, że rzeczy materialne, jakimi się obłożyli były znacznie cenniejsze niż ich zdrowie, a o odszkodowanie na wypadek kataklizmów zatroszczyło się zaledwie kilku mieszkańców w mieście. Gdyby ktoś zapytał panią Wiesię, czy posiada polisę ubezpieczeniową, ona odpowiedziałaby.

- Oczywiście niczego nie zostawiam przypadkowi. Lepiej wydawać każdego roku na ubezpieczenie kilka złotych, niż stracić cały dorobek życia w jednej chwili.

Pani Wiesia była kobietą starej daty i lata niedostatku nauczyły ją troski o siebie oraz najbliższych. Nigdy nie czekała na pomoc ze strony państwa, a zwłaszcza na zrekompensowanie strat powstałych z własnych zaniedbań. Jedynie pragnęła, żeby ubezpieczyciele wywiązywali się z zawieranych umów i w tym państwo było jej potrzebne. Jeszcze po klęskach konieczna była szybka, sprawna akcja ratownicza, pomoc medyczna, lekarstwa, sucha odzież, koce, ciepła strawa, miejsce do mycia i spania.

Jeżeli znajdzie się szkoleniowiec, który za fundusze europejskie nauczy zasad, jakimi przez lata kierowała się pani Wiesia i zachęci do ich stosowania, z pewnością po utracie w kolejnych żywiołach całego dobytku, pokrzywdzeni cieszyliby się z ocalenia, a nie zamartwiali stratą materialną nie do odrobienia często za ich życia.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Marian 13.10.2017
    Bardzo mądry tekst. Brawo!
    Jedna literówka:
    "powstaje wyniku anomalii pogodowych" -> "powstaje w wyniku anomalii pogodowych".
    Kindersztuba chyba też nie zasługuje na dużą literę.
  • refluks 13.10.2017
    „nie zrouzumiała” razem.
    „nie możliwe” niemożliwe
    „szalone tępo” tu aż mnie oczy rozbolały
    Ogólnie: ładnie ubrałeś w słowa problem.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania