Inny wymiar - dopisek do Pokalanego poczęcia

Żona kazała odsunąć starą szafę. Podobno za nią było zamaskowane przejście do

innego wymiaru. Cały spocony, umorusany kurzem i pajęczynami, pchałem szafę z jękiem

skrzypiącego drewna. W końcu ukazały się małe, metalowe drzwiczki, jak do starego

paleniska.

Otwarłem je z mozołem, rozciągając pajęczyny do granic wytrzymałości. W końcu pękły,

ukazując ciemny loch, coś w rodzaju piwniczki. Wsunąłem się, niepewny co tam zastanę,

oczywiście w inne wymiary mojej żony nie wierzyłem, zapaliłem latarkę i oświetliłem

tajemnicze wnętrze.

Było to łukowato sklepione, ceglane pomieszczenie, Z sufitu zwisał długi łańcuch przewleczony

przez stalowe oczko, jeden koniec łańcucha był zaczepiony o hak wbity w ścianę. Drugi

koniec łańcucha, ten zwisający, był uformowany na kształt krzesełka albo uprzęży.

Wyglądało to trochę jak średniowieczna sala tortur, gdzie podwieszony pod sufitem skazaniec

był poddawany przesłuchaniom.

Nagle poczułem, że kolana mi miękną i osunąłem się na ceglaną podłogę.

Ogarnęła mnie ciemność.

Gdy się ocknąłem, wisiałem pod sufitem, oczy mi świeciły, jak małe lampki. Nagi, w krzesełku z uprzęży,

robiłem kupę cały spotniały.

Kapało ze mnie, zrobiła się już kałuża z wydzielin. W końcu, z ostatnim jękiem, wyślizgnęło

się to ze mnie, mały kadłubek bez rączek. Plasnęło z rozbryzgiem. Ulga.

"Trochę lipa, że bez rączek" - cytat z klasyka.

K. moja żona dopominała się o resztę. Jaką resztę, kobieto? No, rączki, gdzie rączki?

Nie będzie rączek, nic nie będzie.

No to wiś sobie dalej, aż wysrasz wszystko, razem z flakami.

No to wisiałem, jak ochłap mięsa i srałem. I faktycznie, najpierw wypadł odbyt, a zanim cała

reszta. Dziwnie tak było patrzeć na kupkę parujących jelit, ale rączek nie było.

Posmutniałem.

Na frasunek - modlitwa, to jedyny ratunek.

Poleciały ojczenasze, zdrowaśki, reszty nie znałem.

Pacierze klepiesz? Trzeba klęczeć, a nie wisieć. To mój krzyż, kobieto.

Średnia ocena: 2.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (9)

  • levi 15.09.2015
    ,, Gdy się ocknąłem, wisiałem pod sufitem, oczy mi świeciły, jak małe lampki. Nagi, w krzesełku z uprzęży,
    robiłem kupę cały spotniały."
    od tego momentu było coraz ciekawiej :)
    ogólnie tekst spoko, 4



    ocene klikne później :)
  • Anonim 15.09.2015
    ciul tam z ocenkami, nie musisz
    bo to wstep, wprowadzenie, do tego momentu kiedy sie robi ciekawie
    pasowałoby jeszcze zrobic dalszy ciąg
  • levi 15.09.2015
    no pasowało by :) to kiedy mam się spodziewać?
  • Anonim 15.09.2015
    nie wiem ;p
  • KarolaKorman 16.09.2015
    Dla przypomnienia przeczytałam poprzednią część i też wnoszę o kontynuację :)
  • Anonim 16.09.2015
    Nie potrafię napisać żadnych konstruktywnych słów... Nawet nie wiem co to było, takie takie, no takie to było hmm... Inne. Tak! Inne - chyba najlepsze określenie. Inne, przerażające, obleśne, ciekawe i zabawna - tak, to już ciąg najlepszych określeń.
  • Anonim 16.09.2015
    to w sumie jest jakby wyrwany z mięsem i flakami fragment z wiekszej całości, której jeszcze nie ma i może stąd problemy interpretacyjne, na razie nie ma co silić się na jakieś sensowne komentarze, sam bym tego nie potrafił :)
  • Lady_Makbet 24.09.2015
    Jezu znowu kupa??
    W awatarze sraka w opowiadaniu kupa…..
  • Anonim 24.09.2015
    tak w ogóle to jestem twórcą kaowym. Ale, czemu się uparłaś akurat na te najgłupsze opka :(

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania