Instrukcja obsługi ciszy
Powiedzieli, że trzeba przywyknąć.
Jak do zimna.
Jak do krzesła, na którym nikt już nie siada,
choć przez pierwsze tygodnie
odruchowo odsuwasz je od stołu.
Więc przywykłem.
Nauczyłem się nie pytać,
dlaczego kubek stoi zawsze drugi od lewej,
skąd nocą bierze się ten trzask w przedpokoju,
czemu człowiek potrafi przepraszać
nawet wtedy, kiedy został sam.
Przestałem mówić twoje imię.
Nie dlatego, że bolało.
Po prostu zauważyłem,
że ściany mają lepszą pamięć ode mnie.
Czasem otwieram okno
i wpuszczam do środka miasto.
Miasto jest bezlitosne -
nie wie, kto umarł,
kto odszedł,
kto tylko przestał odpowiadać.
Samochody jadą dalej.
Piekarnia otwiera o szóstej.
Ktoś gdzieś zdradza żonę.
Ktoś rodzi dziecko.
Ktoś właśnie podejmuje decyzję,
której będzie żałował przez trzydzieści lat.
A ja stoję przy oknie
i myślę, że świat
jest najokrutniejszy wtedy,
kiedy zachowuje się normalnie.
Wczoraj znalazłem twoją wiadomość.
Jedno zdanie.
„Będę później.”
Nie skasowałem jej.
Nie dlatego, że wierzę,
że wrócisz.
Trzymam ją,
bo po raz pierwszy rozumiem,
że nie wszystkie kłamstwa
są wypowiadane po to,
żeby kogoś oszukać.
Niektóre są po to,
żebyśmy mogli spokojnie zasnąć.
I może właśnie dlatego
najdłużej umiera nie człowiek.
Tylko wersja przyszłości,
w której jeszcze go potrzebowaliśmy.
A rano -
rano znów przesunę krzesło
odrobinę bliżej stołu.
Żeby wyglądało,
jakby ktoś miał wrócić.
Bo najtrudniejszą formą żałoby
nie jest tęsknić za kimś.
Jest codziennie
udawać przed samym sobą,
że nie tęsknisz już za życiem,
które mogło się wydarzyć.
Komentarze (1)
szkoda mi, ale to tylko mi, że skręciłeś parokrotnie w te tzw. intymności, ale rozumiem że to ratio operandi twojej rzeczy - rzecz przeczytałem z przyjemnością, dla mnie max
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania