Interes - część pierwsza, Zapowiedź

Interes

Cześć pierwsza

Zapowiedź

Tego dnia serce łopotało mi mocniej niż zwykle. To znaczy mi i reszcie Amerykanów, tych którzy byli zamieszani w alkohol, a był to każdy.

Ironicznie siedziałem przy kuflu ciepłego piwa. Nic dziwnego, wokół dymu z kopcących się, tanich papierosów było więcej niż zwykle. Do tego ludzi w knajpie było więcej niż zwykle.

Nikt nie zdejmował kapeluszy. Nie było tu miejsca dla dam. W przeciwnym razie od razu było wiadomo, że któraś ma coś do zaoferowania. Dzisiaj jednak tego nie było.

-Podgłośnij pan radio!- krzyknął ktoś z samego końca sali.

Barman, stojący za dębową ladą, wykonał to polecenie posłusznie przekręcając gałkę.

Stało się.

-W dniu…- nadawał ktoś z wiadomości przez radiowy szum.

-Cicho! Zamknąć pysk!- wrzeszczeli jedni przez drugich, póki sala nie wypełniła się grobową ciszą.

-16 stycznia 1919 roku, kongres Stanów Zjednoczonych Ameryki uchwalił 18. poprawkę konstytucji, zabraniającą jakiejkolwiek sprzedaży czy produkcji alkoholu na terenie całego kraju.-

Cisza utrzymywała się jeszcze przez chwilę, dopóki ktoś nie wrzasnął rzucając kufel w stronę radia:

-Do jasnej! Mówiłem, że tak będzie! Nie?-

Podniosła się wrzawa, a kiedy któryś z gości opuszczał już bar, to mógł, bez problemu, dostrzec poprzedzających go sprzedawców.

Tego dnia nie wychodziłem z baru, wraz z Markiem, do późnych godzin nocnych.

Gdy wybiła pora zamknięcia baru, barman przekazał mi klucz:

-Zrób z nim co chcesz, chłopcze- powiedział do mnie starzec.

Miał już swoje lata i wiele przeżył, gdyby miał jakąś nadzieję, chociażby na lepsze jutro, zapewniam was, wróciłby. Lecz nie tym razem, dziś nie miał nigdy wracać.

Przeżył też dużo we Włoszech. Wszyscy stamtąd pochodzimy. Stąd albo z Sycylii. Każdy z nas.

-Marty, nie rób jaj! Ten bar, to całe twoje życie…-

-Sporo już za niego wycierpiałem- mówiąc to, spojrzał mi głęboko w oczy, po czym dorzucił przez ramię -Jest twój- wychodząc zabrał tylko swoją ciemnozieloną marynarkę i portfel, nic więcej już nie miał.

Tego dnia, chociaż wypadało, choćby ze względu na piątkowy tłok na ulicach, nie zamknąłem baru.

Rano zajrzał do mnie Mark.

-Donny?- wszedł ostrożnie – dzięki Bogu! Nic ci nie jest. Nie zamknąłeś baru? Dobrze wiesz kto tutaj się kręci…- dokończył dość entuzjastycznie, nie pamiętał już co było wczoraj.

Kiedy zdjął marynarkę i kapelusz, wieszając je na wieszak, koło wejścia, postanowił dołączyć do mnie pod barem. Stałem za ladą i wpatrywałem się w niego nieprzytomnymi oczami.

-Donn- próbował mi spojrzeć prosto w oczy -Czy ty w ogóle spałeś?- patrzyłem tak jeszcze na niego, po czym pstryknął prosto w moją twarz.

Potem nalałem mu drinka.

-A jak myślisz?- wykrztusiłem, kładąc go na drewnianej ladzie -Wiesz co Mark? Sporo wczoraj myślałem, o tej całej sytuacji z wczoraj-

Przypomniał sobie, po czym posmętniał.

-Chyba… na pewno… utrzymam ten bar-

-He- uznał to za dobry żart- Donny, wiesz, że za to mogą cię znowu zamknąć, wiesz, nie?- gestykulował do czasu kiedy mu przerwałem.

-To moja jedyna szansa, to jest to…-

Mark wstał, podczas kiedy mu tłumaczyłem, co to dla mnie znaczyło. Podszedł do marynarki z której wyjąć najświeższe wydanie ''New York Times' a''

-Donny! Patrz...- rzucił gazetę na ladę -...na pierwszej stronie-

Z początku, kiedy przerzuciłem kartkę na pierwszą stronę, nie chciało mi się wierzyć.

-Zabójstwo Marty' iego Nixon' a na Brooklyn' ie- Mark wciąż chodził po pomieszczeniu. -Oni już tu są, Donny.-

Usiadł na kanapie, powtarzając wciąż tę samą frazę, bez końca - ''oni już tu są''. Nawet drinki mu nie pomagały.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • comboometga 05.11.2015
    Hm, powiem szczerze, że nie gustuję w tego typu historiach, ale ta może być ciekawa ;) Wyłapałam jednak trochę błędów:
    - jeśli dajesz tytuł, nie musisz go powtarzać w opowiadaniu ;)
    - ,,To znaczy mi i reszcie Amerykanów, którzy byli zamieszani w sprawę alkoholową, czyli każdemu''.*(poprawione)
    - co to znaczy ironicznie siedzieć? ;)
    - ,,Nic dziwnego, wokół unosiło się więcej niż kiedykolwiek, dymu z kopcących się, tanich papierosów. Do tego ludzi w knajpie było więcej niż zwykle'' *(poprawione), powtarza się jednak słowo ''więcej''
    - ,,Nikt nie zdejmował kapeluszy. Nie było tu miejsca dla dam'' możesz dać przecinek zamiast kropki ;)
    - po myślnikach dawaj spacje
    - liczby zapisuj słownie
    - ,,na terenie całego kraju.-'' usuń myślnik ;D
    - ,,- Do jasnej! Mówiłem, że tak będzie, nie?''*(poprawione)
    - ,,Podniosła się wrzawa, a kiedy któryś z gości opuszczał już bar, mógł bez problemu dostrzec poprzedzających go sprzedawców''*(poprawione)
    - ,,Tego dnia nie opuściliśmy z Markiem baru do późnych godzin nocnych''*(poprawione)
    - ,,dziś nie miał nigdy wracać'' yyy? XD dziś nigdy?
    - ,,Przeżył też dużo we Włoszech. Wszyscy stamtąd pochodzimy. Stąd albo z Sycylii. Każdy z nas'' - jeśli piszesz, że wszyscy, nie ma sensu potem pisać, że każdy z nich ;)
    - ,,całe twoje życie…-'' znów myślnik się doczepił ;D
    - ,,- Sporo już przez niego/dzięki niemu wycierpiałem''*(poprawione)
    - ,,Dobrze wiesz, kto się tutaj kręci…- dokończył dość entuzjastycznie, ponieważ nie pamiętał, co stało się wczoraj''*(poprawione)
    - ,,Kiedy zdjął marynarkę i kapelusz, wieszając je koło wejścia, postanowił dołączyć do mnie pod barem''*(poprawione)
    - ,,-Donn - próbował spojrzeć mi prosto w oczy - Czy ty w ogóle spałeś? - patrzyłem tak jeszcze przez chwilę na niego, po czym pstryknął palcami przed moją twarzą''*(poprawione) Pstryknął mu w twarz? Auć XD
    - ,,Wiesz co, Mark? Sporo wczoraj myślałem o tej całej sytuacji''*(poprawione)
    - ,,utrzymam ten bar-'' - wyjątkowo Cie lubią te myślniki, widzę ;D
    - ,,- He - uznał to za dobry żart - Donny, wiesz, że za to mogą cię znowu zamknąć, nie?- gestykulował do czasu, kiedy mu przerwałem''*(poprawione)
    - ,,to jest to…-'' nie wiem który to już XD
    - ,,Podszedł do marynarki, z której wyjął''*(poprawione)
    - ,,na pierwszej stronie-'' :D
    - na pierwszej stronie, na pierwszą stronę(powtórzenie)
    Nie patrz na to, jak wiele masz błędów, tylko na to jak wiele dzięki nim się nauczysz i będziesz widział inne w przyszłości :) Nie załamuj się, sama często jakieś popełniam, tak jak każdy - musisz po prostu dalej ćwiczyć i nie poddawać się ;3 Czekam na kolejną część i życzę weny! :) Ode mnie 4
  • Rasia 05.11.2015
    Odwołam się do paru pkt. Pierwszy nie jest żadnym błędem, jest kilku użytkowników, którzy robią podobnie i bynajmniej to nie błąd, a po prostu inne rozplanowanie. Poza tym comboometga wypisałabym po prostu błędy, a nie poprawiała za użytkowników, bo może będą chcieli zmienić wypowiedzi inaczej. ;)
    "To znaczy mi i reszcie Amerykanów" - błąd logiczny. Później piszesz, że pochodzą z Włoch. Comboometga też odniosła się do tego zdania, ale według mnie ciągu dalszego nie musisz poprawiać, bo te zdania pełnią raczej funkcję podkreślenia, nie informowania o tym samym.
    Troszkę liczyłam na inne zakończenie, ale sam tekst jest całkiem dobry. Te błędy na górze wyglądają strasznie, bo comboometga wypisała ten sam rodzaj tyle razy, ile wystąpił w tekście np. myślniki. A to po prostu jeden błąd. Co do pstryknięcia w twarz, chodziło chyba o to, że dał mu prztyczka ;) Zamieniłabym po prostu słowo i też nie uważam tego za błąd, a raczej niezgrabnie ubrane zdanie. Dałabym 4,5, ale raczej bliżej cztery. Pozdrawiam i powodzenia ;)
  • KarolaKorman 05.11.2015
    Prohibicja jest straszna, ale nadmiar alkoholu też, 4 :)
  • zaciekawiony 11.11.2015
    "Zabójstwo Marty' iego Nixon' a na Brooklyn' ie-"
    "''New York Times' a''"

    Apostrof przy odmianie nazwy lub imienia dodaje się tylko wtedy, gdy ostatnia litera zapisu jest niema lub czytana inaczej niż w naszym języku. "Marty" czyta się "Marti", więc ostatnia litera jest czytana inaczej, wtedy odmiana jest zapisywania "Marty'ego" (czyli "martiego").
    "Nixon" czyta się "nikson"; "Brooklyn" czyta się "bruklin" a więc w obu ostatnia litera ma taką samą wymowę, tu zatem nie używamy apostrofu.
    Całe zdanie powinno więc brzmieć: "Zabójstwo Marty'ego Nixona na Brooklinie".

    Analogicznie nie "New York Times'a" tylko "New York Timesa"

    "-16 stycznia 1919 roku, kongres Stanów Zjednoczonych Ameryki uchwalił 18. poprawkę konstytucji, zabraniającą jakiejkolwiek sprzedaży czy produkcji alkoholu na terenie całego kraju." - no właśnie nie, poprawka została uchwalona 18 grudnia 1917; 16 stycznia 1919 została ratyfikowana ale w życie weszła dopiero rok później 17 stycznia 1920. Co oznacza, że od momentu ogłoszenia w radio właściciel baru miał jeszcze rok na prowadzenie działalności. Przez takie błędy opowiadanie robi się bezsensowne.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania