INWENTARZ SPOJRZEŃ
INWENTARZ SPOJRZEŃ
Mam oczy, których nigdy sobie nie wybrałam.
Jedne widzą za dużo,
drugie udają ślepotę.
Wszystkie znają drogę
do miejsc, których nie wolno dotykać.
Na twarzy wyrosły mi dłonie.
Zasłaniam nimi usta,
ale prawda i tak przecieka
między palcami
jak krew z niedomkniętej rany.
Milcz.
Patrz.
Nie patrz.
Uśmiechnij się,
zanim ktoś zauważy,
że pod skórą coś zdycha.
Mam oczy w oczach.
Jedne pilnują drugich.
Żadne nie śpi.
Żadne nie wierzy,
że można zamknąć powieki
i nie zostać za to ukaranym.
Przyklejono mi spojrzenia
jak etykiety na słoikach z trucizną.
Tu, grzeczna.
Tam, zimna.
Tutaj, ta, która rozumie wszystkich.
A pod spodem, w ciemnym szkle,
dziecko z zaciśniętymi pięściami
wciąż czeka,
aż ktoś zapyta, czego się boi.
Nie pytaj.
Ono nauczyło się połykać krzyk,
zanim krzyk nauczył się jego imienia.
Na drugim obrazie
ktoś zgubił twarz pod stosem oczu.
Każde ma inny kolor,
każde patrzy w inną stronę,
każde przysięga,
że właśnie ono zna prawdę.
A ja stoję przed nimi
z rękami pustymi jak wyrok.
Które z nich jest moje?
To czerwone,
które wypatruje zagrożenia
nawet w wyciągniętej dłoni?
To zielone,
które udaje spokój,
choć w środku gnije od niewypowiedzianych słów?
A może to najmniejsze,
schowane najgłębiej,
które nie chce już widzieć niczego,
tylko raz
zostać zobaczone?
Zrywam z siebie spojrzenia.
Jedno po drugim.
Skóra odchodzi razem z nimi.
Pod paznokciami zostaje cudzy strach,
na języku, smak metalu,
w gardle, wszystkie słowa,
których nie wolno mi było wypowiedzieć.
I nagle robi się ciemno.
Nie dlatego, że zgasło światło.
Dlatego, że po raz pierwszy
nikt nie patrzy przeze mnie.
Stoję bez oczu.
Bez dłoni na ustach.
Bez twarzy, którą można polubić
albo skazać.
Nie wiem, kim jestem.
Ale cisza po raz pierwszy
nie brzmi jak rozkaz.
A gdzieś po drugiej stronie płótna
coś otwiera powieki.
I tym razem
to nie ja
mam się bać.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania