Inwestycja
O bardo wielu inwestycjach w mieście dowiadywałem się przypadkiem, przeważnie wtedy, gdy przechodziłem akurat ulicą i zamiast placu pełnego sterty śmieci czy rozpadającej się rudery jeszcze zamieszkałej lub wysokich chaszczy stał nowy obiekt. W taki sposób powstawały budynki wznoszone przez deweloperów oraz sprytniejszych i bogatszych mieszkańców. Znacznie częściej jest na odwrót, lokalna prasa albo telewizja zachwyca się mającym powstać wkrótce jakimś obiektem użyteczności publicznej. Standardowo kończy się to na powołaniu silnej grupy, mającej za zadanie przypilnowania realizacji inwestycji z publicznych funduszy. Takich kolesi finansuje miasto przez rok i okazuje się, że większość budżetu wydano na wynagrodzenia, wyposażenia biur, pieczątki, a w tym czasie nie powstał nawet projekt. Teren pozostaje na powierzchni rozkopany, zarasta zielskiem i samosiejkami oraz krzewami owocowymi ostatnimi świadectwami po byłych już ogródkach działkowych.
Tym razem było zgoła inaczej, przechodząc przez rynek w drodze do banku z prośbą o kolejną prolongatę raty kredytu, wziętego na zorganizowanie ubiegłorocznych świąt, zostałem zaczepiony przez działaczkę jakiegoś komitetu obrony przed czymś. Byłem tak zajęty swoimi sprawami, że udało się jej jedynie wcisnąć mi w rękę ulotkę. Odruchowo wszystkie takie śmiecie wrzucałem do najbliższego kosza na śmieci, jednak nic takiego na mojej drodze nie stało. Papier wcisnąłem w kieszeń i w taki sposób dotarł ze mną do domu. Przypadkiem zapoznałem się z odezwą, sprawdzając kieszenie kurtki przed wrzuceniem do pralki.
Protest dotyczył sprzeciwu wybudowania domu pogrzebowego naprzeciw szpitala, ponieważ lokalizacja miała źle wpływać na samopoczucie pacjentów. Przyznam się szczerze, udziału w nim nie wziąłem, nie interesowało mnie to. Dlatego, że się nie spodziewałem, jak kolejna reforma służby zdrowia wpłynie na pogorszenie zdrowia mojego i reszty społeczeństwa. Przynajmniej już przy omawianiu projektu sejmowego ustawy nie miałem złudzeń, od razu wiedziałem, lepiej już było, a niestety nie może być lepiej od lepiej. Jednak aż tak gorzej się nie spodziewałem, kiedy wyszło tragicznie.
Właśnie w takich realiach przyszło mi chorować i to w skali skierowania do szpitala. Gdyby w tym czasie odbywał się casting do jakiegoś filmu z pewnością uznałbym się za wielkiego szczęśliwca, lecz była to weryfikacja chętnych na przyjęcie do szpitala. Zgodnie ze starą zasadą komitetów kolejkowych z czasów sukcesów socjalistycznych, w dniu przyjęcia minutę po północy miałem zjawić się w izbie przyjęć naszego szpitala. Moje plany diabli wzięli, z winy współobywateli, którzy nie znają starych zasad i stosują nowe, zupełnie mi obce. Izba przyjęć, hol szpitala i rozległy trawnik przed szpitalny był wypełniony ludźmi. Początkowo pomyślałem, że miasto zorganizowało festyn na terenie szpitala z okazji nadania pięćset lat temu praw miejskich, lub coś koło tego. Jednak żadnej sceny do występów estradowych nie było i co bardziej zorientowani mieszkańcy, mający mobilny dostęp do Internetu, uświadomili i mi ostateczny cel zebrania tłumu. Nie ukrywam, że byłem zły na potężną wydajność lokalnej drukarni, produkującej bez umiaru blankiety przyjęć do szpitala. Gdyby była to ręczna robota z pewnością w kolejce stało by kilka osób, a cały ten tłum czekałby przed drukarnią na wyprodukowanie dla siebie blankietów skierowań.
Początkowo, w godzinach porannych, kolejka marnie posuwała się do przodu. Jednak z upływem godzin ogonek zaczął żwawiej się przesuwać w stronę drzwi wejściowych. Zawdzięczaliśmy to, nie szybszej weryfikacji symulantów stojących w kolejce przez personel medyczny, tylko zniecierpliwieniu osób stojących, którzy w drodze do lepszego świata zaczęli w sposób bezczelny i chamski pomijać naszą wspaniałą nowoczesną służbę zdrowia, robiącą wszystko w trosce o pacjenta. Masowo wyskakiwali z kolejki i nimi zajmowali się przedstawiciele domu pogrzebowego wybudowanego naprzeciwko szpitala.
Naocznie i do tego wielokrotnie przekonałem się, że taka inwestycja w naszym mieście jest potrzebna, a jej lokalizacja wskazana. Całe szczęście, że protestującym przeciw budowie domu pogrzebowego nie udało się zablokować inwestycji. Dzięki takiemu usytuowaniu odbiór klientów odbywa się ręcznie, co znacznie mniejsza ilość poruszających się pojazdów po naszym mieście i w ten sposób oddychamy czystszym powietrzem. Widocznie ekologia i sprawność obsługi klienta stała się specjalnością naszego uroczego salonu pogrzebowego, stale dbającego o dobro klienta. Obsługa musi być tam bardzo dobra, ponieważ żaden klient korzystający z ich usług nie złożył jak do tej pory skargi.
Dlatego szpital usytuowany naprzeciw tak wspaniałej firmy, powinien dążyć do takich samych wysokich standardów. Niestety dyrekcja, pracownicy są przeciwieństwem dobrych wzorców i na nich stale słyszałem skargi, stojąc w kolejce.
Do wieczora zbliżyłem się na odległość dziesięciu metrów do drzwi wejściowych. Niestety przez cały weekend nie przesunąłem się nawet o metr, ponieważ w trosce o dni wolne pracowników domu pogrzebowego nikt nie wyskoczył z kolejki. Próg drzwi szpitala przekroczyłem dopiero we wtorek, koło południa. Następny weekend spędziłem gdzieś w połowie holu. Później poszło już z górki, śmignęły kolejne dwa tygodnie i już byłem w izbie przyjęć. Minął miesiąc i jeden dzień jak moje skierowanie wręczyłem lekarzowi od szpitalnego castingu. Uważnie przeczytał, szczególnie datę i głupio zapytał.
- Od kiedy pan stoi w kolejce do przyjęcia?
Pominął milczeniem pytanie w rodzaju, jak się czuję, w zamian wypisał skierowanie do szpitala za dwa miesiące.
Zanim opuściłem budynek, musiałem przeciskać się przez tłum chętnych i przed samym wyjściem usłyszałem wrzask szczęśliwca, któremu udało się zakwalifikować i będzie leczony. Wtedy pomyślałem, wygrana prawie jak w totolotku. Moja pewność w system ubezpieczeniowy i siebie została zachwiana, więc udałem się naprzeciw szpitala do domu pogrzebowego, w celu uzyskania promocji i kuponu rabatowego na ich usługi.
Pan z biura obsługi klienta przeglądnął w komputerze rezerwacje na wszelki wypadek na trzy miesiące do przodu, odnalazł wolne terminy i uspokoił mnie, że w przypadku przejścia na tamtą stronę będę miał zapewnioną obsługę. Jednocześnie polecił mi wyrobienie karty stałego klienta na wypadek kolejnych przyjęć do szpitala, ponieważ z własnego doświadczenia wie, że osoby wciągnięte na ich listę nie podejmują pochopnych decyzji.
Prawdopodobnie, dlatego, że człowiek mający zapewnioną przyszłość, mniej się stresuje od tego żyjącego w niepewności i dzięki temu jest zdrowszy.
Nabywszy doświadczenia przy przyjęciu do szpitala, ze strychu ściągnąłem i wyczyściłem stare krzesełko turystyczne, ponieważ po ostatnim staniu nogi mi w dupę wchodzą i to jest powód do kolejnej wizyty u lekarza rodzinnego.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania