Iskra
Part I
"Jestem trupem...
Nic już nie czuję...
Moje serce zamarło...
-Pomyślał w zadumie wpatrując się w swoje odbicie.
Tak jakby chciał dostrzec iskrę życia w swoich oczach.
Mętnych...
Bez emocji...
Oczach trupa...
Jak to się stało.
Milion razy analizował swoje życie.
Milion razy wsłuchiwał się w bicie serca,
usilnie szukając czegoś... czegokolwiek...
jakiegoś powodu, by jeszcze czuć.
A teraz już nawet nie był w stanie,
bo ile razy można upadać.
-Nie... nie kurwa!!!-
krzyknął i uciekł od swych myśli.
Nie będzie się użalał nad sobą.
Już dość...!
Wstał w szybkim tempie i ruszył dalej,
brzegiem rzeki,
nie wiedział gdzie jest i kogo spotka,
ale o to chodziło."
Part II
Szedł dalej.
Nie wiedział jak długo.
Może godzinę, może trzy...
Czas stracił znaczenie.
Znowu te same gówna w głowie.
- Co ja tu robię...?
-Po co w ogóle dalej...?
Pytania bez odpowiedzi.
Pytania, które zadawał sobie już setki razy.
Może to koniec.
Może to wszystko, co zostało.
Ta pustka.
Ten chłód.
Ta nicość.
Może ludzie mieli rację.
Może coś we mnie jest złamanego.
Na zawsze.
Dopóki nie zobaczył sylwetki na krawędzi nabrzeża.
Ktoś tam stał...
Zbyt blisko...
Zbyt spokojnie.
I nagle... poczuł coś.
Nie litość.
Nie strach.
Coś gorszego.
Rozpoznanie.
-Hej..-
powiedział, choć nie wiedział po co.
Tamten się nie odwrócił.
-Piękny widok, co?-
odezwał się nieznajomy, patrząc w czarną toń.
Podszedł bliżej.
Zapalił papierosa.
Podał mu jednego.
Siedzieli w milczeniu.
Dym mieszał się z mgłą nad wodą.
"To ja."
Pomyślał.
"To ja, gdybym zrobił jeszcze jeden krok."
-Ile razy można próbować?-
zapytał nieznajomy po chwili.
-Czego?
-Wszystkiego. Miłości, szczęścia... życia.
Parsknął śmiechem.
Gorzkim, suchym śmiechem.
-Pewnie do momentu, aż przestaniesz czuć.
-A ty czujesz?
-Nie, Nic.
I to była prawda.
Przerażająca, goła prawda.
Nie czuł złości, smutku, strachu.
Nic.
Tylko pustkę.
Wielką, czarną dziurę w miejscu gdzie kiedyś było serce.
Cisza.
Długa.
Ciężka.
-Wiesz co jest najgorsze?-
nieznajomy zgasił papierosa.
-Że nikt nie pyta "dlaczego".
Pytają "jak możesz".
Jakby to była decyzja...
Kiwnął głową.
Rozumiał.
Kurwa, jak bardzo rozumiał.
"jak mogłeś"
"Dlaczego tak się zachowujesz?"
"Weź się w garść"
Jakby to było takie proste.
Jakby wystarczyło chcieć.
-A gdybyś mógł przestać czuć? Kompletnie?-
zapytał.
Nieznajomy spojrzał na niego pierwszy raz.
Oczy miał... żywe.
Za żywe jak na kogoś stojącego na krawędzi.
-To byłbym tobą?
Zastanowił się.
-Nie. Gorzej. Bo przynajmniej ty jeszcze walczysz.
I to też była prawda.
Ten facet walczył.
A on...?
On już nawet nie miał siły walczyć.
Po prostu był.
Istniał.
Oddychał.
Ale nie żył.
Nieznajomy wstał.
Odsunął się od krawędzi.
-Dziwne... Myślałem, że jak już nic nie czujesz, to masz spokój.
-Nie ma spokoju. Jest tylko pustka.
Nieznajomy odszedł.
Został sam.
Ale coś było inne.
Małe.
Ledwo zauważalne.
Pytanie.
"A jeśli to nie koniec...?"
Wstał.
Zgasił papierosa.
I ruszył dalej.
Nie uciekał już od myśli.
Po prostu szedł.
Part III
Usiadł na ławce.
Nie wiedział, kiedy dotarł do parku.
Może przed chwilą, może godzinę temu...
Nie miało to znaczenia.
Zmęczenie opadło na niego jak mokry koc.
Nie fizycznie.
Gorzej.
Zmęczenie życiem.
Zmęczenie próbowaniem.
Zmęczenie udawaniem, że wszystko jest w porządku.
Ktoś usiadł obok.
Nie spojrzał.
Nie miał siły.
Cisza,
Długa.
Ale dziwnie... lekka.
-Zimno dziś-
powiedziała kobieta.
Głos miała... inny.
Spokojny.
Znajomy..?
-Nie czuję-
odparł automatycznie.
-Wiem.
Spojrzał na nią.
I zamarł.
Znał ją.
Nie widział skąd.
Nie pamiętał kiedy.
Ale znał.
Twarz wydawała się znajoma i obca jednocześnie.
Oczy ciemne, ale ciepłe.
Coś w sposobie w jaki patrzyła...
Coś..
-Kim...?-
zaczął, ale słowa uwięzły w gardle.
Lisa?
Nie.
To imię po prostu przyszło mu do głowy.
Ale dlaczego?
Dlaczego czuł, że to ona?
Siedziała i patrzyła w niebo, jakby znała odpowiedź na pytania,
których nawet nie zadał.
-Wiesz ile razy cię ratowałam?-
zapytała po chwili.
Głos miała zmęczony, ale bez pretensji.
-Nie.
-Kilka razy.
Serce zabiło mu mocniej.
Pierwszy raz tej nocy.
Co do kurwy..?
- Skąd cię znam?-
wyszeptał.
Uśmiechnęła się.
Smutno.
-Nie pamiętasz? To w porządku. Ja pamiętam.
Milczenie.
Ciężkie, gęste.
Pełne niewypowiedzianych słów.
-Czemu to robisz?-
zapytał w końcu.
-Co?
-Ratujesz mnie. Skoro i tak wszystko bez sensu.
Spojrzała na niego.
I w tym spojrzeniu było coś...
Coś, co sprawiło, że poczuł ból.
Prawdziwy, ostry ból.
-Bo kiedyś, dawno temu, widziałam iskrę w twoich oczach.
I wciąż wierzę, że gdzieś tam jest.
Chciał zaprzeczyć.
Powiedzieć, że się myli.
Że ta iskra dawno zgasła.
Ale nie mógł.
Bo jej obecność...
Ta dziwna więź...
Coś w nim pękało.
-Kim jesteś?-
szepnął.
Wstała powoli.
-Nie ważne kim jestem. Ważne, że jutro...
jutro wyjdź z domu o ósmej rano.
-Dlaczego?
-Po prostu zaufaj mi.
Zaczęła odchodzić.
Chciał ją zatrzymać.
Zapytać więcej.
Zrozumieć.
Ale ona już szła.
Alejką.
Powoli.
I zanim zniknęła, odwróciła się jeszcze raz.
Uśmiechnęła się.
I wtedy...
Poczuł coś.
Małe.
Ciepłe.
Jak echo czegoś dawno zapomnianego.
Został sam.
Ale pierwszy raz tej nocy...
Nie czuł się samotny.
Wstał.
I ruszył do domu.
Z pytaniem:
"Kim ona jest?"
Part IV
Obudził się o siódmej.
Sam.
Bez budzika.
Bez powodu.
Tylko jej głos w głowie.
"Wyjdź o ósmej"
Leżał w ciszy.
Pustka w pokoju.
Pustka w sercu.
To samo co zawsze.
Ale coś było inne.
Wstał.
Ubrał się.
I wyszedł.
Ulice były puste.
Miasto spało.
On szedł.
Bez celu.
Po prostu... szedł.
I wtedy to zobaczył.
Mały plac zabaw.
Stary.
Zardzewiały.
Zapomniany.
Stanął.
To miejsce...
Serce zabiło mocniej.
Szybciej.
Boleśnie.
Huśtawka kołysała się delikatnie na wietrze.
Niebieska farba złuszczona i wyblakła.
Znał to miejsce.
Podszedł bliżej.
Nogi niosły go same.
Miał siedem lat.
Mama siedziała na ławce.
Patrzyła jak się huśta.
Uśmiech miała taki... ciepły.
-Mamo, patrz jak wysoko!
-Widzę cię, kochanie... widzę cię...
A potem...
Potem mama odeszła.
I on nigdy tu nie wrócił.
Wymazał to miejsce.
Zakopał głęboko.
Razem z bólem.
Razem z tęsknotą.
A teraz stał tu znowu.
I coś pękło.
Łzy.
Gorące.
Prawdziwe.
Pierwsze od... lat.
Usiadł na huśtawce.
Zamknął oczy.
Zobaczył ją.
Mamę.
Jej twarz.
Jej dłoń na jego policzku.
-Kochanie... zawsze pamiętaj...
Nawet w ciemności możesz znaleźć światło.
Otworzył oczy.
Lisa.
Stała pod drzewem.
Patrzyła na niego.
Bez słów.
Skinęła głową.
Jakby mówiła: "Widzisz? To wciąż tam jest."
I zniknęła.
Siedział sam.
Na huśtawce.
Z łzami na twarzy.
Ale tym razem...
Nie była to samotność pustki.
Była to samotność zrozumienia.
Wstał.
Otarł łzy.
Spojrzał w niebo.
Słońce przebijało się przez chmury.
"Może... może to nie koniec."
Ruszył do domu.
Inny.
Zmieniony.
Jeszcze nie uzdrowiony.
Ale z czymś nowym w środku.
Małą.
Kruchą.
Iskrą.
KONIEC
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania