ja Weronika
z wieczornej ciszy uszczknę odrobinę rosy
do przemywania oczu z zakrzepłych obrazów
wyrastają ciernie
tyle ich bierzesz do snu
zapobiegliwi próbują je zapić
myśląc że rozcieńczone
nie będą się układały w plamy na słońcu
skąd na pewno nie widać jak starasz się nie zasnąć
podczas jednej z wielu burz
sosna oparła się o mój dom niczym poprzeczna belka
którą niosłeś aż skończyła się droga
to nie to drzewo i nie ten ogród
a znój ten sam
ostry zapach strachu i potu
mogłabym znowu przyjść otrzeć ci twarz
tylko zapukaj w ścianę a skrzypną drzwi
zabrzęczy tłum napierający na okno
Komentarze (4)
Między plewami widzę świetny wiersz...
Trzeba by go jednak wydobyć.
Ten tekst jak drożdżowe ciasto. Trza by go jeszcze nieco przerobić. Jak zawsze u Ciebie są piękne fragmenty. Moim zdaniem w pierwszej strofie powinnaś się zdecydować na to czy >przemywasz oczy z zakrzepłych obrazów< (znakomite) czy > z zakrzepłych obrazów wyrastają ciernie< . "znój ten sam"? Tam były straszliwe rany i lała się krew. Tłum na końcu jako efekt pukania nieco mnie zdziwił. Przeczytać jednak było warto.
Igalgo→Jestem na Tak:)
Hm...sosna otarła twarz skrzypiąc w okno ?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania