ja Weronika

z wieczornej ciszy uszczknę odrobinę rosy

do przemywania oczu z zakrzepłych obrazów

wyrastają ciernie

tyle ich bierzesz do snu

 

zapobiegliwi próbują je zapić

myśląc że rozcieńczone

nie będą się układały w plamy na słońcu

skąd na pewno nie widać jak starasz się nie zasnąć

 

podczas jednej z wielu burz

sosna oparła się o mój dom niczym poprzeczna belka

którą niosłeś aż skończyła się droga

 

to nie to drzewo i nie ten ogród

a znój ten sam

ostry zapach strachu i potu

 

mogłabym znowu przyjść otrzeć ci twarz

tylko zapukaj w ścianę a skrzypną drzwi

zabrzęczy tłum napierający na okno

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Tjeri 2 miesiące temu
    Między plewami widzę świetny wiersz...
    Trzeba by go jednak wydobyć.
  • piliery 2 miesiące temu
    Ten tekst jak drożdżowe ciasto. Trza by go jeszcze nieco przerobić. Jak zawsze u Ciebie są piękne fragmenty. Moim zdaniem w pierwszej strofie powinnaś się zdecydować na to czy >przemywasz oczy z zakrzepłych obrazów< (znakomite) czy > z zakrzepłych obrazów wyrastają ciernie< . "znój ten sam"? Tam były straszliwe rany i lała się krew. Tłum na końcu jako efekt pukania nieco mnie zdziwił. Przeczytać jednak było warto.
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Igalgo→Jestem na Tak:)
  • Jacom JacaM 2 miesiące temu
    Hm...sosna otarła twarz skrzypiąc w okno 😉

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania