Jabłonka

Przyszedł dzień, nic szczególnego,

jak wcześniejszych dni wiele,

jednak pojawiło się coś nowego

i może to nawet było w niedziele.

 

Może to nie jakieś wyjątkowe zdarzenie,

bo jakie zalety może mieć taka sadzonka,

z mistrzowskim w nazwie pochodzeniem,

miejsce w ogrodzie znalazła jabłonka.

 

Drzewko jak inne na cienkim patyku,

kilka raptem gałązek z listkami małymi,

rosła sobie bez nawozów i kosmetyków,

w rzędzie równo razem z innymi.

 

Rok gonił następny, lata mijały,

jabłonka wiernie przy płocie stała,

pory roku jej ubranko zmieniały,

a ona nigdy na nic nie narzekała.

 

Jesienią zrzucała swą szatę kolorową,

zimą spała cicho pod białą pierzyną,

by wiosną świat zachwycać na nowo

i zmysły obudzić wonną nowiną.

 

Przywdziewa wtedy sukienkę z kwiatów,

bawiąc się w słońcu pięknymi barwami,

rozchyla płatki dla spragnionych owadów,

jakby szepcząc, zachęcała cichymi słowami.

 

Lgną do niej pszczółki z całego ula,

przyciąga swym wyjątkowym urokiem,

przyjdź, dotknij, powąchaj, przytulaj,

naciesz się zapachem i oczy widokiem.

 

Na jesień gałązki ku ziemi kieruje,

jakby dar składając w pokłonie,

najlepsze swoje owoce prezentuje,

bez trudu, prosto na nasze dłonie.

 

Co się teraz stanie, jak to teraz będzie,

los zaplanował nam pożegnanie,

my znajdziemy nasz dom wszędzie,

ona w tym miejscu samotnie zostanie.

 

A może przeczuwa, co serce ukrywa,

może wśród liści cichutko szlocha,

a gdy będziemy kolejne jabłko zrywać,

bez słów zapyta kogo teraz ma kochać.

 

I w tym żalu, smutku, bezsilności,

płacze codziennie nad ranem

łzami rosy pokrywając owoce i liście,

zakrywa wstydliwie niewidoczną ranę.

 

Jabłka czerwone, soczyste, dojrzałe,

jakby zebrały się w nich wspomnienia,

mięsiste, słodkie, i duże i małe,

płodzi je, jakby bała się zapomnienia.

 

Jakby zebrała przez wszystkie swe lata,

każdą kroplę deszczu, każdy promień słońca,

ciepło poranków i uśmiech lata,

jakby zatrzymać chciała przeczucie końca.

 

I choć tak trudno pogodzić się z losem,

gdy smutek za gardło mocno trzyma,

gdy mówi się o tym łamiącym głosem,

i nie wiadomo, jak tą żałość przetrzymać.

 

Bo są drzewa, których się nie zapomina,

są smaki ukryte w ich najlepszych owocach

i smaczne chwile, które będziemy wspominać

i smaczne sny przeżywać po nocach.

 

I kiedy już przyjdzie godzina rozstania,

gdy cisza otuli znajomy zakątek,

będziemy pamiętać mimo przemijania,

zachowamy w sercu najpiękniejszy początek.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Barmaria

    Bardzo ciepły, smaczny i soczysty tekst. smaki dzieciństwa i młodości zapamiętane na zawsze.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania