Jackie
Ona czuwa nad każdym krokiem
Nad przepaścią buduje most
W ciemnościach pokoju snuje swym wzrokiem
By móc przyjąć kolejny cios
On niczym suseł śpi noc całą
Śni o czymś czego dokonał sam
Jeszcze nie wie że okrzykną go chwałą
I że nie przeżyje do trzynastej kolejnego dnia
To był ciepły listopad sześćdziesiątych lat
Ale w powietrzu narodziło się coś złego
Pędzący samochód był szybszy niż wiatr
Już można było uznać Go za martwego
Na Jej różowej garsonce była Jego krew
I wtedy zrozumiała czemu tak czuwała
Bo to co nazywali amerykańskim snem
Prysnęło szybciej niż bańka mydlana
Komentarze (1)
Klątwa tego rodu. Jak z tragedii greckiej. Nomen omen.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania