Jak głaz
Pośród strumyku ozdobionego iskrami,
Którego miłosiernym jest szum i zapach,
Idąc przez szal usypany liśćmi
Depcząc umyślnie ciche ich głosy.
Tam głaz widnieje, szarością rzuca,
Tak stale miejsca swego pilnując.
Jego ramiona aż w nim zadrżały —
Nie? To złudzenie oczu poety.
Gdzie dusza moja w innej istocie?
W oddali trwasz przez wyścig dnia,
Gdy słońce skruszy twe ciepłe oczy,
Tak iskra dotknie ich, rzuci czar.
Jak głaz skończysz, umyśle bierny,
Gdzie krok twój ustał, ty łamiesz skroń.
Twój ruch tak cierpki, że aż pobladły —
Kamieniem jesteś za dnia i w noc.
A kiedy liście przykryją twe ślady,
I strumień poniesie je dalej bez słowa,
Ty nadal trwać będziesz — zimny i blady,
Jak miłość, co nigdy urosnąć nie mogła.
Pozostajesz patrząc, gdy trawy rosną
Oglądasz ich zieleń, rosę, z zamętu mgłę.
Ty skryty łajdaku.
Komentarze (1)
I to zakończenie zaskakujące- 5
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania