Jak kamyk.
Jak mały kamyk wyrzucony na morski brzeg.
Starający się o dom nim spadnie śnieg.
Tak ja wyrzucona z otchłani świata.
Uczę się jak żyć od zimy do lata.
A w drodze na sam szczyt, nie pomoże mi anioł sróż.
Bo on już zbyt wiele przetrwał burz.
I kazał mi samej biec.
I znaleźć wielki piec.
Bym z innej gliny ulepiła się.
Komentarze (4)
Bardzo ładny wiersz.Dwa przedostatnie wersy trochę mi się nie kleją,ale to tylko moje zdanie.Leci 5.
Dzięki
Twój wiersz jest na tyle dobry, że w wyobraźni nakreśliła mi się cała sceneria pasująca do niego :)
Miło to słyszeć.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania