Jak przeżyłem koniec dziadka

Dziadek odszedł w maju. Dziewięćdziesiąt jeden lat. Piękny wiek – tak mówią. Pamiętam dokładnie, co robiłem, kiedy zadzwonił telefon z Baborowa, z DPS-u. Głos matki był suchy, jakby czytała telegram. Od tamtej pory czuję się obco – w Racławicach, w górach, we własnym domu. Wszystko stało się trochę za duże albo za puste.

Racławice, moje pierwsze gniazdo, zamieniły się w cmentarzysko bliskich. Każde pole, każda uliczka ma teraz czyjeś nazwisko wyryte na kamieniu. Inne miejsca – te, które kiedyś wydawały się ważne – przestały cokolwiek znaczyć. Mogę być wszędzie albo nigdzie. Różnica jest żadna.

Maj to zły miesiąc na umieranie. Końcówka maja pachnie już nie kwitnieniem, a czekaniem na owoce, których jeszcze nie ma. Nadzieja wisi w powietrzu, ale jest już trochę zwiędła.

Chłopcy ze szkoły, w której pracuję, mają po naście lat. Akurat tyle miał w latach czterdziestych dziadek, który żył w zupełnie innym świecie, dawno, dawno temu. Miał tyle lat, ile ja mam obecnie w siedemdziesiątym drugim roku, ale był inny niż ja: wąs, twardy kręgosłup, rodzina na utrzymaniu, tajemnicze wynalazki w szufladzie. Ja, niespełniony inżynier i muzyk, czuję, że nigdy mu nie dorównam.

Przesuwam się właśnie o jedno oczko wzdłuż linii życia. Za mną matka. Przede mną – już tylko to, co kiedyś zajmował dziadek. Nic nie trwa wiecznie, nawet kolejność.

Chciałbym jeszcze napisać coś o ludziach mi współczesnych, nim sam stanę się wspomnieniem. Współcześni ludzie mówią innym językiem – ulicznym, korporacyjnym, zimnym. Utylitaryzm. Dziadek by nie zrozumiał. A może zrozumiałby i tylko pokręciłby głową.

Na koniec została po nim rzecz najdziwniejsza.

Maszyna do przewidywania dat śmierci.

Nie żartuję. Trzy miesiące wokół daty urodzin – a to się zawsze sprawdza – plus rok, który wypluwa na samym końcu. Nie mam do niej instrukcji. Wszystkie szpargały – wiersze, szkice, stare obrazki z Brzeżan, diagramy jego wynalazków – wyrzuciłem kiedyś w złości na śmieci. Dziś żałuję.

Dlatego od teraz postanawiam się już nie spieszyć. Z niczym. Pamiątki niech leżą w pudłach. Niech będą instrukcjami do innych światów. Zdążyć to się zawsze zdąży. Na ostatni pociąg nie spóźnimy się, zanim ktoś „posprząta” po nas.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (11)

  • maciekzolnowski 19.08.2020
    Spróbuję określić gatunek za pomocą słów kluczowych, okej? A więc tak: fantasy, science fiction, króciak, sentymentalne wspomnienia, ale podane w bardzo dziwnej formie, sami zobaczcie jakiej, wreszcie też rozmowa z samym sobą.
  • maciekzolnowski 19.08.2020
    Przede wszystkim jest to opowiadanko, dziwne, bo dziwne, ale jednak. :-)
  • Józef Kemilk 19.08.2020
    Fajny klimat, dobrze napisane i przekazujące coś wartościowego. Co do maszyny to wystaw ją na allegro:) Po co znać swoją datę śmierci.
  • Jarema 19.08.2020
    Znałem z literatur kilka osób, które określiły bardzo dokładnie datę własnej śmierci i to się spełniło. Nie mogę sobie niestety teraz przypomnieć, którzy to byli. Ale z reguły jacyś mistycy. Jak sobie przypomnę, kto to był, to napisze.

    A tekst ciekawy.
  • maciekzolnowski 19.08.2020
    # Dzięki, jak sobie przypomnisz, Jarema, to koniecznie mi napisz, please.

    # JK. No albo na eBaya. Jeszcze lepiej. A może jest coś takiego, jakiś algorytm albo co? Sprawdzał ktoś? :)
  • maciekzolnowski 19.08.2020
    Znalezione na szybko:
    https://www.planeta.pl/Grawitacja/Technologie/nowy-algorytm-google-przewiduje-skutecznie-ludzka-smierc
  • Tjeri 19.08.2020
    Wiem aż za dokładnie o czym piszesz. Kiedy przyjeżdżasz w rodzinne strony (w dodatku znam miejsca o których piszesz) i widzisz, że coraz bardziej schorowani rodzice, nie mają już sąsiadów. I nie cieszy fakt, że miejscowość wyładniała. Dla mnie to degradacja. Wolałam ulicę i chodnik z dziurami (takimi, że mama w szpilkach bała się chodzić), brzydsze domy, ale na ulicy był tak mały ruch, że jeździliśmy na wrotkach, czy graliśmy w "paletki". Za to ruch był na (dziś prawie wymarłym) dworcu. A ile wagonów towarowych tam stało! I piękne lipy (wycięte chyba w zeszłym roku) w alei dworcowej. Ależ tam się bawiło...
    A co do śmierci w maju... Babcia mawiała, że "najwięcej starych na wiosnę umiera."
    Dzięki za sentymentalną chwilę. :) Fajny tekst
  • Marian 19.08.2020
    Piekny tekst. Taki swojski, aż ciarki przechodzą.
    Dziadkowie to jest temat rzeka. Ja miałem takiego wąsatego, a on miał owczarka podhalańskiego. Gdy dziadek zmarł, po dwóch tygodniach zmarł też pies. Byli nierozłączni.
    Pozdrawiam.
  • Bajkopisarz 19.08.2020
    "zmieniły się nie do poznania w cmentarzysko bliskich"
    Przygnębiłeś mnie tym zdaniem. Wiadomo, ze tak jest, ale lepiej nie uświadamiać sobie. Jak myślę o wiosce, gdzie mieszkali dziadkowie i różne ciotki, do których jeździło się na wakacje w czasach wczesnoszkolnych, to teraz faktycznie jest to cmentarzysko. Nie ma łąk, nie ma stajni, nie ma stodoły, nie ma już tamtego domu. Przyszło nowe.
    Ae stare będzie tak długo istniało, póki chociaż jedna osoba będzie pamiętać.

    Czy można wyliczyć datę własnej śmierci? Przypomina mi się taka historyjka, jak jedna szeptucha, ciesząca się dużym uznaniem za trafne porady, zapytana kiedy będzie koniec świata odpowiedziała że w październiku. Ludzie się przerazili, ale nastał listopad i świat dalej istniał. Ktoś poszedł do szeptuchy zapytać, jak to się stało, ze się omyliła, i odkrył że babka zmarła kilka dni wcześniej. Dla niej koniec świata nastał zgodnie z przepowiednią - w pażdzierniku.
  • maciekzolnowski 19.08.2020
    Fajna historia z tą szeptuchą. "A stare będzie tak długo istniało, póki chociaż jedna osoba będzie pamiętać". Dobrze powiedziane!

    Dzięki Wszystkim za komentarze.

    Tjeri, musimy pogadać. Twoja znajomość stron mi bliskich mnie zaintrygowała. :-)
  • Tjeri 19.08.2020
    :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania