Poprzednie częściJak zostałem profesorem
Pokaż listęUkryj listę

Jak w Covidzie zostałem zawodowym sportowcem

(...)

Obostrzenia i złagodzenia w przebywaniu w przestrzeni publicznej następowały naprzemiennie przez dwa lata. Jednak ogólnie dostępnych siłowni i sal fitness nie spotykał „zaszczyt” okresowych złagodzeń; były przez cały czas zamknięte.

 

Po roku bezczynności, w kwietniu 2021, otrzymałem maila z mojej siłowni, że prawnicy tej ogólnopaństwowej firmy wykryli furtkę w rządowym rozporządzeniu o lockdownie. Była tam lista krajowych związków sportowych dla zawodowych sportowców i członków kadry narodowej, którym można było udostępnić salki sportowe. Tą furtką okazał się, wymieniony na tej liście – Polski Związek Przeciągania Liny.

 

Pierwszy raz usłyszałem o takim związku. To nie było ważne; ważniejszym okazała się informacja w mailu, że tenże PZPL zaczął teraz skupiać, oprócz amatorów, również zawodowych sportowców. Dla nich można więc było otworzyć siłownie, aby mieli gdzie trenować. Najważniejsza informacja była ukryta w treści listu – zawodowym przeciągaczem liny mógł zostać każdy, niezależnie od wieku i dotychczasowych osiągnięć. Osiągnięcia miały dopiero przyjść po systematycznych, ogólnorozwojowych treningach. Właściwie a priori nowi in spe zawodowcy mogli się poczuć członkami kadry narodowej. Dla osiągnięcia tego celu idealnie nadawały się akurat ćwiczenia fizyczne w siłowniach...

 

Droga do osiągnięcia statusu „zawodowca” była maksymalnie skrócona w czasie i bez nadmiernych formalności – wystarczyło wysłać na wskazany adres wniosek o przyjęcie do PZPL i zapłacenie rocznego abonamentu w wysokości około 20 złotych; czyli tyle, ile kosztowała paczka papierosów. Frontem do klienta! Na takie koszty mogłem sobie pozwolić. Zaryzykowałem własne pieniądze i…

 

„Noo, to jednak nie oszuści, pracują w tym związku uczciwi ludzie” – odetchnąłem z ulgą, kiedy już następnego dnia otrzymałem pisemne potwierdzenie przyjęcia do związku i statusu „zawodowego sportowca”. „I niech ktoś powie, że mocno dojrzali ludzie nie mogą być zawodowcami?! Trzeba tylko mocno chcieć – przemknęła mi przez głowę przyjemna myśl. – Za dwa lata siedemdziesiątka na karku, a dochrapałem się takiego statusu. Właściwie zostałem członkiem kadry narodowej w przeciąganiu liny”.

 

Mocno mnie podbudował taki efekt starań. Jeszcze tego samego dnia udałem się do siłowni, aby sprawdzić w praktyce możliwość korzystania z jej maszyn. Słowa, które usłyszałem w wejściu: „Oczywiście, jest pan przecież zawodowym sportowcem” ukoiły moje obawy, a nawet wzbiły w dumę. Dowiedziałem się, że nie byłem wyjątkiem – liczba członków w PZPL wzrosła bardzo gwałtownie, o tysiące procent.

 

Zabrałem się solidnie za ćwiczenia, aby być godnym tego miana. Systematyczność odwiedzania siłowni UP była podstawą. Jednocześnie duża mniejsza liczba uczestników okazała się dodatkowym, nieoczekiwanym plusem – nie było natłoku ani czekania w kolejce do obleganego przyrządu.

 

Dwa razy, w mojej obecności, naszli siłownię kontrolerzy – silna grupa policjantów i strażników ze straży miejskiej. Nie mogli się jednak przyczepić, gdyż obowiązująca norma – 10 metrów kwadratowych powierzchni na jednego ćwiczącego – była zachowana. Najważniejsze – wszyscy ćwiczący musieli się przedstawić i… na szczęście wszyscy mieliśmy papiery o zawodowstwie! Uff…

 

…Po roku, w maju 2022, zniesiono stan epidemii i zrezygnowałem z członkostwa w Polskim Związku Przeciągania Liny. Nie byłem jedynym. Przeciwnie – tak, jak rok wcześniej nastąpił „owczy pęd” do zapisywania się, to teraz nastąpił gwałtowny odpływ…

----------------

*z nowo pisanych wspomnień

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania