Jak zjeść sąsiada?

Czasami budzisz się i stwierdzasz, że masz nietypową zachciankę. Naszła cię ochota na cukierki o smaku migdałowym albo sok z mango. Skąd się wzięła ta potrzeba? Przecież do tej pory cię to nie interesowało. Może to przez sen, który cię nawiedził tuż przed obudzeniem i nie zdajesz sobie z tego sprawy, bo go nie pamiętasz? Albo wieczorem obejrzałeś reklamę, którą twój mózg podświadomie uznał za wyjątkowo interesującą?

Nieważne, skąd się wzięła, ale domaga się zaspokojenia. Jest jak cierń w nodze albo swędzący pryszcz.

Dziś rano obudziłem się i poczułem, że jedyne, na czym mi zależy to zjedzenie sąsiada.

Nie sądzę, żebym był kanibalem. Przynajmniej jak do tej pory nie miałem z tym problemu, ale podobno niektóre rzeczy wychodzą z wiekiem.

Obserwowałem dom sąsiada i zauważyłem jak opuścił budynek i udał się w kierunku przystanku autobusowego. Ruszyłem za nim. Nie wiedziałem, dlaczego to robię.

Kiedy dotarłem na przystanek, podszedłem do sąsiada, który uśmiechnął się na mój widok. Nie mogłem mu jednak odwzajemnić się tym samym.

- Dzień dobry – powiedział. – Jak się spało?

Zbyłem jego pytanie machnięciem ręki.

- Niezbyt fajnie. Mam do pana pewną prośbę, lekko nietypową.

- O co chodzi?

- Chciałbym ponegocjować. Czy mógłbym odkroić sobie kawałek pana?

- Słucham?

- Jakąś mało istotną część ciała, której pan wcale nie używa.

Jego oczy zmieniły się w dwa wielkie spodki.

- Uprawia pan czarną magię?

- Ja… Przepraszam. Naprawdę nie wiem, co we mnie wstąpiło.

- Mogę panu ofiarować kilka włosów.

- Nie, proszę nie traktować tego personalnie. Żartowałem. Mam nietypowe poczucie humoru.

Odszedłem pospiesznie. Gdyby wyszły na jaw moje kulinarne obsesje, miałbym spore problemy. Jedzenie ludzi nie wydaje się zgodne z prawem.

Cały czas prześladowała mnie jednak myśl o sąsiedzie. Nie mogłem ot tak o tym zapomnieć. Zamiast do własnego domu, skręciłem w stronę budynku stojącego obok. W środku na pewno przebywała żona sąsiada. Postanowiłem w zamian spróbować zjeść właśnie ją.

Zapukałem do drzwi. Otworzyła mi od razu, jakby widziała, że nadchodzę i zdążyła się przygotować. Była kompletnie naga. Zaniemówiłem, gapiąc się na jej sutki, jakby to były oczy, nie ośmielając się jednak spuścić wzroku niżej.

- Przepraszam, właśnie brałam kąpiel – powiedziała, jakby to ją usprawiedliwiało. Nie dostrzegłem na jej ciele ani kropli wody, za to ja zacząłem się obficie pocić.

- Nie powinienem był przychodzić – bąknąłem. Odwróciłem się na pięcie i odszedłem.

Zupełnie przeszła mi ochota na jedzenie.

Wróciłem do mieszkania i zacząłem intensywnie myśleć. Działanie pod wpływem impulsu to najgorsza możliwa droga. Poranne zachcianki wydały mi się teraz kompletnie absurdalne.

Nagle zadzwonił telefon. Ostatnio ciągle dręczyli mnie telemarketerzy. Ich natrętne głosiki przywarły mi do mózgu jak masło do chleba.

- Słucham?

- Dzień dobry. Dzwonię z firmy „Reflux4Fun”. Czy rozmawiam z osobą pełnoletnią?

- Tak, ale…

- Czy mieszka pan w domu jednorodzinnym?

- Tak, ale…

- Czy jest pan mężczyzną?

- Tak, ale… Zaraz, co to za pytanie?

- Czy interesuje się pan kanibalizmem?

Zamurowało mnie. Niemożliwe, żeby ci telemarketerzy byli aż tak dobrzy i potrafili na odległość wyczuć potrzebę klienta. Może zdradził mnie głos. Może to jak z alkoholikami – od razu widać.

- Nie rozumiem – odparłem.

- W trosce o dobro konsumenta oferujemy najwyższej jakości mięso z ludzi.

- Ale… Kim pan jest?

- Wysokiej jakości robotem. Dziś rano wpisał pan w wyszukiwarkę w swoim telefonie słowo „kanibalizm”, a potem „jak zjeść sąsiada”.

Potrzebowałem wiaderka, tak obficie się pociłem. Prawdopodobnie dlatego zabrakło mi śliny w ustach i przełknąłem powietrze.

- Niemożliwe. Wcale tego nie zrobiłem. Nic mi nie udowodnicie.

- Spokojnie, dbamy o naszych klientów. Pod warunkiem, że będzie pan NASZYM klientem.

- Czyli muszę coś zamówić?

- Oczywiście. Na tym zarabia nasza firma.

- Ale ja mam konkretne preferencje.

- Słucham.

- Mój sąsiad…

- Tak, pan Arnold Wniebiewzięty.

- Skąd wiecie?

- Jesteśmy dobrzy w tym, co robimy. W trosce o dobro naszej firmy nie możemy zdradzić wszystkich naszych źródeł.

- Chciałbym zjeść mojego sąsiada.

- Oczywiście, da się zrobić. Całego, czy konkretną część?

- Może być udko.

- Świetnie! Przyślemy panu kurierem już za godzinkę.

- Tak szybko? Jak to możliwe? Ile to będzie kosztowało? Płatność przy odbiorze?

- Przesłałem panu na maila szczegółowe dane odnośnie zamówienia. Niestety muszę się już rozłączyć, gdyż czekają na mnie inni klienci. Miłego dnia i smacznego!

Rozłączył się. Skurkowaniec! Naciągacz! Zero kultury!

Nie miałem czasu rzucać w myślach wyzwiskami, gdyż ktoś zadzwonił do drzwi. Niemożliwe! Nawet Chuck Norris nie uwinąłby się tak szybko.

To jednak nie był kurier, a żona sąsiada. Odetchnąłem z ulgą. Miałem nadzieję, że to tylko żarty i nikt nie przyśle mi dziś żadnej przesyłki. A co, gdyby ktoś zamówił sobie na przykład mnie na podwieczorek?

- Przepraszam, ale nie czuję się dziś najlepiej – powiedziałem zgodnie z prawdą.

- Ja tylko na chwilę. Muszę ci coś wyznać.

Wcisnęła się do mojego mieszkania niczym kotka.

- Dziś rano obudziłam się z niesłychanie silną i nieprzyzwoitą ochotą na zrobienie czegoś, czego na pewno bym żałowała. Ale teraz czuję, że to mnie rozsadza od środka, jakby w moim brzuchu siedziała bomba atomowa. A wszystko skupia się właśnie na tobie. Kiedy zapukałeś do moich drzwi, wiedziałam, że nie dam rady się powstrzymać.

- O nie! Ty też tak masz?

- Jak to też? Zresztą nieważne, zaspokójmy nawzajem swój głód.

Rzuciła się na mnie, ale udało mi się ją odepchnąć. Na trzęsących się nogach wbiegłem po schodach na górę i zamknąłem się w sypialni. Miałem jedynie nadzieję, że drzwi wytrzymają, a moja sąsiadka nie zdecyduje się na kopa z półobrotu.

Stukała, pukała i jęczała, ale nie zamierzałem otwierać. Jeśli nie uda się jej wtargnąć przemocą, na pewno sam z własnej woli jej nie wpuszczę.

Dlaczego wszystkich ogarnęła nagle mania wzajemnego pożerania? Jedyne pocieszenie stanowił fakt, że nie byłem w tym osamotniony.

- Idź sobie i zrób to komuś innemu – wymamrotałem.

- Ale dlaczego? Myślałam, że też masz na mnie ochotę.

- Nie, ja… miałem rano chętkę na twojego męża.

- Co?

- Naprawdę nie wiem, skąd mi się to wzięło.

- Jesteś gejem?

- Nie! Ja tylko chciałem go zjeść. A tobie o co chodzi?

No tak, jej zachcianki były znacznie bardziej przyziemne. Na dodatek przyznałem się do winy. Już chciałem zacząć się usprawiedliwiać i udawać, że tylko żartowałem, ale zadzwonił jej telefon. Odebrała.

- Nie, nie jestem zainteresowana państwa ofertą. Czy naprawdę musicie dzwonić codziennie? Spierdalajcie!

Jej wrzask poderwał mnie na nogi. Czemu ja nigdy nie byłem tak stanowczy wobec tych natrętów? Po drugiej stronie słuchawki nie było przecież ludzi, tylko roboty.

- Czego chcieli? – zapytałem.

- Dzwonili z firmy farmaceutycznej. Namawiali na szczepienie. Przecież wczoraj byłam.

Wczoraj. Ja także byłem do szczepienia dzień przed tym jak pojawiły się u mnie natrętne myśli dotyczące sąsiada. Jego żona także dziś rano stwierdziła, że ma na mnie ochotę. To nie przypadek. W tych szczepionkach było coś paskudnego.

- To jak? Otworzysz, czy nie? – zapytała.

- Posłuchaj mnie. To bardzo ważne. Wiesz, skąd się u nas biorą te niechciane myśli? Zaszczepili je nam. Ja też byłem wczoraj w przychodni. Pielęgniarka wbiła mi igłę, twierdząc, że to szczepionka. A wiesz, co to naprawdę było? Zachcianka, która przez noc dojrzała.

- Więc w internecie pisali prawdę?

- Tak.

- I Wielki Potwór Spaghetti też istnieje? A seks analny likwiduje cellulit?

- Co? Nie. Nie wiem. Nie wszystko, co tam piszą to prawda.

- Skąd wiadomo, komu ufać? Komu wierzyć?

- Mnie możesz zaufać.

- Podobno chciałeś zjeść mojego męża.

- No tak, ale… To nie tak jak myślisz.

Usłyszałem jak pod mój dom podjeżdża samochód. Wyjrzałem przez okno. Przybył kurier. Faktycznie, szybcy są.

- Musisz już iść – powiedziałem. – Nie zaspokoisz dziś na mnie swoich żądzy.

- Dlaczego?

- Wynoś się!

- Jesteś… okropny.

Słyszałem jak schodzi na dół, a potem otwiera drzwi i mówi coś do kuriera. Później zadzwonił dzwonek.

Opuściłem sypialnię pełen złych obaw. Kurier wyraźnie się niecierpliwił, bo dzwonił bez przerwy.

- Przesyłka dla pana – powiedział na mój widok.

- Ale ja nic nie zamawiałem.

- Mam tu napisane…

- Gówno mnie to obchodzi. Czego nie zrozumiałeś? Nic nie zamawiałem! Wynoś się!

- Ale…

- Zwrot do nadawcy!

Kiedy kurier odjechał, usiadłem na progu i ukryłem twarz w dłoniach. Zdałem sobie sprawę, że telemarketerzy i dostawcy to bardzo niewdzięczne zawody, a ja w ciągu jednego dnia popełniłem więcej błędów, niż przez całe życie.

Nie wiem jak długo tak siedziałem i rozmyślałem, aż w końcu usłyszałem obok siebie głos sąsiada?

- Na pewno nie chce pan moich włosów?

Poderwałem się z ziemi i spojrzałem na niego jak na ducha. Teraz to pewnie ja miałem oczy jak spodki.

- Nic panu nie jest? Eee.. Z pana udem wszystko dobrze?

- Jak najbardziej, ale nieustannie dręczy mnie pewna myśl. Obudziłem się dziś rano i dopadła mnie taka potworna zachcianka związana z panem…

Nie zastanawiając się nawet przez sekundę, wbiegłem do mieszkania i zamknąłem drzwi na klucz.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania