Jake i tajemnicze sny. - Rozdział 1. - Początki.
26 stopni Celsjusza. Znowu. Odkąd nastąpił koniec roku szkolnego, temperatura osiągała 20 stopni i wyżej. Jake wszedł do ogródka, usiadł na bujanej huśtawce i wziął łyka wcześniej kupionej i otwartej puszki coli.
Wszyscy jego przyjaciele mieli już plany na wakacje. Oprócz rodziny Jake'a, która zawsze wszystko zostawia na ostatnią chwilę. Jego rodzice byli bardzo zapracowani, nienawidził kiedy rodzice mówili do niego, że nie mają czasu, kiedy on miał właśnie opowiedzieć o swoich ocenach i o tym jak dobrze radził sobie w szkole.
-Cześć. - Przerwała rozmyślania Jake'a, jego znienawidzona i jedyna siostra.
-Czego chcesz smarkulo? - Odpowiedział wiedząc, że Shanelle -gdyż tak miała na imię- odzywa się do niego tylko wtedy, gdy czegoś od niego chce.
-Oj rozchmurz się, są wakacje. Ja na twoim miejscu byłabym bardzo zadowolona. - Wyrzuciła z siebie i usiadła obok brata. - Wiesz przecież, że muszę chodzić do szkoły latem. -Zabrała puszkę Jake'owi i wzięła łyka. -Beznadzieja..
Marie właśnie sprzątała swój pokój, kiedy to ktoś zapukał do drzwi. Z ledwością wstała z białego i miękkiego dywanu, po czym udała się do drzwi wejściowych. Spojrzała przez judasza i wiedziała, że to Mike, gdyż tylko on przysłania ręką małą dziurkę w drzwiach. To był ich taki tajemny znak. Otworzyła drzwi.
-Cześć Mike. -Wpuściła go do środka i zamknęła drzwi. -Co Cię do mnie sprowadza? -Uśmiechnęła się i niezgrabnie odgarnęła włosy na bok.
-Cześć Maryśka. -Roześmiał się Mike i rozsiadł się na miękkiej kanapie w salonie.
Salon był nieduży. Miał długą, wygodną kanapę postawioną na środku salonu. Dwa fotele, które były kompletem wraz z kanapą i niewielki, drewniany stolik na którym stała przezroczysta miska z owocami. Pod dużym oknem stała niewielka szafka, na której ustawiony był plazmowy telewizor. Żyrandol był zrobiony z kryształów, wprawdzie nie tych bardzo drogich, ale równie pięknych. Cały salon był bardzo przytulny, pewnie z powodu jasnego koloru farby na ścianach.
-Ach, no tak zapomniałam. -Odetchnęła Marie i szybko pobiegła do pokoju po niewielką torbę z białym ręcznikiem, strojem kąpielowym i okularami przeciwsłonecznymi. Po czym wróciła i postawiła torbę na podłodze, opierając się o ścianę i krzyżując ręce. -Mieliśmy iść na plażę. -Uśmiechnęła się i ponownie, tą samą dłonią zrobiła ponowny niezgrabny ruch odgarniania włosów na bok.
-Właśnie. -Roześmiał się Mike. -Moja torba została przed drzwiami. Lepiej już chodźmy, chyba, że chcemy gonić złodzieja, uciekającego z moją torbą. -Wstał i przybliżył się do Marie. -Marudo. -Po czym tanecznym krokiem wyszedł z salonu i udał się w stronę drzwi.
Marie wzięła klucze od domu i razem z Mike'iem wyszli z przytulnego domku. Zamknęła drzwi i odwróciła się w stronę Mike'a. Jej uśmiech z twarzy szybko zniknął, widząc przerażoną minę przyjaciela.
-O co chodzi? -Spytała, nerwowo przeczesując włosy ręką, raz w jedną, to w drugą stronę.
-Nie ma jej. -Odpowiedział przerażony chłopak. -Nie ma mojej torby. Były w niej wszystkie moje rzeczy.Telefon,tablet, a przede wszystkim..-Zaczął narzekać zrozpaczony chłopak
-Co przede wszystkim? -Spytała przestraszona dziewczyna. -Chyba nie zabrałeś tego ze sobą? -Nerwowo czekając na odpowiedź.
-A i owszem.. -Zaklnął Mike i osunął się na ziemię. -Zabrałem.
Komentarze (2)
siostra". Moim zdaniem lepiej brzmiałoby "Jego rozmyślania przerwała jedyna, znienawidzona siostra". Takich błędów jak ten zdarzyło Ci się kilka. Nie mam więcej uwag. Trójka :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania