Jakoś leci
— Co tam.
— Nic. Nie jest za dobrze.
— Nie masz roboty?
— Nie. Normalnie robię.
Jebane podatki,
nałogi,
długi, na tyle mnie stać.
Większość czasu —
palenie,
picie
i wiersze.
— A co u ciebie?
— Już wszystko wkurwia:
dzieciaki
i ona,
przypierdala się
do byle gówna.
Przyjedziesz.
Wypijemy łychę.
Pogadamy.
— Nara.
— No, nara.
Kurwa, ktoś dzwoni do drzwi.
Pies ujada.
Pierdolę.
Nie otwieram.
W kuchni napoczęty czteropak.
Na biurku świeży mandat
za przekroczenie prędkości.
W ustach papieros.
Palce na klawiaturze.
Czyjeś kroki
schodzą na dół.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania