Japońskie sushi
Dążenie do osiągnięcia własnej niezależności finansowej i bytowej nie jest usłane różami, jednak może tak się stać pod warunkiem, jak w moim przypadku, kroczenia po samych kolczastych gałęziach. Ciernie kłujące i czepiające się wszystkiego też nie są mi obce, lecz czasami przydarza nam się coś niezwykłego. Okres przedświąteczny sprzyja powstawaniu sytuacji nietuzinkowych, choćby za sprawą bliższej i dalszej rodziny.
Praktykowane od wielu lat przechowywanie seniorów podczas świąt w szpitalach ostatnio kompletnie się nie sprawdza, ponieważ biały personel i administracja wyrobili metody unikania takich sytuacji. Wypracowane techniki postępowania z opornymi opiekunami osób starszych stale są ulepszane i nękają coraz to dalszą rodzinę. Komputerowa baza danych mieszkańców naszego ślicznego kraju stale jest powiększana o najdrobniejsze detale, a szczególnie o więzi rodzinne wszystkich obywateli. Teraz wystarczy mieć do niej dostęp i po wpisaniu danych personalnych osoby, naciska się enter i wyskakują dane z deklaracji podatkowej, stan konta, odbyte wyroki, przekonania polityczne, światopogląd oraz rodzinka aż do najdalszych krewnych. Dzięki temu polepszaniu naszego życia likwidujemy potencjalnych terrorystów, zanim im coś głupiego do łba wpadnie.
Nagle dowiedziałem się od przedstawicielki szpitala, że mam wiekowego krewnego, którym z racji pokrewieństwa powinienem się zaopiekować do pełnego jego wyzdrowienia. Wszelkie moje uniki w postaci wątpliwego pokrewieństwa, nieznajomości fizycznej oraz braku warunków lokalowych, pani wyjaśniała zanim skończyłem o nich mówić do słuchawki. Dzięki krajowemu systemowi informatycznemu wiedziała o mnie więcej niż ja sam. Ciężko jest z kimś polemizować, skoro ta osoba wie ile wypijam miesięcznie kaw na mieście, kiedy ostatnio nabyłem nowe buty z dokładną numeracją, co najchętniej, najczęściej kupuję i w jakich ilościach, zna moje dochody oraz wydatki. Nawet potrafiła mi powiedzieć, w których miejscach miasta najchętniej bywam. Pod wpływem jej słów próbowałem sobie przypomnieć czy rzeczywiście było tak jak ona twierdzi. Niestety moje luki w pamięci okazywały się zbyt obszerne i dopiero ona wprowadzała mnie w szczegóły.
Musiałem wyprosić od szefa dzień urlopu na żądanie, żeby przywieźć ze szpitala do swojego domu sędziwego krewnego. Jednak, kiedy powiedziałem jak zamierzam spędzić ten wolny czas od pracy, zaskoczył mnie mówiąc.
- Przyznam się, że nie spodziewałem się po tobie innych uczuć, niż troska o siebie. Dlatego z okazji nadchodzących świąt potraktuj ten wolny pełnopłatny dzień, jako prezent ode mnie.
Starszego pana zastałem na korytarzu szpitala czekającego na wypis, torby z rzeczami osobistymi miał już spakowane i czekał na podpis lekarza. Naszej wzajemnej prezentacji dokonał pracownik szpitalnego działu zaginionych członków rodzin i był to jedyny znany mi osobiście przypadek dowiedzenia się o własnej rodzinie, ponieważ wcześniej miałem wątpliwą przyjemność dziedziczenia długów po innym zmarłym dalekim krewnym.
Dziadek, bo tak na siebie kazał mówić, okazał się całkiem krzepkim i inteligentnym człowiekiem. W przeciwieństwie do mnie doskonale znał wszystkich bliższych i dalszych członków rodziny. Został wypisany ze szpitala przed obiadem i strasznie żałował tego faktu, w przeciwieństwie do całkiem sporej grupy pacjentów, którzy mu zazdrościli możliwości zjedzenia najbliższego posiłku przyrządzonego z dobrych produktów.
- Tutaj niedaleko jest bar mleczny i zanim pojedziemy do wynajmowanego przeze mnie mieszkania, coś tam z pewnością przekąsimy - powiedziałem ugodowo chcąc pocieszyć głodnego.
Niestety popularne kiedyś w naszym kraju liczne bary mleczne zostały wyplenione z rynku gastronomicznego, jak działkowe chwasty, a ich miejsce zajęły różne wyszynki, albo banki. Miejscowy bar uchował się do ubiegłego roku, teraz z zaskoczeniem patrzyłem na szyld lokalu oferującego sushi. Spora liczba klientów wewnątrz sugerowała, że nie najtańsze jedzenie cieszy się sporą popularnością.
- Nie wiedziałem, że go zlikwidowali, teraz podają tutaj japońskie jedzenie, pójdziemy, poszukamy coś innego – zaproponowałem.
- Tutaj jest smaczne?
- Oczywiście tylko, jak dla mnie za drogo – odpowiedziałem na pytanie.
- Ponad pół roku od Świąt Wielkanocnych spędziłem w szpitalu i teraz mam ochotę zjeść coś dobrego.
- Na co dziadek choruje? – zapytałem i miałem nadzieję, że usłyszę coś o niestrawności, albo o zaleceniach lekarza w sprawie diety.
- Zwyczajnie jak inni w moim wieku na starość i samotność. Przestań się martwić o pieniądze, chodź ja stawiam – powiedział i skierował się do środka.
Podniosłem pakunki z chodnika i wszedłem za nim. Mój krewny przez chwilę podziwiał egzotyczny wystrój, następnie wypatrzył wolny stolik i skierował się do niego.
- Ten stolik jest zarezerwowany – powiedział stylizowany na modę wschodnią kelner, zaraz po zmaterializowaniu się przy nas.
- Nie śpieszy się nam, poczekamy i zobaczymy, o której przyjdą klienci? – zapytał dziadek, patrząc w oczy pracownika.
Ten po chwili się zmieszał i powiedział dokładny czas spodziewanych gości. Kiedy dziadek usłyszał odpowiedź, głośno podliczył i wyszło, że za półtorej godziny. Nagle jego zachowanie dobrego wujka uległo zmianie.
- Posłuchaj chłopcze, ja nie zamierzam aż tak długo tu siedzieć. Teraz przynieś kartę i to szybko, jak się uwiniesz będziesz miał więcej czasu na posprzątanie naczyń ze stolika dla nowych konsumentów.
Nawet się nie zastanawiał, pochylił się, podniósł adnotacje z rezerwacją, wcisnął ją młodzianowi w rękę i klepnął go w ramię, żeby się ruszał, a nie stał jak kołek. Zajął miejsce i powiedział do mnie.
- Siadaj.
Kelner niechętnie przyniósł kartę i chciał odejść.
- Gdzie, stój i czekaj na zamówienie – nakazał dziadek.
Zapoznawał się z ofertą lokalu i wypytywał o skład poszczególnych zestawów. Przy tak intensywnym przepytywaniu było tylko kwestią czasu, kiedy kelner się pomyli i w ten sposób ośmieszy. W końcu złożył zamówienie i na koniec powiedział.
- Mógłbyś się synek ździebko poduczyć z tego, co tu sprzedajecie.
Japoński kucharz dość szybko uwinął się z naszym zamówieniem i kelner z fochem nam je podał razem z pałeczkami. Rękami drżącymi z emocji pod wpływem patrzenia na nasz stolik przez połowę bywalców lokalu, rozerwałem opakowanie i nieśmiało zaproponowałem zrobienie tego samego dziadkowi i użycie ich do jedzenia.
- Nie dam rady, popatrz tylko na moje niesprawne dłonie – odpowiedział i głośno pomagając sobie przy tym gestem zawołał w stronę kelnera.
- Panie starszy, podaj pan widelec!
Pracownik obsługi chcąc wykazać swoją wyższość nad klientem odpowiedział.
- Widelców przy konsumpcji nie używamy.
Dziadek tylko się uśmiechnął i z chylił się do jednej z toreb, pogrzebał i wyciągnął komplet sztućców zapakowanych w papierowy ręcznik. Rozpakował zawiniątko i posługując się nożem oraz widelcem zaczął jeść sushi, jak każdą inną potrawę. Prawie wszyscy goście przerwali jedzenie pałeczkami i skupili wzrok na nas, a ja czułem się jeszcze bardziej onieśmielony. Jednak po chwili jeszcze bardziej się pochyliłem nad stołem po usłyszeniu głośnego wołania dziadka.
- Panie starszy, podaj pan chleb!
W lokalu zapanowała radość i już nawet najbardziej poważni konsumenci udający Japończyków nie byli w stanie zapanować nad pałeczkami. Część mniej wprawionych gości w posługiwaniu się drewnem, odstawiła je i bez skrępowania jadła sushi palcami. Ponownie jak wcześniejsza prośba konsumenta i ta nie została zrealizowana, widocznie klient nie jest najważniejszy pomimo tego, że to on płaci.
- Zapamiętaj, my Polacy zawsze udajemy kogoś, kim nie jesteśmy i ten lokal jest najlepszym tego przykładem. Dlatego wystarczy, że wychodzimy z domu i już zapominamy często nawet o naszym człowieczeństwie – uświadomił mnie dziadek, wymachując dla podkreślenia własnych słów widelcem.
Komentarze (5)
Zawsze takie historie lubią się pośmiać z nas. Lepiej zapytać niż popełnić gafę. Miałam dwadzieścia parę lat i po zjedzeniu ostrygi wypiłam wodę z cytryną? A byłam z mężczyzną na którym mi zależało. Jednak on był tym dziadkiem z twojego opowiadania i wszystko było ok.
Pozdrawiam:)
W tym tekście poruszyłaś dwie bardzo ważne i istotne dla każdego człowieka sprawy.
Jeśli chodzi o opiekę nad starszymi ludźmi, domy starców itd., to temat jest ogólnie znany.
Ja chciałbym odnieść się do drugiej sprawy tu cytat:
„Dzięki krajowemu systemowi informatycznemu wiedziała o mnie więcej niż ja sam. Ciężko jest z kimś polemizować, skoro ta osoba wie ile wypijam miesięcznie kaw na mieście, kiedy ostatnio nabyłem nowe buty z dokładną numeracją, co najchętniej, najczęściej kupuję i w jakich ilościach, zna moje dochody oraz wydatki. Nawet potrafiła mi powiedzieć, w których miejscach miasta najchętniej bywam"
Byc może wydaje Ci się, że przesadziłaś (choć podejrzewam, że napisałaś to z pełną premedytacją), opisując tak dokładne dane na temat tego co robi bohater. Niestety to nie przesada. Ci którzy rządzą tym światem już dawno wymyślili sobie, totalną inwigilację ludzi. I nie mam tu na myśli polityków, wojskowych, czy dziennikarzy. Oni są tylko pionkami na szachownicy. Mi chodzi o tych, którzy tymi pionkami poruszają, czy najbogatszych bankierów. Oczywiście nie chodzi tu o przeciętnego Kowalskiego, tu im wystarczą zarobki i stan konta. Jednak inaczej podchodzą do tzw. Świata biznesu i polityki. Totalna inwigilacja ma im pozwolić śledzić każdy rych polityków, biznesmenów, najwyższych rangą wojskowych. Każdy krok śledzony, każde słowo nagrane, każda operacja bankowa zapisana itd.
Podobno już teraz zakłada się niektórym ludziom chipy bez ich zgody, np. Podczas wizyty u dentysty, ginekologa, czy kardiologa. Chip wielkości milimetra zapisuje wsio i wysyła dane do serwera. To nie fantastyka, tak już jest.
To tylko tak bardzo skrótowo, jak by było zainteresowanie, to mogę napisać o tym artykuł, szerzej opisujący co teraz próbuje się robić z ludźmi.
Przyjemny, dający do myślenia tekst - napisany lekką ręką. Myślę, że opisy inwigilacji - celowo zostały przesadzone, aby umotywować "wepchnięcie" nam krewnego. Problem umieszczania osób starszych na okres wszelkich Świąt, urlopów itd w szpitalach jest częsty, ale nie ma utartych schematów radzenia sobie z nim. Sądzę, iż ten przedstawiony w tekście, też się raczej nigdy nie ziści. Niemniej opis zachowania "Dziadka" oraz to, co już wniósł a co sugeruje jednocześnie, że jeszcze może wnieść w życie swojego młodego krewnego - jest bardzo istotny, i w dzisiejszych czasach, często niedoceniany. Doświadczenie starszych pokoleń, nie przekazywane dalej - bezpowrotnie umiera wraz z nimi. Przesłanie tego utworu jest bardzo cenne.
Pozdrawiam.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania