Jasne Drewniane Miasto Wilgotnych Klimatów Subtropikalnych

"Jasne Drewniane Miasto Wilgotnych Klimatów Subtropikalnych"

 

gatunek: sny/fantastyka/podróże

 

Lepsza Strona Wszechświata. Lata 2008-2009.

 

Jasne Drewniane Miasto Wilgotnych Klimatów Subtropikalnych miało nostalgiczny i sielankowy styl oraz leżało przy niezwykłej plaży, bo w przybrzeżnych morskich płyciznach rosły tropikalne, liściaste drzewa z lianami. Jednego ciepłego, słonecznego dnia, dwoje ludzi mających po około pięćdziesiąt lat, wyszło ze swojego przytulnego domu na spacer w kierunku nieodległego morza, aby rekreacyjnie popływać w płytkiej wodzie.

 

Byli oni dla siebie wzajemnie przyjacielem i przyjaciółką, oraz jednocześnie współlokatorem i współlokatorką. Wkrótce, na plażę przyszedł ich bliski znajomy, który niebawem dołączył do nich. Miał około czterdzieści lat. Cała trójka pływała w otoczeniu wielkich, liściastych roślin wodno-lądowych, a także w towarzystwie bardzo zminiaturyzowanych wersji prehistorycznych morskich płazów, gadów i ławic drobnych, barwnych ryb, wyglądających do złudzenia podobnie jak słodkowodne tropikalne gatunki.

 

Troje ludzi wykąpało się, po czym wypłynęło na brzeg oraz wróciło na pieszo do pełnej nostalgicznego uroku dzielnicy, w której mieszkało dwoje gospodarzy domu. Ten młodszy mężczyzna był jednym z trojga dobrych znajomych, którzy parę pięćdziesięciolatków zazwyczaj dwa razy w roku: raz pod koniec lipca, i raz w późnym sierpniu. Tych dwoje pozostałych ze składającej wizyty trójki miało po około czterdzieści pięć lat, a byli to kolega i koleżanka. I taką też wizytę im właśnie złożyli: zrobili im miłą niespodziankę, witając ich przed domem.

 

Kiedy para gospodarzy z najmłodszym spośród gości wróciła do domu to, po przywitaniu, wraz z dwojgiem pozostałych gości oglądali oni teledyski, a wkrótce potem zorganizowali imprezę taneczną, podczas której od czasu do czasu jedli ciastka oraz pili oranżadę.

 

Kolejnego dnia, późnym rankiem, wszyscy razem wyszli z domu i poszli na pobliskie stoisko z pieczywem. Kupili po kilka bułek słodkawych oraz słonawych. Potem przeszli się na spacer po zabytkowej dzielnicy, otaczającej ich zewsząd. Podeszli do jasnoszarego, otaczającego drewniany, jasnobeżowy dom muru, mającego około jednego metra wysokości. W ogrodzie, na trawniku, tuż za tym płotem w formie murku, rosło dosyć duże drzewo liściaste. Miało dorodne, żółto-pomarańczowe owoce, wyglądające jak gruszki. Każde z pięciorga ludzi zerwało po jednym owocu i zaczęło jeść.

 

— Zobaczcie! Jakie piękne drzewo owocowe! — zachwycał się najmłodszy z przyjaciół.

— To pigwa — oznajmił tajemniczy głos, unoszący się w powietrzu.

— Ale przecież wygląda jak grusza — zauważył mężczyzna.

— To brzoskwinia. Zresztą, przecież to tylko sen, więc jakie znaczenie ma gatunek drzewa? — kontynuował głos.

— To tylko sen? Kto to mówi? — spytał człowiek, powoli coraz bardziej poirytowany.

— Jeden ze strażników snów. Więcej wizji przyjdzie wraz z odpowiednim czasem. A teraz czas się obudzić — powiedział głos, po czym sen skończył się, bo nadeszło już rano.

 

Wiele różnych snów wydarzyło się we wcześniejszych, jak i w późniejszych latach oraz etapach życia śniącego marzyciela. Niektóre były tak samo fantastyczne, niektóre bardziej ekscytujące, a jeszcze inne bywały mniej ciekawe.

 

Koniec.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania