Jawa

Tęsknię za tym czasem znów

Gdy nie trzeba było słów

Byś rozmawiać ze mną umiał

Śmiał się, kochał i rozumiał

Tęsknię za czasami gdy

Po policzkach ciekły łzy

Choć brzmi wers ten jak ironia

Łzy zabiła anhedonia

W snach odległych, gdzieś daleko

Za czterdziestą siódmą rzeką

Widzę żywe twe oblicze

Chuć spętaną w krwi dziewiczej

Weź za rękę mnie i prowadź

Możesz mnie przed światem schować

Niech się zbudzą martwe knieje

I oddadzą nam nadzieję

Razem wspólnie oczy w oczy

Na wyblakłych tłach przezroczy

Na skąpanej w rosie łące

Gdy nad ranem wschodzi słońce

Wspólnie, razem ręka w rękę

Zakończymy swą udrękę

W jedność dwie spleciemy duszę

Choćby raz to przeżyć muszę

I wyobraź sobie znów

Ciała drżą od stóp do głów

Lekko dłonie me oplatasz

Całe dnie się ze mną bratasz

W niepogodne, chłodne dni

Delikatnie marszczysz brwi

Leci w tle pancernych czterech

Oczy masz aż nazbyt szczere

Cieszy nas zaprawdę wszystko

Choć jesteśmy bardzo blisko

Wciąż zdobywasz mnie od nowa

Gdy się pustka tli grobowa

Dam ostatnią ci niedzielę

Poza nią mam dość niewiele

Bądź mą muzą, stwórcą, weną

Przewodnikiem i domeną

Zrywaj dla mnie polne kwiaty

Wpadaj ze mną w tarapaty

Poznaj we mnie każdą słabość

Niechaj sercom będzie zadość

Lecz przysięgnij mi coś teraz

Kiedy będę już umierać

Ucieknijmy razem z wiekiem

Za czterdziestą ósmą rzekę...

Średnia ocena: 3.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • infelia godzinę temu
    Wiele wersów można pominąć. Podział na strofy umila czytanie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania