Jeden z dziesięciu
Pociąg relacji Warszawa Wschodnia- Terespol punktualnie o 11.24 czasu środkowoeuropejskiego ruszył z peronu czwartego po krótkim, acz donośnym gwizdku konduktora.
Siedząc wygodnie na swoim miejscu przy stoliku, bo przy stoliku wybrałem sobie miejsce kupując bilet na przejazd pociągiem relacji Warszawa Wschodnia - Terespol, nalałem gorącej herbaty z termosu do kubeczka, który ukradłem w Żabce. Wziąłem duży łyk tym samym parząc boleśnie japę, jednak nie dając po sobie znaku bolesnej męki na wypadek gdyby ktoś siedzący obok akurat na mnie patrzył. Taki jestem dzielny.
Za oknem biegły cztery łosie po polu białym od śniegu. Pierwszy się potknął i wywrócił. Reszta chciała go przeskoczyć, ale im nie wyszło i też się wywrócili. Zaczęli się kłócić i krzyczeć, że przez tego kuternogę co się wyjebał, a oni przez niego, spóźnią się na “Jeden z dziesięciu”.
Obserwację przerwał mi głos dobiegający zza moich pleców.
- Dzień dobry, czy to miejsce jest wolne? - spytała dziewczyna wskazując siedzenie naprzeciwko mnie po drugiej stronie stolika.
Rozejrzałem się dookoła. Połowa foteli w wagonie była wolna. Po jaki chuj chce mi zepsuć wycieczkę? Spojrzałem na nią i już miałem ją o to spytać, ale była śliczna. Ciut młodsza, ruda, szczuplutka, w okularach i cała wydziarana.
- Cześć! Trzymałem je specjalnie dla ciebie.
- Nie będzie Ci przeszkadzać, że mam ze sobą kota?
Cały czar trwający kilka sekund odleciał w pogoni za łosiami spieszącymi na randkę z Tadeuszem Sznukiem.
- Będzie.
Uśmiechnęła się szeroko uznając moją odpowiedź za żart i zaczęła się mościć po drugiej stronie stolika, na którym postawiła pudło z kotem.
Po chwili wyciągnęła sierściucha z nosidła i położyła sobie na kolanach.
- Biedny boi się podróżować i muszę go trzymać na kolanach żeby czuł się bezpiecznie - powiedziała.
- To niech nie podróżuje.
Kot spojrzał w moim kierunku i kiwając łbem z boku na bok, jak małe dziecko, zmrużył oczy w grymasie nienawiści i pokazał mi język. Dziewczyna akurat szukała czegoś w torebce więc wykorzystałem okazję i pokazałem mu fakera. Kot się uśmiechnął.
Jechaliśmy pociągiem relacji Warszawa Wschodnia - Terespol; ja, dziewczyna i frajer Kot.
- Jestem Domel - powiedziałem wyciągając dłoń ku pięknej właścicielce śmierdziucha.
- Ruda - odparła ściskając moją rękę.
Nasze oczy się spotkały. Błękit, który na mnie spoglądał miał w sobie szczerą radość i życzliwość, a ja mu wierzyłem, bo takie oczy nie mogą kłamać. Ciarki, gdy poczuły jej dotyk podczas scenki zapoznawczej, przebiegły sprintem od czubków mych palców do mety na moim rowie. Zauważyła to i uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Kot pazurem przejechał po swojej szyi, a potem nim wskazał na mnie.
- Ruda. Dlaczego tak na ciebie mówią? - spytałem zabawnie.
- Nie wiem, ale od małego tak na mnie mówią.
Nagle obok nas pojawił się kontroler biletów.
- Ale brzydki Kot! - powiedział i poszedł dalej.
Brzydal w odpowiedzi splunął na podłogę.
Naprawdę był brzydki. Nie miał sierści i był jakiś pomarszczony. Ciekawe czemu jest łysy, pomyślałem.
- Bo kurwa jestem po chemioterapii - zamruczał.
- Rak? - spytałem.
- Złośliwy - zamruczał.
Ruda wśród swoich tatuaży miała jeden który przykuł moją uwagę. Była to mała, czarna kropka na nadgarstku.
- Ruda, co dla ciebie znaczy ta dziara? Jaka historia się za nią kryje? - spytałem z ciekawością w głosie by zwróciła uwagę na to jaki potrafię być spostrzegawczy i że tym samym pokazuję jej swoją chęć poznania się bliżej.
- Która?
Z nieukrywaną przyjemnością delikatnie dotknąłem jej nadgarstka pokazując na nim kropkę.
- To pieprzyk. Sam się zrobił i nie wiem z jakich pobudek.
Pociąg relacji Warszawa Wschodnia - Terespol sunął przez skąpane w śniegu lasy. Przez chwilę poczułem się jak Harry Potter, gdy pierwszy raz jechał do Hogwartu. I mimo, że celem mojej podróży był mniej czarodziejski Międzyrzec Podlaski, to przez nowo poznaną dziewczynę przeżywałem początek tajemniczej przygody. Harry wtedy wykupił cały wózek słodyczy i I śmiejąc się jadł nieznane mu smakołyki razem ze swoim nowo poznanym rudym przyjacielem, który będzie nim do końca jego życia. Był tam jeszcze szczur Rona.
Inspirując się ową analogiczną historią wyciągnąłem z plecaka sezamki dumnie częstując Rudą. Na jej kolanach nie było szczura tylko Kot, który mlasnął ryjem i zjadł wszystkie sezamki.
Roześmiałem się głośno udając, że to śmieszna scenka była.
- Ale masz super Kota, Ruda! - powiedziałem wesoło. Głupi chuj, pomyślałem wkurwiony.
Ten na mnie spojrzał z poważną miną.
- Domel, polubiłem cię nawet ale odpuść - mruknął sierściuch.
- Co odpuść?
- No przecież widzę, że smalisz do niej cholewki. Odpuść. Ona nie dla ciebie.
- Oooo, patrzcie jaki. Nie będziesz mi mówił co mam robić. I myślę, że ona jest właśnie dla mnie! Idealna dla mnie!
Kot pokręcił głową z politowaniem.
- Mówię to tylko dlatego, że cię polubiłem i za sezamki, bo bardzo lubię. Odpuść, Domel. Ona nie dla ciebie.
- A skąd niby wiesz, że ona nie dla mnie?
Kot westchnął, popatrzył za okno i po dłuższej chwili ciszy powiedział:
- Ona niby fajna jest, ale w ostatnich wyborach głosowała na Biejat. Lewaczka jebana.
- Ona nie dla mnie.
Pociąg relacji Warszawa Wschodnia - Terespol wjeżdżał na stację na której musiałem wysiąść. Ubrałem się w płaszcz i zarzuciłem plecak na ramię. Koniec przygody.
- Domel? Dasz mi do siebie numer telefonu? - spytała nieśmiało.
Nic nie odpowiedziałem.
- Pomyślałam, że moglibyśmy się umówić i opowiem Ci historię moich tatuaży i może pokaże ci inne pieprzyki? Co ty na to?
- Spierdalaj, nie gadam z lewakami.
Przybiłem piątkę z Kotem i szybko wyszedłem, mając nadzieję, że zdążę na “Jeden z dziesięciu”.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania