Jedna scena mojego opowiadania
Nad domem dziecka w Japońskim mieście Takayama od wielu dni padał intensywny deszcz i nie wyglądało na to by miał przestać. Była to pora deszczowa, więc wszyscy opiekunowie oraz podopieczni zmuszeni byli nie wychodzić na zewnątrz.
Dwa lata temu zakończył się konflikt Chin z Zachodem o Tajwan. Wybuchła inflacja i bezrobocie, a kraj po raz pierwszy od dawna stanął przed grubą bankructwa, mimo, że nie brał czynnego udziału w wojnie. Skłoniło to ludzi do szukania zarobku poza prawem. Tak rozwinęły się gangi, których ani służby, ani rząd nie potrafili stłamsić. Zaczęły one sprawować realną władzę w prowincjach, a korupcja i haracze, stały się rzeczą powszechną. Największe wpływy zyskała Yakuza, której każda inna organizacja przestępcza, a nawet uczciwi przedsiębiorcy musieli złożyć przysięgę poddaństwa.
- Mała dzidzia boi się burzy - zapytał szyderczo Ain, 14-latek, w czarnej bluzie i rudych włosach, wpatrując się w 6-letnią dziewczynkę skuloną w koncie bocznego korytarza, imieniem Hoshi.
Hoshi miała czarne, długie włosy sięgające jej aż do pasa i duże zielone oczy na piegowatej twarzy. Ściskała w ramionach, małego brązowego misia, z przetartą prawą łapką. Była to jedyna rzecz jaka została jej po rodzicach, choć była za mała, żeby ich pamiętać.
- Może, piorun trafi właśnie tutaj - odezwał się jeden z trzech kolegów Wina, którzy stali za nim - wtedy wszyscy byśmy zginęli.
Te słowa przestraszyły Hoshi, tak że jeszcze mocniej chwyciła swojego misia, a oprawcy zdawali się być tym faktem rozbawieni, bo wybuchnęli śmiechem.
- Zostaw ją Ain - stanowczy głos z drugiego końca sali rozniósł się po całym piętrze.
Oprawcy odwrócili głowy i zobaczyli Riyuzakiego, brata Hiroshi, biegnącego w ich stronę.
Riyuzaki, w przeciwieństwie do siostry, miał brązowe, krótkie, rozczochrane włosy i nie miał piegów. Był szczupły i w miarę wysoki jak na 9- latka. W zasadzie jedyną cechą, która mogłaby skłonić kogoś, do podejrzenia ich pokrewieństwa, to te same duże zielone oczy, których nie dało się nie zauważyć.
- Jest i nasz rycerz - Ain, nie pozwolił Riyuzakiemu, przytulić siostry, łapiąc go za koszulkę i przyciskając do ściany - teraz ty się będziesz bał.
Ain, wyższy od Riyuzakiego o głowę, zamachnął się, by uderzyć go w twarz, gdy poczuł, że ktoś kładzie mu rękę na ramieniu, nie zdążył nawet zareagować, a reka pociągnęła go w tył, rzucając na ziemię metr od młodszego podopiecznego.
Gdy spojrzał w górę, zobaczył Akirę, starszego o trzy lata podopiecznego, który pełnił, też rolę nieoficjalnego opiekuna, że względu na swoją dojrzałość i powszechny szacunek, jakim dążą go nastoletni mieszkańcy domu, choć nie wszyscy. Miał ponad metr, osiemdziesiąt, szczupłą sylwetkę, długie czarne włosy i niebieskie oczy. Był ubrany w czarny garnitur, z wyprana koszulą i granatowym krawatem. Na nosie miał okulary, a na jego twarzy malował się wyraźny gniew.
- Wy czterej, do pokoi - krzyknął do Aina i jego kolegów.
Ain wstał, otrzepał się i spojrzał mu w oczy, jakby chcąc zaznaczyć, że robi to z własnej woli i wraz z towarzyszami udał się w stronę części mieszkalnej budynku. W tym czasie Riyuzaki przytulił siostrę i przekonał ją do wyjścia z kąta.
- Dzięki, Akira - zwrócił się do starszego kolegi, cały czas tuląc jedną ręką Hoshi.
- Tutaj nie ma porządku, prawa i dyscypliny - odrzekł Akira - wychowawcy się nawet tym nie zainteresują. Gdy skończę osiemnaście lat, zostaniecie tu sami. Zostanę prawnikiem i wybuduje własny ośrodek.
- Jesteś dla nas wszystkich jak starszy brat, nie możesz wykorzystać swojej pozycji do namaszczenia następcy?
- Następcy nie, jeden człowiek nie poradzi sobie, gdy tamta zgraja dorośnie. Moi przyjaciele z liceum zaopiekują się wami i innymi, gdy ja skończę szkołę i pójdę na studia.
Nagle usłyszeli głośny grzmot, a za oknem rozbłysła błyskawica. Hoshi, nie mogąc wydusić słowa, wtuliła się jeszcze mocniej w starszego brata i swojego misia.
- Odprowadzę was to pokoju - zaproponował Akira.
Riyuzaki kiwnął głową i wraz z siostrą i starszym kolegą, udali się wąskim, ciemnym korytarzem, rozświetlonym tylko błyskawicami w stronę pokoi.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania