MILCZĄCY JERZY
Autor groteskowych komedii poetyckich „Murzyn” (wystawienie 1917) i „Ptak” (wystawienie 1923). Rozgłos oraz pozycję jednego z najwybitniejszych dramaturgów polskich XX w. przyniosły mu sztuki: „Żeglarz” (wystawienie 1925), „Adwokat i róże” (wystawienie 1929), „Most” (wystawienie 1933), ‘Dwa teatry’ (wystawienie 1946). W swoich dramatach łączył liryzm z psychologizmem oraz pierwiastki filozoficzne i symboliczne z fantazją („Dramaty zebrane, Tom 1-3, 1958)”.
Ponadto opublikował zbiór drukowanych wcześniej w Przekroju miniatur prozatorskich „Profesor Tutka (1954-1962). Napisał także zaliczane do klasyki gatunku słuchowiska radiowe, np. „Zegarek” (1935), scenariusz serialu telewizyjnego „Klub Profesora Tutki” (1967-1969), wspomnienia „W pobliżu teatru” (1956).
*
W latach 60 następuje śmierć jego wiernej gospodyni i współlokatorki w Zegrzynku, Wandy Natolskiej. Widzę w niej postać charakterologicznie podobną do Celesty Albaret: opiekunkę Marcelego Prousta.
Traumatyczny fakt jej odejścia, złodziejska parcelacja majątku odziedziczonego po rodzicach, osłabnięcie twórczych mocy, a także ambarasy z sąsiadami — wydarzenia te sprawiają, iż pogłębia się jego niechęć do nawiązywania kontaktów. Nie tylko z literatami.
Niechęć zwiększa się również z przyczyn ideologicznych. O ile w okresie międzywojnia talent Szaniawskiego rozwijał się wyśmienicie i wszystkie znaki na niebie zapowiadały, iż rodzi się niepospolita, dramaturgiczna gwiazda, to w parę lat po II Wojnie Światowej, razem z utratą niepodległości i rozpoczęciem kolejnej okupacji, następuje wyrugowanie marzeń o swobodzie artysty do wypowiedzi. Indywidualizm, samodzielność przekazywania własnych wizji świata poszła won, a na opuszczone miejsce wdarło się regulowane, kolektywne myślenie; myślenie uzgodnione przez nieomylną partię.
Proces odgórnego narzucania partyjnej wizji rzeczywistości został nazwany socrealizmem (1949), a ten, kto go nie akceptował, miał zakaz druku. Jednym z wielu niepotrafiących pogodzić się ze wspomnianym idiotyzmem był Szaniawski: za wytrwałe uchylanie się od arbitralnych dyrektyw został nagrodzony uwiądem obecności w kulturze. A przede wszystkim — biedą i gasnącym talentem.
*
Z racji swojej mrukliwości, uważany za odludka i mizantropa, stroni od komitywy z kimkolwiek nowo poznanym, a dotychczasowe relacje ulegają wychłodzeniu. Brany za dziwaka, przystaje na tą uproszczoną opinię. Zamyka się, otorbia samotnością, z uporem kontynuuje starokawalerskie nawyki.
Wpływ nieobecności pani Wandy na dalsze życie niezaradnego dramaturga jest ogromny. Pisarz, lotny w sprawach literackich, jest bezradny w codziennych: przerastają go, tłamszą, bo twarde stąpanie po ziemi nie należy do przymiotów pisarza.
Zagubiony w sprawach przyziemnych, naiwny i łatwowierny jednocześnie, a nieufny wobec fluktuacji obyczajowych i cywilizacyjnych przemian (powstanie zapory w Dębem i Zalewu Zegrzyńskiego), ma niegadatliwą naturę poety; ma naturę skłonną do kontemplacji, podatną filozoficznym rozpamiętywaniom i długim spacerom w towarzystwie ciszy.
Oto jego świat. Świat toczący się w niespiesznym rytmie. Pozbawiony zgiełku, stonowany i przewidywalny. Zrozumiały i ustabilizowany. Wszelkie zaś powikłania i odstępstwa od naturalnego biegu rzeczy, traktował jako zaburzenia kolei losu.
*
Przysięgły kawaler, w wieku 76 lat żeni się ze schizofreniczką, malarką uprawiającą bicie, głodzenie i karmienie gipsem pana Jerzego. Do ostatnich chwil życia, czyli do 84 roku, ów kobiecy żandarm znęca się nad nim fizycznie i psychicznie. A kiedy go pochowano, żyje w jego dworku do 77 roku. Do czasu, kiedy dworek doszczętnie spłonął razem z resztką jego rękopisów.
*
Banalna opowiastka z małomiasteczkowej cukierni. Trio prowincjonalnych notabli: lekarz, mecenas i sędzia, uczestniczą w gawędach dystyngowanego profesora Tutki. Trójka szacownych obywateli spotyka się w niej regularnie. W celu przerwania monotonii, w zamiarach rozrywkowych, dla urozmaicenia nudy i zabicia czasu.
Nadają ton i kierunek zainaugurowanej gawędzie. Pełnią rolę tła, narracyjnego pretekstu do snucia dalszego ciągu historyjki. Przy czym owo snucie jest wyraźnym sygnałem, obwieszczającym interlokutorom Tutki odwieczną prawdę: nic nie jest takie, jakim się wydaje; wszystko, o czym mówimy, można zinterpretować i wyjaśnić odmiennie.
Nie oznacza to, że trafniej, ale nauka z tego taka, że każda przypowieść jest tylko pozornie prosta. W istocie jest złożona z wielu warstw. Jak rewers i awers, jak podszewka i materiał na ubranie: zawiera w sobie mnóstwo niedopowiedzeń, braków bezdyskusyjnych odpowiedzi i tajemniczych podtekstów.
*
Szaniawski nie pisze niczego, czego nie wiedzielibyśmy przed nim. Nie są to więc odkrycia na miarę kopernikańskich przewrotów. Nie to było powodem pisania o Tutce i jego przygodach. Przyczyny walki ze stereotypami naszego myślenia, genezy słownych wojen prowadzonych przez mistrza związane są z narodzinami wszystkich jego dzieł — dramatów, wspomnień, słuchowisk i zbiorów opowiadań.
Poczynania Szaniawskiego, widziane od strony walki z przesądami, okazują się równie owocne, jak pedagogiczne wyczyny pozostałych pisarzy. Lecz nie moralizatorskie i staroświeckie nawyki autora są dla mnie nadrzędnymi walorami. Istotną zaletą jego pisarstwa jest lapidarny styl i oszczędna forma przekazu. To dzięki tym cechom jego twórczość nie zachodzi mgłą.
*
Tylko Przekrój zdecydował się na publikowanie opowiadań o profesorze Tutce. Lecz kiedy w 1955 r. zwolniono blokadę z niemożnościami i pojawiły się chwile na odwagę, ZLP zorganizował mu hałaśliwy powrót do łask. Od tego momentu mógł jawnie publikować, ale — choć jeszcze wystawiał swoje nowe dramaty — to nie miały w sobie tyle ognia, co poprzednie: dar zeżarł los.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania