jesiennie
odlatuje rodzina łabędzi i bocianów
w gęstych chmurach słychać kaczy śpiew
nawigują się nawzajem gdzie lepiej osiąść
oblodzone już lustro wody zastyga
w nostalgicznym bezruchu
nie wspinając się już do stóp wysokich traw
one też koralikami rosy ozdobione
obserwują dłuższą noc i ciemniejszy dzień
mnie natura nie dostrzega
jestem tylko echem czasu
brzegiem wiatru
cieniem słońca
mnie nie słyszą mrozy śniegi
jestem aurą nienazwaną
bywam ostoją lasu co wycisza
mglistym mchem
którego dostrzegasz
po długiej wędrówce
między pasmami gór
czy usłyszysz aniołów śpiew ?
czy poczujesz księżyca blask ?
niebo jest puste
nadwyraz czyste
siedzę na jego brzegu i czekam..
za czym ?
Klaudia Gasztold
Komentarze (1)
Zamyśliłem się. Ciekawy opis.5+Pozdrawiam:)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania