Jeszcze bez nazwy
Dzwonię do ciebie już setny raz.
Ręce mi się trzęsą.
Oby to był tylko sen.
Oczy już płakać nie chcą.
Ale po chwili jest cisza.
Taka delikatna.
Podnosi mi głowę do góry.
Pozwala się nacieszyć ostatnimi chwilami.
Idę na balkon.
Dalej czuje zimno.
Spoglądając w dół.
Widzę siebie martwego.
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania