Jeszcze nie ma nazwy
Gdzieś w odległej krainie Ataratu mieszkała istota o imieniu Hipolit. Nie był on ani człowiekiem ani elfem i też nie był orkiem albo krasnoludem, był to "wyrzutek". Tak go nazywali mieszkańcy Ataratu. Z wyglądu przypominał człowieka był od niego wyższy, znał magię ale nie był elfem bo był śmiertelny, lubił złoto ale nie był krasnoludem, lubił walczyć ale nie był orkiem, więc czym?
Miał ponad 2 metry wysokości, długie proste włosy, niczego sobie zarost, i niebieskie oczy. Nosił brązowy żakiet a pod nim białą koszulę, miał także brązowe spodnie i czarne buty. Mieszkał w lesie obok małego strumyczka. Dom miał zadbany, a w środku miał kuchnię, sypialnię i jadalnię. Obok domu miał swój ogródek w którym chodował rośliny. Mieszkańcy Ataratu rzadko go odwiedzali, bo nikt nie wiedział do czego jest zdolny.
Wszystko się zmieniło jak jeden człowiek, nie wiedząc nic o nim zobaczył jego dom i zapukał do drzwi. Hipolit podszedł do drzwi i otworzył ze zdziwieniem.
-Kim jesteś? - zapytał Hipolit
-Mam na imię Abraham. - odpowiedział nieznajomy - Szedłem niedaleko i zobaczyłem twój dom.
-Od dawna nie widziałem tu żadnego człowieka - odpowiedział Hipolit - Ja mam na imię Hipolit
Miło cię poznać. Jak chcesz mogę cię zaprowadzić do miasta może cię polubią - powiedział z zachętą Abraham
No dobrze - powiedział Hipolit
Zatem ruszyli w podróż. Po godzinie dotarli do granic Królestwa Ludzi. Przy granicy stało dwóch strażników, którzy byli sceptycznie nastawieni do innych ras.
-Stać! Kim jesteście! - wykrzyknęli strażnicy
-Ja jestem Abraham, a on to... Stachu Kamyk - powiedział z drżącym głosem Abraham
-Dobrze, możecie przejść - powiedzieli strażnicy
-Jeden ze strażników spoglądając na twarz Hipolita spostrzegł że to on.
-Stój! W imieniu króla Humena III każę ci opuścić teren królestwa! - wykrzyknął ze złością strażnik
Przestraszony Hipolit dwoma ciosami powalił strażników.
-Czemu ich zabiłeś?! - krzyknął zdziwony Abraham
-Spokojnie, na razie ich tylko ogłuszyłem, jak wstaną nie będą nas pewnie nawet pamiętać - powiedział Hipolit
Po kilkudziesięciu minutach dotarli do stolicy, Humengradu. Przy głownej bramie strażnicy zapatyli:
-Kim jest twój kolega Abrahamie - zapytali z zainteresowaniem
-Ma na imię... Stachu Kamyk - odpowiedział z niepokojem
-Dobra, niech przejdzie - powiedział zawiedziony strażnik
Hipolit nie mógł się napatrzeć na miasto z zachwytu. Wszystko wydawało mu się wielkie i piękne. Abraham zaprowadził go do okolicznej tawerny. Podczas gdy Hipolit pił piwo razem z Abrahamem do tawerny przybyło dwóch strażników, tych samych których powalił Hipolit. Strażnicy na początku nie ropoznali Hipolita, jednak po wypiciu kilku piw przypomniało im się wszystko co było wcześniej. Strażnicy zdenerwowani widokiem Hipolita krzyknęli na całą tawernę:
-Barbarzyńca!!!
Wszyscy w tawernie oglądali się na siebie.
-Pobił mnie i ogłuszył - krzyknął jeden z strażników
Wśród ludzi wybuchła panika i nikt dalej nie wiedział o kogo chodzi. Podczas całego zamieszania Hipolitowi udało się ucieć z Tawerny i zgubić strażników.
Abraham zabrał Hipolita do swojego domu na obrzeżach. Dom, a bardziej kamienica, miała dwa piętra z parterem i piwnicą. Sama zaś kamienica została wykonana z drewna brzozowego i dębowego. Dom był zadbany, jak na tamtą okolicę. Hipolit musiał spać na kanapie, ponieważ w domu nie było dwóch łóżek. Następnego dnia Abraham zabrał Hipolita do pobliskiej świątyni. Kapłan z świątyni głosił o wierze, zwanej Humenizem (nie mylić z humanizmem). Wiara ta wierzy w jednego boga, Humena. Jedynymi wyznawcami tej wiary są ludzie, przez to że według tej wiary tylko ludzie idą do nieba, a nie inne rasy. Hipolit oburzony naukami kapłana, wygłasza swoje poglądy na ten temat.
-Czemu akurat tylko ludzie idą do nieba?! - wykrzynął oburzony Hipolit
-Bo tylko ludzie są inteligentną rasą - odpowiedział zaskoczony kapłan
-A inne rasy nie? - odpowiedział zdziwiony Hipolit
-No... nie - odpowiedział zdezorientowany kapłan - To ty nie jesteś człowiekiem?
-NIE, i nigdy nie będę - krzyknął zdenerwowany Hipolit
-Niestety musisz opuścić kraj - powiedział z pogardą kapłan
-Spróbuj - odpowiedział zbyt pewny siebie Hipolit
I ta odwaga przyczyniła się do zamachu na kapłana. Niestety (albo i stety) w pobliżu byli strażnicy i chmara ludzi. Strażnikom udało złapać i pojmać Hipolita, który później został postawiony przed sąd na którego czele stał sam Humen III.
-Chciał mnie zabić, a do tego nie jest człowiekiem - powiedział roztargniony kapłan
-Wyraziłem tylko swoje poglądy na temat waszej religii - odpowiedział szybko Hipolit
-Kłamie! Obraził mnie i naszą religię, trzeba go zabić - wykrzynął kapłan
-O zabijaniu pomyślimy, na razie pójdzie na dwa dni do lochów - powiedział Humen III
-Może wyślijmy go do orków? - zapytał kapłan
-Wolę już żeby zginął tu a nie tam - odpowiedział stanowczo Humen
Oliwy do ognia dodali dwaj strażnicy którzy przekonali się o sile Hipolita.
-Widzieliśmy go! Pobił nas i ogłuszył - powiedzieli naraz
-A jednak na pół roku - powiedział Humen III
Hipolit został wysłany do lochów na pół roku prawie bez żadnego kontaktu z ludźmi. Jednak miał w celi jednego człowieka.
-Kim jesteś? - zapytał człowiek
-Jestem Hipolit, a ty? - odpowiedział Hipolit
-Mam na imię Gerd - odpowiedział człowiek
-Za co siedzisz? - zapytał Hipolit
-Byłem nowicjuszem u jednego z Magów - opowiedział Gerd - Trochę zabardzo się rzucałem w oczy
-To ludzie wierzą w magię? - zapytał zdziwiony Hipolit
-Tylko niektórzy. Naszym celem jest dorównanie elfom - opowiedział Gerd
-A mógłbyś mi pomóc się stąd wydostać? - zapytał Hipolit
-A niby w jaki sposób - zapytał Gerd
-To ty jesteś czarodziejem, wymyśl coś - odpowiedział z pogardą Hipolit
-Z tego więzienia nie da się wyjść niezauważonym przez strażników - powiedział Gerd
-To spraw żeby nas nie mogli zauważyć - powiedział Hipolit
-Niby jak? - zapytał zdziwiony Gerd
-Jak byś ich tak zab... sprawił żeby nas nie zobaczyli, np. uśpił - powiedział Hipolit
-No chyba że tak - powiedział Gerd
Gerd odprawiając swoje czary uśpił wszystkich strażników na tym piętrze lochów. Później używając telekinezy zabrał strażnikowi klucz i otworzył nim cele.
-Ja też postanowiłem wyjść - powiedział Gerd
-Przynajmniej będę miał kompana - powiedział szczęśliwy Hipolit
-Mam pomysł jak stąd wyjść. Przebierzemy się za strażników - powiedział Gerd
I tak zrobili. Co dziwne, udało im się przejść nie zauważym w okół strażników. Gdy wyszli z więzienia, ukradli kupcowi bryczkę i uciekli z miasta.
-Udało się! - wykrzyjnął z radością Hipolit - Nie wiem jak ale się udało
-Ano... - zatrzymał nagle Gerd
-O co chodzi? - zapytał zdziwiony Hipolit
-Spójrz za siebie - powiedział z strachem Gerd
Za nimi było dwóch strażników na koniach, którzy najwidoczniej byli źli z powodu ucieczki z więzienia i zabicia ich kolegów.
-Nie możesz rzucić na nich jakiegoś czaru?! - wykrzynął z strachem Hipolit
-Tak naprawdę, to ja jeszcze nie zdąrzyłem wybrać żadnego kręgu - odparł z niechęcią Gerd - ale podsłuchałem kiedyś lekcję pewnego arcymaga ognia, więc zapamiętałem jeden czar.
-Toteż rzuć ten czar na nich - wykrzynął ze złością Hipolit
Gerd zaczął robić nieznane Hipolitowi ruchy rękami, przez które nagle w jego prawej ręce pojawiła się kula ognia, którą rzucił w strażników. Siła eksplozji zrzuciła ich z koni, a sam ogień spalił. Hipolit zawascynowany magią Gerda dalej nie mógł pojąć dlaczego zwykli ludzie nie lubią czarodziejów.
-Dlaczego wy się aż tak bardzo nie lubicie ze zwykłymi ludźmi? - zapytał Hipolit
-Opowiem ci historię... - odpowiedział Gerd sugerując Hipolitowi że nie będzie krótka - Ponad sto lat temu doszło do wojny między zwykłymi ludźmi a magami, a wsumie to bardziej rzezi przeprowadzonej na magach. Władze kraju nie zgadzały się z magami w wielu kwestiach, m.in. magowie uważali że ludzie i elfy mogą żyć w pokoju i pomagać sobie nawzajem. Magowie chcieli zaprotestować agresywnym działaniom ludzi wobec innych ras, niestety to tylko dolało oliwy do ognia. Oddziały strażników zaczeły ścigać i zabijać magów. Ci którzy poddali się dobrowolnie zostawali publicznie ścinani przez kata. Reszta której udało się ucieć, uciekła do ich własnego kalsztoru, w którym odpychali oblężenia wojsk Humena I. Po pięciu latach magowie wynegocjowali pokój z królem. Niestety warunkami były: zakaz zbyliżania się do zaludnionych terenów i w ogóle zakaz wychodzenia poza mury klasztoru. Przez te prawa nałożone na magów ludzie zaczeli zapominać, że też umieją korzystać z magii, a bardziej zaczeli interesować się nauką.
-Przecież umiecie używać magii, to dlaczego nie byliście wstanie obronić się przed zwykłymi ludźmi - zapytał zdezorientowany Hipolit
-Używaliśmy magii. Niby w jaki sposób przetrwaliśmy oblężenie - odpowiedział Gerd - Tylko problem był taki, że oni nas atakowali z zaskoczenia. A do tego obiecali innym magom spokojne życie w zamian za zabicie innych magów. Jak się domyślasz tamci też zginęli.
-To wiele wyjaśnia - odparł Hipolit domyślając się że Gerd nie chce o tym rozmawiać
Po kilkudziesięciu minutach jazdy dotarli do wioski Adal, na północ od Humenogradu. Wioska nie była duża (jak to wioska), a także nie była natychmiast informowana o wydarzeniach w mieście, przez co Hipolit i Gerd nie musieli obawiać się o schwytanie. Gerd kazał Hipolitowi, wynająć pokój w tawernie. Sam zaś poszedł rozejrzeć się po okolicy. Gerd poszedł do jedynego w wiosce kartografa, żeby zobaczyć gdzie dalej iść. Zobaczył, że w miejscu gdzie znajduje się jego klasztor, zamiast niego są narysowane ruiny. Gerd nie łatwo przyjął tą zmianę. Dostrzegł też, że żeby się tam dostać, muszą przejść przez Las Mroku, Słoneczną Polanę, Rzekę Śmierci i na końcu przejść przez wzgórza Albina. Gerd kupił mapę i ruszył w stronę tawerny. Tymczasem Hipolit wynajął pokój i czekał na Gerda. Gdy Gerd dotarł, pokazał Hipolitowi mapę i drogę którą mieli iść. Hipolita zainetresowało miejsce o nazwie: Granica Dobrego Świata. Gerd wyjaśnił mu, że tak zwykli ludzie nazywajął granicę z innymi rasami. Hipolit dopiero teraz zrozumiał, że tak szybko nie wróci do domu.
-A co z moim domem? Moim kolegą Abrahamem? - zapytał ze złością Hipolit
-Abraham pewnie już o tobie zapomniał. A jeśli go złapali za zadawanie się z tobą, to pewnie powiedział im gdzie jest twój dom - odpowiedział Gerd
-Czyli mam zostawić wszystko i iść z tobą? - powiedział zdezorientowany Hipolit
-Tak, chyba że chcesz zginąć z rąk ludzi - odpowiedział z pogardą Gerd
Hipolit nie łatwo pogodził się z tym że musi wszystko zostawić za sobą. Przez całą noc myślał o całym swoim życiu i wydarzeniach które przeżył. Gdy nastał ranek Hipolit zobaczył że Gerd już się spakował w podróż. Jemu też nie zajeło to dużo czasu. Gdy byli gotowi wyszli na rynek, żeby sprawdzić okolicę. Było pusto. Zobaczyli tylko jednego człowieka, który co jeszcze dziwniejsze, szedł w ich stronę.
-A wy czemu nie w kościele? - zaptał zdziwiony mieszkaniec
-A czemu mamy być? - odparli
-Dzisiaj jest święto narodowe, każdy musi iść do kościoła - odpowiedział mieszkaniec
-A co jeśli się nie pójdzie - zapytali
-Miesiąc w areszcie albo 100 grzywny. A to wy nie wiedzieliście o tym święcie? - zapytał podejrzliwie obywatel
-Wiedzieliśmy... - odpowiedzieli zakłopotani - tylko tak jakoś nam wypadło
Więc zostali zmuszeni iść na nabożeństwo w kościele. Gdy tam weszli usłyszeli słowa "W imię ojca i króla i władcy naszego, Amen", co było pozdrowieniem w religii Humenizmu. Za to jednak, samo słowo "Amen" oznacza pokój w każdej z ras. Po krótkim wstępie i kilku modlitwach do Humena zaczęło się kazanie: -Jak każdy wie, Bóg nasz, Humen, dał na rozum i władzę nad innymi rasami i stworzeniami. Dał nam ponadprzeciętny rozum, dlatego korzystamy z techonologi, a nie z pogańskiej magii. Dał nam władzę, dlatego pokonaliśmy np. magów. Więc wy ludzie! Nie bójcie się gnębić i zabijać tych którzy ludźmi nie są. - przemówił kapłan, a za nim rozległy się krzyki i brawa ludzi. Później nastała część: liturgia czczenia. Tak jak powiedział tamten obywatel, obecnie w kraju było święto narodowe nazwane: Hołd Wojowników. Więc w trakcie tej części nabożeństwa kapłan wyciągnął ze złotego sejfu srebrny miecz i zaczął nim po kolei pasować ludzi na wojowników, którzy mieli służyć Humenowi w dzień i w nocy. Nastała i kolei Hipolita i Gerda, którzy też zostali naznaczeni. Po tym nabożeństwo dobiegło końca. Jeśli chodzi o wygląd kościoła, to kościół nie był duży. Był w kształcie prostokąta zaokrąglonego na końcu. W jego środku znajodwało się pięć rzędów ławek po dwóch stronach i wywyższony na wysokość jednego łokcia ołtarz. Na ścianach znajdowały się witraże przedstawiające bohaterów narodowych, a w zaokrąglonym końcu znajdowały się narysowane trzy postacie, przedstawiające trzech królów: Humena I, Humena II i Humena III. Natychmiast po zakończeniu poszli do stajni po swoje konie. Gdy weszli zaczepił ich ochroniarz.
-Czego tu szukacie? - zapytał
-Przyszliśmy po nasze konie - odpowiedzieli
-A zapłaciliście za postój? - zapytał ironicznie ochroniarz
-Pisało że za darmo - odpowiedzieli zaskoczeni
-Za darmo, ale dla mieszkańców - odparł ochroniarz
-A pizgnął ci kto kiedy? - zapytał zdenerwowany Hipolit
-Co ty do mnie powiedziałeś? - zapytał zdziwiony ochroniarz
-Dość! Dobra, ile to kosztuje? - zapytał poddenrowowany Gerd
-10 srebrników za pół dnia - odparł
-Ile?!!! - wykrzyknęli
-Tyle ile słyszycie. Jeśli nie chcecie, to napewno znajdzie się wolne miejsce w lochach - odparł sarkastycznie ochroniarz
-A wiesz co? - zapytali zezłoszczeni
-Co? - zapytał zdziwony
-Wal się! - odpowiedzieli mu waląc go w twarz i poszli do koni. Ostatni raz kiedy ich zobaczył, to jak wyjeżdzali na koniach ze stajni.
Gdy chcieli wyjechać z miasta, nagle przed nich wyskoczył myśliwy z łukiem w ręku.
-Stać! Wiecie gdzie jedziecie?! - wykrzynął w pośpiechu myśliwy
-Tak...? A co? - zapytali zdziwieni
-W tych lasach grasują stworzenia których nigdy wcześniej nie widzieliście - odrzekł im
-Chimorosy, Spectrosea'y, Wilkojady i tak dalej, nie raz tędy jeździłem - odparł mu Gerd
-Chyba że tak - odpowiedział i poszedł dlaje pilnować
Gdy pojechali trochę w głąb lasu Gerd powiedział do Hipolita
-Po tej stronie kraju są stworzenia których nigdy wcześniej nie widziałeś
-Czemu? - zapytał zaintersowany Hipolit
-Dlatego że las w którym mieszkałeś i ogólnie lasy wokół Humengradu są chronione przez myśliwych i innych ludzi, a lasy daleko od stolicy nie są chronione przez co żyją w nich różne dziwne istoty - wyjaśnił mu Gerd
-Jakie na przykład? - zapytał
-Sam się dowiesz - odpowiedział ironicznie Gerd
Ruszyli dalej w głąb lasu. Na razie nie spotkali nic dziwnego, jedynie Hipolit czuł się obserwowany. Jednak czym dalej szli tym bardziej ciemno się robiło, może to przez porę a może przez zagęszczenie liści. Po dalszym przejściu spotkali uciekające zwierzęta, takie jak np. sarny, króliki a nawet dziki.
-Ciekawe przed czym tak uciekają? - zapytał zdziwony Hipolit
-Pewnie przed tym co ostrzegał myśliwy - odpowiedział mu Gerd
Gdy nastał mrok, Gerd i Hipolit rozłożyli obóz i rozpalili ognisko. Niebo było zachmurzone przez co było bardzo ciemno. Na ognisku przypiekali mięso kupione jeszcze w Adal. Nagle Hipolit usłyszał szmer w krzakach. Podszedł zobaczyć co to było. Natychmiast wyskoczył na niego wielki, kilku tonowy wilkojad, z zębami tak ostrymi że mogłyby przeciąć stal. Gerd z przerażenia narobił w gacie. Hipolit szybko wziął pobliski patyk i wsadził wilkojadowi w paszczę. Gerd zobaczywszy co się dzieje wziął płonącą belkę i wrzucił ją prosto do gęby wilkojada. Żar podrażnił wilkojadowi podniebienie przez co wstał na dwie łapy i zaczał ryczeć z bólu. Hipolit będąc uwolnionym spod ciężaru wyciągnął z kieszeni sztylet i wbił go prosto między oczy wilkojada. Gerd na dokończenie strzelił kulą ognia prosto w otwartą paszczę wilkojada, powodując eksplozję jego głowy. Gdy ochłoneli, obdarli wilkojada ze skóry i wzieli jego mięso, robiąc sobie zapas żywności na cały tydzień. Skórę natomiast wzięli ponieważ noce były chłodne a oni nie mieli na czym spać.
Kiedy nastał nowy dzień, spakowali swoje rzeczy i ruszyli dalej w podróż. Po kilku godzinach jazdy zauwarzyli że las zaczął się przerzedzać. Po chwili ujrzeli granicę lasu, co oznaczało że opuszczają Las Mroku a wkraczają na Słoneczną Polanę. Gdy na nią wszedli zobaczyli że trawa sięga im do pasa a ścieżka którą podążają jest ledwo widoczna. Zauwarzyli również że na polanie pasą się m.in. dzikie krowy, sarny, zające, myszy i wiele innych stworzeń. Gdy tak szli nic ciekawego zbytnio ich nie spotkało. Czasem zapolowali na dzikie zwierzęta, innym razem zrobili sobie postój, a jeszcze innym zbierali zioła lecznicze. Gdy zbliżali się do końca polany usłyszeli ryk tak potężny że żaden z nich go nigdy nie słyszał. Gdy spojrzeli w stronę z kąd pochodził, ujrzeli wielką fale ognia. Gdy to zobaczyli natychmiast ruszli konie do galopu i jak najszybciej biegli w stronę lasu. Kiedy byli w lesie jedyne co słyszeli to krzyki zwierząt umierających w płomieniach.
-Co to było?! - zpytał przerażony Hipolit
-Z tego co mi się wydaje, a uwieżyć w to nie mogę, to były SMOKI - odparł mu tak samo przerażony Gerd
-Od kiedy smoki zapędzają się tak daleko? - zapytał Hipolit
-Nikt nie widział smoków od setek lat, to oznacza że musi przyjść coś wielkiego - odparł Gerd
Czyli tak samo szybko jak wkroczyli na Słoneczną Polanę, tak samo szybko z niej wyszyli. Oznaczało to że znowu szli przez Las Mroku, który otaczał polanę. Kierowali się w stronę Rzeki Śmierci, przy okazji spoglądając co chwila za siebie, myśląc że coś może ich napaść. Gdy byli w około połowie lasu zobaczyli dym wystający poza korony drzew. Od razu poszli zobaczyć co to. Gdy tam dotarli ujrzeli grupkę ludzi siedzących przy ognisku i rozmawiających ze sobą. Zauwarzyli również że mają przy sobie całkiem niezły oręż który mogą im ukraść. Od razu przystąpili do działania. Ich było dwóch a tamtych trzech. Do tego tamci mieli lepsze bronie, więc musieli zaatakować z głową. Roździelili się na lewo i prawo. Hipolit zaczął robić szmer w krzakach, przez co zwabił uwagę jednego z nich. Gdy tamten zajrzał w krzaki, Hipolit mu wbił sztylet w klatkę piersiową. Dwóch pozostałch podniosło się z kłody na której siedzieli, żeby zobaczyć co się stało z pierwszym. Wtedy Gerd wyskakując z krzaków, walnął kijem jednego z nich, powodując że został ogłuszony. Ostatni wziął miecz i zaczął przerażenie wymachiwać w każdą stronę, nie wiedząc skąd nadejdzie napastnik. Wtedy Hipolit zaczął udawać ducha i mówiąc do pozostałego że zginie jeśli tu zostanie. Ocalały zrozumiał że nie wygra i uciekł gdzie pieprz rośnie. Po wszystkim Gerd i Hipolit okradli ich z broni i pancerza. Gdy skończyli rabunek zaczęli dalej iść w stronę rzeki.
Po kilkudziesięciu minutach drogi zobaczyli w końcu Rzekę Śmierci. Była duża, bardzo duża. Ostatni raz jak Gerd tędy przechodził, był tu most, teraz są tylko sczątki. Przez długi czas myśleli jak się przedostać na drugi brzeg, aż w końcu Hipolit wpadł na pomysł żeby podczepić linę do strzały i strzelić nią na drugi brzeg, zaczepiając ją o jakieś drzewo. Łuk, strzałę i linę zdobyli w obozie. Gerd wycelował w drzewo i wystrzelił. Strzała wbiła się w drzewo tak dobrze, że się tego nie spodziewał. Drugi koniec liny zawiązał wokół stojącego obok niego drzewa. Wziął jakąś mocną gałeź i zjechał po linie na drugi brzeg. Nadszedł czas na Hipolita. Hipolit zrobił to samo co Gerd, lecz gdy był w połowie drogi Gerd zauwarzył że ten "ocalały" przecina linę. Szybko wziął łuk i wystrzelił, lecz było już za późno. Lina pękła i Hipolit z impetem uderzył w wystający z wody kamień. Próbował wspiąć się po linie na brzeg, lecz strzała wyrwała się z drzewa i Hipolit wpadł wprost w nurt rzeki. Hipolit ledwo co zauwarzył wystający korzeń, którego się złapał. Gerd od razu pobiegł mu pomóc. W ostatnim momencie udało mu się go wyciągnąć, zanim płynąca kłoda by utopiła Hipolita. Obydwoje nie byli nigdy tak zestresowani jak teraz, nawet gdy napadł ich wilkojad albo spotkali smoka.
Gdy przeszli trochę dalej, ujrzeli wielkie Wzgórza Albina, których końca nie było widać. Przez kilkadziesiąt minut chodzili z góry na dół w kółko, lecz gdy przeszli około dwie mile, zrobili postój i nie zamierzali się więcej ruszać. Z pobliskich krzaków zrobili ognisko, wzięli mięso wilkojada i zaczeli je podsmażać. Gerd zrozumiał że najwyższy czas uświdomić Hipolita o tym co go spotka w klasztorze.
-Czas najwyższy żebyś wiedział nasze zasady w klasztorze - powiedział zajadając się mięsem Gerd - Nasz klasztor ma podział na hierarchię i kręgi. Hierarchia to: nowicjusz, mag, arcymag. Naszym największym arcymagiem i mistrzem całego klasztoru jest Abudin Datit Omar Kalif Ba-a-a-a adzil Szarid. Wiem że jego imię brzmi jak plątanina różnych słów, ale każde słowo ma swoje znaczenie. Abudin to jego imię, Datit to nasza nazwa na arcymaga, Omar to jego ród, Kalif oznacza że z zamożnej rodziny. Ba-a-a-a oznacza jego hierarchię, ponieważ każde "a" oznacza coraz wyższą rangę, po kolei to Ba-a=nowicjusz, Ba-a-a=mag, Ba-a-a-a=arcymag. Słowo adzil oznacza "i na końcu", a Sharid to wykształcenie wyższe. Jeśli chodzi o kręgi, to jesteśmy podzieleni na magów: wody, ziemi, wiatru, ognia i kilka pomniejszych kręgów.
-A ten wasz "Abudin" to jest w jakim kręgu? - zapytał zaciekawiony Hipolit
-Pan Abudin jest mistrzem całego klasztoru, czyli nie ma określonego kręgu, ponieważ umie używać czarów z każdego z nich. Co prawda są też inni arcymagowie, ale każdy z nich jest przypisany tylko do jednego kręgu. - wyjaśnił mu Gerd - A! Zapomniałem ci powiedzieć że każda ranga ma swoje podrangi, np. Nowicjusz to: Nowicjusz Pomocniczy; Nowicjusz; Starszy Nowicjusz, Magowie to: Mag Pomocniczy; Mag; Starszy Mag, a Arcymag: Arcymag Kręgu; Arcymag Mistrz czyli Pan Abudin.
-Tylko po co mi ta wiedza? - zapytał Hipolit
-Żebyś jak wejdziesz do arcymaga nie powiedział do niego "Hej Ty!" - odparł mu ironicznie
Tak minął im dzień, w którym mieli o wiele za dużo przygód. Następnego dnia od razu zabrali rzeczy i ruszyli w podróż. Znowu chodzili z góry na dół lecz po przejściu 3 mil ujrzeli z daleka klasztor. Od razu ruszyli konie do galopu i dobiegli do klasztoru w około 10 minut. U bram murów zatrzymał i strażnik.
-Kim jesteście! - zapytał
-Ja jestem Gerd. Nie pamiętasz mnie? - odparł
-Może i pamiętam, a ten drugi? - Zapytał zdezorientowany strażnik
-Mam na imię Hipolit, poznałem Gerda w więzieniu - odpowiedział mu Hipolit
-W jakim więzieniu?! - wykrzyknął strażnik kierując wzrok na Gerda - Przyszedłeś tu z więźniem?
-To nie tak jak myślisz. Hipolit uratował mi życie kilka razy - odparł zakłopotany Gerd
-Raczej ty mi... - szepnął mu Hipolit
-Powiedzmy że wam wierzę, ale po co tu przyszliście? - zapytał nieufny strażnik
-Mamy ważną wiadomość do Arcymaga Abudina - odpowiedział Gerd
-Ciekawe jakie wieści niosą dwaj skazańcy - zapytał ironicznie strażnik
-Eee... - zakłopotał się Gerd
-Nie możemy ujawniać takich informacji. Jeśli nas nie przepuścisz klasztor może stracić ważne informacje - odparł stanowczo Hipolit
-Dobra, wpuszczę was, ale jeśli Abudin mnie zwolni, lepiej żebyście nie pokazywali mi się na oczy - odparł im strażnik otwierając bramę
W ten sposób udało im się wejść do klasztoru. Po lewo od wejścia ujrzeli duży budnek z cegły w którym mieszkali nowicjusze, po prawo zaś był też dość duży budnek lecz przy sobie miał niewielką kaplicę. Największe wrażenie jednak zrobił na nich majestatyczny i ogromny hol na przeciwko nich. Hol, a bardziej korytarz, służył magom do wspólnej modlitwy, nauki, a także odprawiania czarów i sądów. Nie była to katedra, bo nie miała wież, ale swoim majestatem dorównywała naszym katedrom, np. Notre Dame. Na końcu sali był tron na którym przesiadywał Abudin, a po lewo i prawo były dwa mniejsze trony dla Arcymagów: Wody, Ognia, Ziemi i Wiatru. W "korytarzu" było także 6 rzędów ławek po każdej stronie i 6 par witraży. Przed złotą bramą zaś stało 2 strażników w stalowo-złotych zbrojach. Gdy Gerd z Hipolitem kierowali się ku bramie, magowie i nowicjusze spoglądali na nich krzywym okiem. Gdy byli już prawie przy wejściu zaczepił ich jeden z nowicjuszy. Okazało się że to dawny kolega Gerda.
-Witaj z powrotem Gerd - powiedział uśmięchnięty przyjaciel
-Janusz?! - zapytał zdziwony Gerd
-A jakby inaczej! - odparł z radością Janusz - Dawno cię nie widziałem, gdzie ty się podziewałeś?
-Miałem drobne problemy w mieście - odpowiedział Gerd - To nic specjalnego
-Aaa! Rozumiem. A ten ktoś obok ciebie to? - zapytał spoglądając niechętnie na Hipolita
-To mój nowy kumpel. Pomógł mi się wydostać z miasta i dojść do klasztoru - wyjaśnił Gerd
-Aha, czyli zostawiłeś swojego najlepszego kolegę nic mu nie mówiąc, a po kilku miesiącach wracasz z nowym. - zapytał z pogardą Janusz
-To nie tak jak myślisz! Ja go znam tylko kilka dni, to nie jest mój najlepszy przyjaciel! - próbował wytłumaczyć Gerd, lecz Janusz tylko pokręcił głową i poszedł w swoją stronę
-Kim on był? - zapytał zaskoczony całym zajściem Hipolit
-Teraz to już nieważne. Przez ciebie straciłem najlepszego kumpla
-To chyba nie chcesz stracić drugiego - odrzekł mu Hipolit
-W sumie racja - przytaknął Gerd i ruszli w stronę holu.
Przy bramie dwóch strażników zablokowało wejście krzyżując dwie halabardy.
-Czego szukacie w Świątyni Pana! - wykrzyknęło na baczność dwóch strażników.
-Mamy ważne informacje do Arcymistrza Abudina - odpowiedział Gerd
-Ha! Pan Abudin nie ma czasu na herezje dwóch młodzieńców - odparł jeden z strażników
-Żebym ja ci zaraz herezji nie wytyknął! - oparł podburzony Hipolit
-Spokojnie, nie chcemy przecież być ścigani przez wszystkich w kraju - szepnął mu Gerd
-Dobra, jak dacie jeden sensowny argument waszej treści do was wpuścimy - rzekli strażnicy
-Nie jestem człowiekiem, a Pan Abudin chce się dogadać z innymi rasami, co nie? - odpowiedział Hipolit
-Coś ty zrobił! Chcesz zginąć na miejscu! - szepnął Gerd
-Dobra! Wpuszczamy was, tylko nie zajmujcie Abudinowi za dużo czasu - odparli strażnicy otwierając bramę
-Eh, można i tak - powiedział do siebie Gerd
I tak weszli do "Świątyni Pana". Zachwycała ich wysokość świątyni (około 100 stóp, czyli 30m.), a także złote zdobienia na polichromii sklepienia. Na tronie siedział Abudin czytający księgę magii. Arcymag był ubrany w czerwoną szatę, której kolor daje skojarzenia z magią ognia, co ma sens, ponieważ Abudin był na początku Magiem Ognia. Hipolit aż przełknął ślinę, na myśl że będzie z nim rozmawiać. Szturchnął Gerda żeby powiedzieć mu że można się jeszcze wycofać, lecz ten nie reagował. Abudin spojrzał znad książki zauważając ich, w końcu odłożył książkę na bok i czekał na to co mu powiedzą. Kiedy stanęli przed nim, Gerd uklęknął na jedno kolano, Hipolit zauważając to zrobił to samo.
-Czego szukacie przed obliczem najjaśniejszego Datita, Abudina Omara - powiedział stanowczym głosem Abudin
-Przybyliśmy do ciebie żeby przekazać ci ważne informacje - odparł Gerd
-Poznaję cię. Czy to Gerd Merlin? - zapytał zamyślony Abudin
-Tak Panie, to ja - odpowiedział mu kiwnięciem Gerd
-A ty to kto? - Abudin skierował wzrok na Hipolita
-Ja jestem Hipolit - odrzekł mu Hipolit
-Z jakiego rodu? - zapytał zainteresowany Abudin
-Z żadnego, nawet nie znam swoich rodziców - odparł smutnie Hipolit
-Eee... czyli jesteś sierotą? - zapytał pogubiony Abudin
-Bardziej to ja w ogóle nie miałem rodziców. Ja się pojawiłem znikąd w mojej chatce w lesie i od razu wiedziałem co robić żeby przeżyć - odparł Hipolit
-Jedynymi ludźmi którzy się pojawili znikąd to byli pierwsi ludzie na Świecie, ale to było 10000 lat temu - odparł mu arogancko Abudin
-I w tym rzecz, że ja nie jestem człowiekiem - odparł mu Hipolit
Abudin założył nogę na nogę, podparł łokciem głowę i myślał co zaraz mu wymyśli Hipolit.
-Więc czym? - zapytał śmiejąc się pod nosem Abudin
-No właśnie w tej kwestii do Pana przyszedłem - odparł Hipolit
-Powiem ci tyle. Był u nas już kiedyś człowiek który nie chciał być człowiekiem. Mówił coś o miłości i miłosierdziu, i że jest synem bożym. Kiedy wyrzuciliśmy go z klasztoru, jeden z naszych zwiadowców znalazł go na wzgórzu, powieszonego na drewnianym słupie, chociaż że podobno niektórzy widzieli go 3 dni po tym jak go znaleźli. - odpowiedział mu Abudin
-Czyli mi nie pomożesz? - zapytał Hipolit
-Dobra pomogę ci, żeby nie wyszło że przyczniłem się do twojej śmierci - odpowiedział znurzony Abudin
W ten sposób udało się przekonać Abudina do pomocy Hipolitowi. Kiedy rozmowa się skończyła, Abudin zaprowadził Hipolita i Gerda do miejsca o którym nie wiedział nawet Gerd. Była to tajna biblioteka w której były spisane wszystkie wydarzenia jakie przeżyła ludzkość. Abudin zaczął szukać czegoś wśród tych wszystkich ksiąg. W końcu wyciągnął wielką księgę z nazwą "Początek". Była to księga w której były wyszystkie legendy na temat początków ludzkości. Według najbardziej znanej legendy i uznawanej z prawdziwą, Bóg przyszedł na świat tworząc 4 rasy: ludzi, elfów, krasnoludów i orków. Inne to tylko plotki które rozsiali potomkowie pierwszych ludzi, albo filozoficzny bełkot co Bóg miał na myśli tworząc ludzi. Abudin dalej nie mógł pojąć jak mógł uwierzyć Hipolitowi w te brednie. Dopiero teraz zauważył że jest z nim jeszcze Gerd.
-Dobra zrobimy inaczej. Opwiedźcie mi swoją drogę do klasztoru - rozkazał Abudin
-To ja zacznę pierwszy - odparł Gerd - Kazałeś mi iść na zwiady do Humengradu, więc poszedłem. Jednak chyba za bardzo rzucałem się w oczy i mnie przymknęli.
-Przecież ja cię tam wysłałem pół roku temu. Przynajmniej powiedz że nic nie wygadałeś - zapytał zawiedziony Abudin
-Na szczęście nie - odpowiedział Gerd
-Dobra teraz moja część - wyskoczył Hipolit - Byłem w swojej chatce w lesie jak zwykle, dopóki nie przyszedł do mnie nijaki Abraham. Zaprowadził mnie do miasta, w którym obiłem kilku strażników i zwyzywałem kapłana, no i na końcu wsadzili mnie do lochu.
-Dwóch się dobrało... Czyli tutaj zaczyna się wasza wspólna historia? - zapytał jeszcze bardziej zawiedziony Abudin
-Tak - odpowiedzieli razem
-Więc mówicie... - Abudin złapał się za głowę myśląć co mu powiedzą
-Najpierw zrobiliśmy 5 gwiazdkowy pościg, po wyjściu z więzienia. Później przenocowaliśmy w Adal. Przeszliśmy przez Las Mroku, w którym spotkaliśmy wilkojada. Przeszlismy także przez Słoneczną Polanę, na której zauważyliśmy smoka... - w tej chwili przerwał im Abudin
-Smoka!!! - wykrzyknął i popluł się przy okazji Abudin - Przecież jeśli smok wychodzi z swojej groty to oznacza że przyjdzie coś złego, tak było np. przed wstąpieniem na tron Humena I.
-Więc jest to odpowiedni dowód żeby mi pomóc? - zapytał Hipolit
-Jeśli tu chodzi o ciebie... to napewno jest - odpowiedział z grozą Abudin - No ale że na 100% zmyśliłeś tą historię, nie wierzę ci.
Hipolit wraz z Gerdem zostali odesłani do mieszkań nowicjuszy, w których mieli przenocować kilka nocy. Następnego dnia gdzieś nad ranem, kiedy wszyscy byli gotowi, rozpoczeły się lekcje magii. Hipolit był tylko gościem, ale Gerd mógł się już wykazać. Akurat była lekcja kręgu ognia, więc Gerd pokazał swój popisowy numer, wielką kulę ognia. Młodsi nowicjusze wraz z Hipolitem bili brawa z zachwytu, a magowie tylko przyklaskiwali. Co prawda Gerd jeszcze nie wybrał kręgu, lecz krąg ognia szedł mu najlepiej. Hipolit też chciał spróbować swoich sił, chociaż że nic nie umiał. Gerd podpowiedział mu co nieco w dormitorium, jednak Hipolit prawie wszysto zapomniał. No ale, Hipolit zrobił dziwne ruchy rękami i pomyślał nad czarem. Jednak tak się zamyślił, że nagle w swoich rękach poczuł ogień, i powstała piękna ognista gwiazda pięcioramienna. Przerażony Hipolit zaczął machać rękami, przez co gwiazda wybuchła. Nowicjusze bili brawa jeszcze głośniej, nawet magowie do nich dołączyli. Gerd też klaskał, lecz poczuł nawet lekką zazdrość. Kiedy lekcje się skończyły Gerd zaczępił Hipolita.
-Od kiedy umiesz używać magii? - zapytał Gerd z grymasem
-Od nigdy. Jakoś samemu mi to wyszło - odparł mu lekko uśmiechnięty Hipolit
-Może na serio jesteś wybrańcem - powiedział pod nosem Gerd
-A! Przypomniało mi się. - wykrzyknął nagle Hipolit - Pamiętasz jak byliśmy przed tronem Abudina. On się mnie pytał o ród, to jaki ty masz.
-To skomplikowane, nie mogę ci o tym powiedzieć. - odparł zakłopotany Gerd
-Czemu? - zapytał zaskoczony Hipolit
-Jak się dowiesz... Lepiej żebyś się nie dowiedział - odparł wzdychając
Jeszcze tego samego dnia popołudniu Hipolit , tym razem sam, poszedł do Abudina. Gdy Abudin zauwarzył Hipolita, od razu skórczył brwi.
-Witaj Panie Abudnie - zawołał Hipolit
-Sprawa zamknięta. Nie pomogę Ci - odrzekł Abudin
-Niech Pan mi pomorze. Jest Pan moją jedyną szansą - błagał na kolanch Hipolit
-Ty się ciesz, że cię z klasztoru nie wyrzuciłem za herezję - odparł bezlitośnie Abudin
-No proszę - błagał Hipolit prawie całując Abudina po nogach
-Won! Jak jeszcze raz tu wrócisz, wyrzucę cię własnoręcznie z klasztoru - wykrzynął zdenerwowany Abudin
Hipolit z pośpiechem opuścił salę tronową. Jednak nieugięty (a za razem głupi Hipolit), dzień później, wrócił do Datita. Kiedy znowu zauwarzył Hipolita, zrobił ruch ręką, który oznaczał strażą że mają go wynieść. Straże natychmiast złapały Hipolita.
-Puszczajcie mnie! - wykrzyknął - Niech mnie Pan chociaż wysłucha
-No dobrze. Znaj moją litość - odpowiedział znurzony Abudin, sugerując strażnikom żeby go puścili.
-Może trochę prywatności? - spojrzał na straż Hipolit, po czym straż odeszła.
-Mogę opuścić klasztor, ale niech mnie Pan wysłucha - wybłagał Hipolit
-No dobrze, słucham - przystał Abudin
-Wie Pan może z jakiego rodu jest Gerd? - zapytał Hipolit
-Pewnie odpowiedział Ci że to skomplikowane - odparł Abudin
-Skąd Pan wiedział? - zapytał zdziwony Hipolit
-Nie tylko ty się o to pytałeś. W sumie to tylko ja znam jego ród - odpowiedział Abudin
-Czyli się nie dowiem - zapytał Hipolit
-Nie - odpowiedział stanowczo Abudin - Ale że jesteś jego przyjacielem, mogę ci powiedzieć, że jest to związane z polityką królestwa.
-Chyba Pan nie twierdzi... że Humen III i Gerd to... - Hipolit zrobił wielkie oczy
-Tak, Gerd jest synem Humena III - odpowiedział Abudin
-To by wyjaśniało dlaczego go nie zabił, tylko wsadził do lochu. Ale to i tak jakim cudem Gerd w ogóle dostał się do klasztoru? - zapytał zdezorientowany Hipolit
-Przeciwnicy Humena III okłamali go, że Gerd jest bękartem. Jednak przez to że bardzo kochał swoją żonę i syna, nie zabił ich, lecz wydalił z miasta. Po tej sytuacji jedynym miejscem gdzie mogli się schować, został klasztor - odparł wzdychając Abudin
-To wiele wyjaśnia... - powiedział Hipolit
-A! Właśnie! Ja dalej nie wiem z jakiego rodu Ty jesteś - wykrzyknął nagle Abudin
-Ja też chce to wiedzieć - odparł ironicznie Hipolit
-Mówiłeś coś, że się pojawiłeś niewiadomo skąd i od razu wiedziałeś co robić - powiedział
-No tak, ale sam powiedziałeś że to herezja - odrzekł Hipolit
-No ale powiedzmy że ci uwieże. Ale to nie zmienia faktu że to nie ma żadnego sensu - zamyślił się Abudin
-Czyli co? - zapytał zdezorientowany Hipolit
-Czyli żegnam - odpowiedział stanowczo Abudin
Po tym spotkaniu Hipolit wrócił do dormitorium. Co prawda, jaki głupi był taki głupi jest. Dalej nie zna początków swojego istnienia. Gdy był przy swoim łóżku spakował wszystko co miał, czyli niewiele, i czekał z Gerdem do rana. Kiedy nastał wieczór, oboje mieli iść spać, jednak usłszeli jakieś okrzyki. Wszyscy nowicjusze, magowie i arcymagowie wstali żeby zobaczyć co się dzieje. Okazało się że to strażnik, który wcześniej przepuścił Hipolita, wydał ten okrzyk. Kiedy Abudin spytał go co się stało, dowiedział się że jeden z zwiadowców zauważył wrogie wojska Humena idące w stronę klasztoru. Wszyscy popadli w panikę, jedynie Abudin trzymał sie za podbródek myśląc co teraz zrobić. Abudin wiedział że kiedyś nadejdzie ten moment, lecz nie wiedział że tak szybko. Pierwsze co zrobił, to powołał radę arcymagów, żeby przedyskutować z nimi sytuacje. Arcymagowie dyskutowali czy w ogóle mają szansę na wygraną, bo na ich klasztor szła 10 tyś. armia. Takiej armii nie było od czasów wojny magicznej która była 125 lat wcześniej. Jeden z arcymagów rzucił pomysł, stworzenia wielkiej bariery chroniącej klasztor. Pomysł nie był zły, ale niestety jak już by taką barierę zrobili to by nie mogli z niej wyjść, co doprowadziło by do śmierci głodowej. Arcymag ognia za to wymyślił, żeby złączyć wszystkie czary z każdego w jeden. Jednak i ten pomysł nie miał sensu, bo np. czar ognia i wody by się dobrze nie skończył. Arcomagowie wody i ziemi wpadli na pomysł stworzenia fosy. Może uniemożliwiło by to przejście piechoty, lecz machiny oblężnicze dalej by mogły ostrzeliwywać klasztor. Arcymag nekromacji (był taki) chciał przywołać armię zamarłych, jednak Abudin powiedział że to by się skończyło źle dla nich i Humena. Wtem nagle Abudin wstał od stołu i powiedział - "Nic nie możemy zrobić, niech każdy poprostu walczy o swoje życie. Jeśli wygramy... - wzdychnął - w końcu wrócimy do naszych rodzin i dawnego miejskiego życia". Wszyscy Arcymagowie poczuli chcęć niepodległości i ducha walki. Później przekazali to wszystko pozostałym mieszkańcom klasztoru. Nawet Hipolit to poczuł, nawet jeśli w klasztorze był tylko kilka dni, on też nienawidził Humena. Na szczęście większość klasztorników umiała się posługiwać bronią białą, a niektórzy nawet miotaną. Co prawda różnica armii była 10 tyś. do paruset czarodzieji, jednak oni wiedzieli że zginą, dlatego chcieli zginąć z honorem. Łucznicy i strażnicy stanęli na murach otaczających klasztor. Wojska Humena były już ledwo milę od nich. Słońce zaszło, pochodnie trzymane przez nowicjuszy rozjaśniały niebo. Nowicjusze stanęli przy bramie, trzymając ją przed uderzeniami tarana. Nastała cisza. Po chwili usłyszeli kroki i piosenki wojskowe armii Humena. Kiedy wojska zbliżyły się dostatecznie blisko, Abudin wszedł na bramę i chciał przywitać tego kto do nich przyszedł. Jak się okazało nie był to Humen III, lecz jego prawa ręka, Dexter Manus.
-Witaj Dexter. Dawno cię nie widziałem - przywitał go Abudin
-A no. Ostatnio tu byłem z kilkanaście lat temu, z moją "pokojową" wizytą - zaśmiał się Dexter
-No właśnie... pokojową. To czemu teraz przyszedłeś z wojskiem - zapytał Abudin
-Nasz król Humen III powiedział że to błąd, że jego dziadek was zostawił. Dlatego teraz chce dokończyć dzieło dziadka - odpowiedział mu Dexter
-To dlaczego sam tu nie przyszedł - zapytał Abudin
-Umówmy się szczerze. Humen III nie jest tak odważny jak Humen I - odparł Dexter - No ale wy też nie musicie być i możecie się poddać.
-Chyba w twoich snach - odpowiedział Abudin zapalając ogień w rękach
-Tak, to... ATAK!!! - wykrzyknął do swojego wojska Dexter
Klasztorni łucznicy zaczęli strzelać do piechoty Humena. Abudin w pośpiechu opuścił miejsce w którym stał. Wieże oblężnicze ruszyły w stronę murów, jednak zostały spalone przez magów ognia. Królewscy kusznicy jednak zaczęli dominować nad łucznikami z klasztoru. Magowie ziemi rozdzieli ziemię pod nogami żołnierzy Humena. Taran uderzał w bramę, jednak jej złoto-stalowe zdobienia wytrzymywały nacisk. Mogło się nawet wydawać że armia Humena to przegra, jednak wtedy z krzyków żołnierzy wyłonił się jeden najgłośniejszy, "OGNIA!". Wtedy wszyscy ujrzeli na niebie okrągłe kamienie lecące z prędkością kolibra. Na dodatek każdy strzał był celny, rozwalając m.in. kaplicę i salę tronową. Dopiero po opadnięciu chmury dymu Abudin i reszta klasztoru zauważyli nowy wynalazek Humena, bombardę. Kilka chwil później poszła kolejna salwa, tym razem niszcząc mury. Dzieki temu żołnierze Humena mogli wejść do klasztoru. Dopiero teraz wszyscy arcymagowie i magowie zjednoczyli się przeciwko armii. Nowicjusze dzielnie walczyli z ciężkozbrojnymi żołnierzami Humena, lecz nie mogli wygrać z 8 tyś. armią. Wtedy Abudin podszedł do Hipolita mówiąc do niego "Jeśli to ty jesteś wybrańcem to nas uratuj albo przynajmniej uciekaj, bo nie możesz tu zginąć". Hipolit posłuchał Abudina i uciekł razem z Gerdem do tajnego wyjścia. Wyjście mogło zadziałać, dlatego że wojsko królewskie zaatakowało tylko z jednej strony. Okazało się, że z nimi poszli także niektórzy nowicjusze. Kiedy już tam prawie doszli, zauważyli że niebo rozświetliły kule ognia, które nie pochodziły od magów, lecz od przeciwników. Cały klasztor stanął w płomeniach, lecz to nie miało znaczenia bo byli już przy wyjściu. Okazało się, że przez wyjście może przejść jedna osoba na raz, wyszło że Hipolit i Gerd idą ostatni. Kiedy Hipolit wyszedł na dwór, przyszła kolej na Gerda, jednak kiedy schodził wydał z siebie okropny jęk. Hipolit odwrócił się żeby zobaczyć co się stało i wtedy ujrzał za plecami Gerda, Janusza, z mieczem w jego brzuchu. Wtedy księżyc pokazał północ. Hipolit zamarł, chciał już wyciągnąć z pochwy miecz który dostał w klasztorze, jednak inni krzyczeli żeby uciekał. Kiedy się ocknął wziął nogi za pas i ruszył za innymi, ciągle spoglądając za siebie na widok zmarłego Gerda i stojącego nad nim Janusza. Nawet nie wiedział czemu Janusz to zrobił. Przecież jeśli byłby zazdrosny o Gerda to zabiłby Hipolita a nie jego. Jednak to nie było już ważne, ważne było to że udało mu się uciec z klasztoru. Chciaż że opuścił już to miejsce, dalej biegł oszołomiony, nie wiedząc co się dzieje do okoła. Po kilku minutach biegu doszedł do lasu, a nowicjusze rozłorzyli obóz. Hipolit usiadł na leżącej kłodzie i złapał się za głowę. Poczuł że kręci mu się w głowie, więc się położył. Zmęczony całym dniem zasnął. Kiedy się obudził zauważył że nikogo w okół niego nie ma. Ognisko było zgaszone a słońce wskazywało ok. 9.00 rano. Hipolit był bez niczego. Co prawda miał miecz, który był dość starannie zrobiony. Na dole ostrza miał wydrążony znak smoka. Pierwsze o czym pomyślał to o smoku przed którym uciekał. Jednak nie zwrócił na niego dużo uwagi. Wziął z krzaków trochę dzikich jagód żeby nie umrzeć z głodu. Kiedy się powiedzmy najadł, wrócił do klasztoru. Wyjrzał zza drzewa, sprawdzając czy nikogo nie ma w okolicy. Wtedy zobaczył gruzy klasztoru. Zostały z niego tylko mury i kilka ścian. Hipolit podszedł do przejścia z którego uciekł z klasztoru. Zostały z niego tylko gruzy, lecz w nich zauwarzył coś jeszcze. Była to czaszka Gerda, którą wziął w ręce. Dopiero teraz wyszły z niego prawdzie emocje, takie jak płacz. Zalał się łzami i oparł o mur, dalej trzymając w rękach czaszkę. W końcu zrozumiał jak to jest być pokrzywdzonym, bo przez ostatni czas to on robił zło. Kiedy w końcu zebrał siły, poszedł w dalszą część ruin. Znalazł miejsce sali tronowej, swojego mieszkania a nawet wejście to tajnych archiwów w których był z Abudinem i Gerdem. Jednak gdy tak spacerował, usłyszał jakieś kroki. Natychmiast wyjął miecz i oglądał się we wszystkie strony. Wtedy niewiadomo skąd strzała strąciła z ręki miecz Hipolita. Zza murów wyskoczyło dwóch żołnierzy, którzy go pojmali bezbronnego. Po krótkiej przejażdzce zamknięty w klatce dotarł do obozu. Kiedy wyszedł z klatki związany w kajdany, ujrzał Dextera z mieczem Hipolita. Dexter podszedł do Hipolita i powiedział.
-Niezłe cacko
-Czego ode mnie chcesz! - wykrzynął Hipolit
-Twoich informacji - odparł Dexter
-Nic nie dostaniesz! Jak mnie w ogóle znalazłeś - zapytał ze złością Hipolit
-Wiedziałem że wrócisz do Gerda - odparł z lekkim uśmiechem Dexter
-To ty... To ty kazałeś Januszowi, zabić Gerda - zrozumiał Hipolit
-Tak to ja. A teraz jak już wszystko wiesz, mów co się dowiedziałeś w klasztorze - rozkazał
-No właśnie nic nie wiem. Przyjechałem tam żeby dowiedzieć się kim jestem - odparł Hipolit
-A no tak. Humen mnie ostrzegał że niby jesteś jakiś inny. No ale przecież wyglądasz jak człowiek - powiedział zdezorientowany Dexter
-6,5 stopy to normalna wielkość człowieka? - zapytał ironicznie Hipolit
-Rzadko spotykana, ale się zdaża. A oprócz tego? Nawet dom miałeś w naszym kraju - odparł
-A umiesz się posługiwać magią bez żadnej nauki? - zapytał Hipolit
-No nie, a ty? - zapytał sarkastycznie Dexter
Wtedy Hipolit zapalił w ręce płomień, na co żołnierze wyciągnęli miecze.
-I co? - zapytał z poważna miną Hipolit
-Dobra wierzę Ci - odparł Dexter, zabierając Hipolita do namiotu
W środku namiotu był złoty tron Dextera, stół i kilka mniejszych, już nie złotych, krzeseł. Dexter usiadł na swoim tronie, a zołnierze przywiązali Hipolita do krzesła, żeby nie uciekł.
-Ty, Armiger. Przynieś coś do picia - zawołał Dexter, a zołnierz wyszedł z namiotu
-Czemu mnie w ogóle schywtaliście - zapytał Hipolit
-Eh - westchnął Dexter - To przez Gerda
-Co masz na myśli - zapytał zaskoczony Hipolit
-Jeśli wiesz, albo nie wiesz, Gerd jest pierworodnym synem Humena III. Jeszcze przed narodzinami Gerda zauważyliśmy, że Humen nam bardzo mocno ufa, ponieważ boi się polityki jak ognia. Przez to jeśli Humen nie miałby dzieci, cała władza przeszła by na mnie. Dlatego wmówiliśmy mu że Gerd jest bękartem, przez co teraz jest bez potomka.
-Nie spodziewałem się tego. Ale co ja mam z tym wspólnego? - zapytał Hipolit
-To że gdy uciekłeś razem z Gerdem, król dowiedział się że Gerd jeszcze istnieje i ma się dobrze. Więc była obawa że Gerd mógł zostać przyszłym królem.
-To czemu Humen chciał zniszczyć cały klasztor? A może to też twój pomysł - zapytał Hipolit
-Nie, to akurat jego pomysł. Kiedy Hipolit dowiedział sie że ty i Gerd, uciekliście z lochów do klasztoru, połączył kropki i pomyślał że klasztor chce się współgrać z inną rasą. Tym bardziej że ty ogłaszałeś całemu miastu że nie jesteś człowiekiem. - odparł arogancko Dexter
-To skoro ja jestem winny, czemu mnie jeszcze nie zabliście - podniósł głos Hipolit
-Właśnie dlatego... - przerwał Dexter gdy zobaczył Armigera, który przyniósł piwo
-Co? - zapytał Hipolit
-Poczekaj - Dexter pokazał palcem żeby żołnierze wyszli z namiotu - Właśnie dlatego mamy dla ciebie propozycję.
-Wy do mnie? Ciekawie jaką? - zapytał zaintrygowany Hipolit
-Jeśli nam pomożesz, przeżyjesz. Twoim jedynym celem jest, eh, zlikwidowanie Humena III.
-JA?! Jakbym go jakimś cudem zabił, to cały kraj by mnie gonił - wykrzyknął Hipolit
-Czyli chcesz teraz zginąć - zapytał Dexter wyciągając miecz
-Broń Boże, ale jak ja mam to zrobić samemu? - odrzekł Hipolit
-Ty się nie boi, plan jest już dawno wymyślony - powiedział Dexter - I nie samemu ale z grupą wyszkolonych i wtajemniczonych żołnierzy.
-To jaki jest plan? - zapytał Hipolit
-Będziesz nadwornym strażnikiem króla. Zawsze kiedy król wychodzi na balkon żeby przemówić do ludzi, ma za sobą eskortę strażników. I ty będziesz tym który jest przy drzwiach od balkonu. Kiedy drzwi się otworzą i Humen wyjdzie, to wtedy walisz go halabardą. Kiedy zrobi się zamieszanie to żołnierze którzy byli z tobą, udadzą że cię pojamali, a tak naprawdę przyjdziecie do mnie. Zrozmiano? - przedstawił plan Dexter
-A jak niby Humen nie pozna że to ja? - zapytał zdziwiony Hipolit
-Królewscy strażnicy mają takie hełmy, że głowa jest cała pokryta stalą, więc nie ma opcji że cię rozpozna - odparł Dexter - Czyli co?
-Muszę się zastanowić - pomyślał Hipolit
-Masz czas do jutra - ostrzegł Dexter - Straże! Weźcie go.
Kiedy żołnierze znowu wsadzili Hipolita do klatki, miał wybór: albo zabić się i uratować Humena przed zdradą, albo przeżyć i zmienić bieg historii. Tylko problem z pierwszym był taki że jeśli Hipolit by umarł, to Dexter by po prostu wybrał kogoś innego. Więc Hipolit, przez swój arogancki charakter, wybrał że, jego życie jest ważniejsze od życia innych. Następnego dnia, kiedy znowu został postawiony przed tron Dexter, doszło do wyboru.
-Witaj, mam nadzieję że wybrałeś - przywitał Dexter
-Owszem, może nie jest to najlepszy dla mnie wybór, ale... - zatrzymał Hipolit
-Ale? - zniecierpliwił się Dexter
-Tak - odpowiedział po czasie Hipolit
-Co tak - zapytał zdezorientowany Dexter
-Tak, zabiję Humena III - odparł Hipolit
-Widzę że dokonałeś dobrego wyboru. Za godzinę wyjedziemy do Humengradu - oznajmił
Hipolit, dalej zamknięty w klatce, dotarł do Humengradu. Kiedy go wypuścili, dali mu zbroję i broń. W zbroji był kompletnie nierozpoznawalny, więc na razie wszystko szło zgodnie z planem. Kiedy nastał czas zmiany warty, Hipolit wraz z innym żołnierzem weszli na balkon. Hipolit zobaczył, że kiedy zegar na wieży kościoła wybija 12, ludzie schodzą się pod zamek, czekając na króla. Kiedy nastąpił moment gdy drzwi zostały otwarte i Humen wyszedł z zamku na balkon, Hipolit spuścił halabardę prosto na głowę Humena III. Wśród ludzi wybuchła panika, Humen leżał nieżywy pod stopami Hipolita. Kiedy Hipolit się ocknął, natychmiast wbiegł do zamku. Jednak w środku byli strażnicy którzy nie byli wtajemniczeni w zamach. Hipolit mając w rękach halabardę, kontra 5 strażników z mieczami, spojrzał na drugiego żołnierza. Obydwoje zrozumieli że trzeba działać. Kiedy żołnierze rzucili się na nich, odepchnęli ich halabardami. Hipolit nabił jednego ze strażników, jednak drugi natychmiast rzucił się na niego z mieczem. Hipolit obronił się halabardą, jednak pękła ona od uderzenia. Hipolit natychmiast wziął w ręce miecz poległego żołnierza i zaczął szermierkę z drugim. Kiedy drugi poległ, Hipolit spojrzał jak sobie radzi jego kompan. On też pokonywał dwóch, jednak kiedy walczył z drugim, od pleców miał go zaatakować trzeci. Hipolit ostrzegł go i sam ruszył w stronę przeciwnika. Jednak wróg dał kopa żołnierzowi, przez co poleciał na podłogę. Triumf przeciwnika nie trwał jednak długo, ponieważ Hipolit szybko pozbył się jego głowy. Kiedy było po wszystkim, Hipolit zauwarzył że zbroja kompana zaczęła robić się czerwona. Okazało się że nabił się na miecz jednego z poległych. Żołnierz powiedział Hipolitowi żeby ruszał i zostawił go tutaj. Hipolit posłuchał i pobiegł do miejsca w którym był Dexter. Kiedy przybył, Dexter kazał wszystkim o powstanie.
-Udało nam się - ogłosił z dumą Dexter - Witam w nowej epoce w historii naszego królestwa, a niedługo może i Świata.
-Co masz na myśli - zapytał Hipolit
-Ten rok to szczególny rok. Według pradawnego kalendrza jest 10000 r. od powstania Świata. - odparł Dexter
-Z kąd, po tylu latach, wiecie kiedy powstał Świat - zapytał zdziwony Hipolit
-Nasz stwórca zwany Stachem, od pradawnego słowa "stachus", które oznacza Bóg, dał nam umiejętność liczenia dni i lat. On nawet nam nakazał liczyć lata od stworzenia Świata, ponieważ 10000 lat później przyjdzie prorok który nas zbawi - wytłumaczył Dexter
-A to nie tak że wy (ludzie) wierzycie w Boga Humena? - zapytał Hipolit
-W niego? Ha ha, to tylko propaganda, żeby pokazać jaki król Humen I był wspaniały. Każdy inteligentny człowiek wie, że Bóg Stachu istnieje i tylko on jest jedynym Bogiem - odparł
-To czemu karzecie ludziom wierzyć w Humena? - zapytał Hipolit
-To król Humen I wymyślił to 125 lat temu. Według legendy, Humen I jeszcze zanim nazywał się Humen, dostał objawienia od Boga Humena. I to niby Bóg kazał mu przyjąć imię Humen i robić te wszystkie rzeczy. Chociaż prawda jest taka że, Humen I po prostu chciał mieć jakiś pretekst żeby móc mieć pełną władzę w kraju - odpowiedział Dexter
-Czyli całe 125 lat to jeden wielki przekręt? - zapytał zaskoczony Hipolit
-Oj nie chłopczyku. Cały Świat to jeden wielki przekręt - odparł Dexter
-Chłopczyku? Nasza umowa skończona: ja zabiłem króla, a ty mnie puszczasz wolno - przypominał Hipolit
-Ha ha, nie. Umowa się skończy kiedy ja tak powiem - sprostował Dexter
-A co jak cię nie będę słuchać? - zapytał Hipolit
-To w tym miejscu zostaniesz posiekany na kawałki i dany mojemu psu, jako karma. Rozumiesz? - odparł z grozą Dexter
Po tym Hipolit umilkł. Co prawda nie był już w lochach ale w koszarach żołnierskich. Nie był poniżany przez żołnierzy, a przez niektórych młodych poborowych nawet traktowany z szacunkiem. Hipolit nie wiedział czy na prawdę ludzie go szanują, czy to tylko propaganda Dextera. W południe, dzień po zamachu, Dexter kazał wszystkim mieszkańcom Humengradu przybyć na plac zamkowy. Hipolit jako szanowany żołnierz został postawiony pod balkonem (żeby uniknąć kolejnego zamachu), gdzie miał pilonować bramy zamkowej. Jeśli chodzi o balkon, to Dexter w ogóle zrezygnował z strażników. Kiedy już stanął na balkonie, dał przemównie: "Jak wszyscy wiemy wczoraj doszło do zamachu. Nasz król Humen III został zabity przez zdrajcę narodu. Na szczęście udało nam się go złapać, jest to były generał Jan Zamoy. Dzisiaj!, w tym momencie!, zginie!!!". I nagle przez bramę zamkowę, przy której stał Hipolit, wyszedł oskarżony niesłusznie Jan Zamoy. Został postawiony na specjalnym wywyższeniu na środku rynku, a po chwili został ścięty. Ludzie którzy najpierw wyzywali, w moment zaczęli krzyczeć z radości. Po tym brama znowu się otworzyła, jednak teraz wyszła otwarta złota trumna, w której leżał Humen III. Za nią wyszli najwyżej położeni generałowie i kapłani, a później za nimi poszli zwykli ludzie. Cała ta procesja szła do kościoła, w którym miał być pochowany Humen. Hipolit był oszołomiony jak szybko ludzię przyjmują kłamstwo. Po chwili spytał się drugiego strażnika, czy mają iść za resztą, czy dalej pilnować bramy. Ten mu odparł: "ciesz się, że cię Dexter nie wydał, i możesz tu stać". Hipolit nie bardzo zrozumiał, strażnik też to zauważył i sprostował że jeśli by tam poszedł, ktoś mógłby go ujawnić. Jednak po 20 minutach stania podszedł do nich generał Halbert von Albert i kazał im iść do zamku, bo tam mają się spotkać z Dexterem. Kiedy po procesji Dexter i jego zaufani towarzysze przybyli do sali konferencyjnej, zaczęły się obrady.
-Dziękuje wszystkim za przybycie. Kazałem wam przyjść, ponieważ musimy ustalić, kogo chcemy wybrać na sprawcę zamachu - rzekł Dexter
-Przecież publicznie zabiliśmy generała Zamoya - odparł zdziwiony żołnierz
-Tak, ale jest okazja żeby zaatakować inne królestwo i teraz musimy wybrać które - wytłumaczył Dexter
-Czyli Król chce żebyśmy zaatakowali inną rasę? - zapytał z niedowieżaniem Albert
-No niestety, musimy użyć wojny błyskawicznej. A waszym celem jest wybranie na kim.
Po wielu pomysłach doszło do konsensusu, w którym każdy wybrał na cel elfów. Jednak wiedzieli że elfy nie mają wcale takiej złej armii, a kilkadziesiąt lat wcześniej armia elfów nawet przewyższała ludzką. Więc wybrali żeby zawrzeć sojusz z krasnoludami. Krasnoludy jako naród lubiący bijatyki i walki pewnie z chęcią by przyjął propozycję. Jednak nikt nie chciał pojechać do króla elfów, ogłaszając mu deklarację wojny i do króla krasnoludów przedstawiając propozycję sojuszu. Dexter patrząc na ludzi, których nie chciał stracić, wybrał siedzącego na końcu stołu Hipolita. Hipolit nawet nie zdawał sobie sprawy, do czego został wybrany. Dopiero siedzący obok niego żołnierz mu o tym powiedział. Po obradach Dexter mu szczegółowo wytłumaczył plan. Już następnego ranka Hipolit został wsadzony do a la karocy (klatki na kółkach), którą miał dojechać do granicy z Królestwem Elfów. Jednak przed samym odjazdem podszedł do niego Dexter.
-Mam nadzieję że pamiętasz plan - zapodał Dexter
-Chyba tak. Najpierw mam się udać do króla Elfów, a później króla Krasnoludów. Tylko nie wiem czy pan przemyślał sytuację, w której bym został zabity na terytorium Elfów, przed dotarciem do Krasnoludów - zapytał Hipolit
-Tak, przemyślałem. Zostałeś zwolniony z funkcji emisariusza w Krasnogradzie. Już został tam wysłany inny człowiek - wyjaśnił Dexter
-Nawet jeśli, to... i tak się dziwię czemu mnie pan wybrał na wysłannika ludzi, skoro nawet nie jestem człowiekiem - zapytał zdziwiony Hipolit
-Są rzeczy które zrozumie tylko człowiek, czyli nie ty. Więc miłej podróży, eee, Vai via! - pożegnał go Dexter
-Co? - zapytał Hipolit
-No, Vai via, czyli żegnaj po staroludzku. Tak to jest rozmawiać z niedoedukowanymi - parsknął Dexter, po czym odszedł
Hipolit wszedł do karocy i razem z eskortą wyruszył w podróż. Po godzinie jazdy dotarli do Adal, lecz zamiast skręcić na południe w stronę ruin klasztoru, ruszyli dalej na północny wschód. Po drodze nie napotykali żadnych większych przeszkód. Dotarli do wioski Erat, która była niedaleko granicy. Gdy tam dotarli było już południe, co było szybkim wynikiem, jeśli Hipolit i Gerd pokonali podobny dystans w 3 dni. Zatrzymali się na rynku, na którym w godzinach szczytu była prawie cała wioska. Dowódca podróży, gwardzista Dux, zszedł z konia i przemówił do mieszkańców:"Drodzy mieszkańcy! Ostrzegam was przed zagrożeniem, którym jest wojna! Wasza wioska jest ważnym punktem na naszej trasie operacyjnej, więc bądźcie przygotowani na naszą armię, która będzie tędy przechodzić.". Ludzie od razu zaczęli plotkować. Niektórzy obawiali się wojny, która może dotrzeć i do nich. Inni jednak popierali działania wojska i z chęcią by ich wpuścili. Jednak problem był taki, że nikt z wioski nie wiedział że Humen III umarł, ani że teraz rządzi Dexter. Jednak może to i nawet lepiej dla Dextera. Ważne jednak było to, że żołnierze znowu ruszyli w podróż. Po godzinie dotarli do granicy, pilnowanej przez żołnierzy ludzi, jak i elfów. Elfy od razy wyróżniały się od ludzi. Były znacznie wyższe od ludzi i innych ras, a także miały spiczaste uszy i zazywaczaj bardzo długie włosy. Elfy na strażnicy rozmawiały z ludzkimi strażnikami, jakby nie było żadnych granic, ale za chwilę miało się to zmienić. Kiedy strażnicy zauwarzyli żołnierzy, zmierzających w ich stronę, od razu stanęli na baczność.
-Czego tu szukacie? - zapytali strażnicy
-Mamy wysłannika królewskiego, oczekujemy eskorty również ze strony Elfów - odparł Dux
-Królewski? Kto was wysyłał - zapytali podejrzliwie
-Nasz zwierzchnik, Dexter Manus - odpowiedzieli żołnierze
-Tylko król Humen III może wysyłać emisariuszy - parsknęli lekkim śmiechem strażnicy
-Ekhem. Najwyższy władca ludzi, król Dexter Manus, nakazał nam przejść przez granicę, bez żadnych problemów - rzekł stanowczo Dux
-Król Dexter... A co z...? - zamyślili się strażnicy, po chwili rozumując sytuację
-Tak. Król Humen III nie żyje, został zabity w zamku - wytłumaczył Dux
-Kto mógł się tego dopuścić?! - wykrzynął zdziwiony strażnik
-Właśnie po to tu jedziemy - wyjąśnił Dux, po czym Elfy zrobiły podejrzliwą minę
-Jeśli chcecie eskorty, muście tu zaczekać do następnego rana - wtrąciły Elfy
Żołnierze przystali na tą ofertę i rozłożyli swój obóz. Granica była otoczona długim drewnianym murem, który prowadzi od morza do gór. Był budowany przez wiele set lat, a także wiele razy naprawiany. Jednak strażnicy nie mogą pilnować całej długości muru, przez co oba kraje podpisały umowę, w której zezwala się na zabicie niezweryfikowanych imigrantów. Kiedy nastał ranek, przybyła i eskorta. Nie była jednak tak duża jak ludzka. Był tam jeden żołnierz i dwóch woźniczych. Ludzkim żołnierzom nie bardzo spodobała się eskorta, ponieważ inaczej sobie ją wyobrażali. Elficki żołnierz zsiadł z konia i zapytał gdzie jest wysłannik. Dux i reszta od razu podnieśli się i wyrzucili przed szereg Hipolita. Jednak Dux nie był zbytnio zadowolnoy.
-Co to ma być? - zapytał zdenerwowany Dux
-Eskorta o jaką prosiliście - odparł Elf
-Czyżby? Nie prosiliśmy o dwóch wieśniaków i jednego poborowego, tylko o tuzin waszych najlepszych żołnierzy - rzekł Dux odwracając się do podśmiechujących żołnierzy
-Zamiast bryczki, mógł na osiołku jechać do Elfgradu, więc nie narzekajcie - odparł Elf
-No dobrze, już dobrze. Ważne żeby cały i zdrowy dojechał do waszego króla - uspokoił Dux
No i stało się. Hipolit wszedł do bryczki i przekroczył granicę Ludzko-Elficką. Było już około godziny 9 rano, jednak elfickie lasy są bardziej niebezpieczne od ludzkich. Wszystko przez starożytne zamiłowanie Elfów do magii. Już od samych początków ich cywilizacji zaczęli robić eksperymenty z otaczającą ich florą i fauną. Zaczęli łączyć i mieszać ze sobą różne gatunki zwierząt, co doprowadziło w 7417 r. do prawie całkowitego zniszczenia Elfgradu. Jednak Hipolit napotkał inne zagrożenie. Eskorta stanęła nagle na środku leśnej drogi. Hipolit pomyślał że zrobili sobie przerwę, jednak po chwili zauwarzył inną karocę, której przewodził o wiele lepiej od nich wyposażony żołnierz. Woźnicy też to zauwarzyli i od razu ruszyli konie do galopu, przy okazji zostawiając poborowego. Kiedy żołnierze zauwarzyli mijającą ich bryczkę i żołnierza który za nią biegł, od razu nabrali mocnych przypuszczeń, czy to nie przypadkiem ich wysłannik. Ich eskorta od razu nawróciła się w stronę uciekających. Łucznicy konni już mieli strzelić w stronę bryczki Hipolita, jednak nagle z lasu wybiegł potężny stwór, który uderzył w bok bryczki. Uderzenie było na tyle silne, że bryczka przewróciła się na lewą stronę, a Hipolit obity trafił do rowu. Stwór który tego dokonał był mieszaniną niedźwiedzia i nosorożca, co dawało bardzo przerażający widok. Potwór natychmiast zaszarżował w stronę żołnierzy, którzy oddali strzały w jego stronę. Hipolit jednak tego nie widział. Od razu gdy się ocknął, pełen adrenaliny uciekł do lasu, słysząc tylko krzyki elfów i ryk potwora. Na szczęście Hipolita, większość leśnych stworów dopiero zaczęła się budzić, więc wyprawa przez las była bardziej bezpieczna. Jednak na ciele Hipolita pojawiały się dziwne zmiany. Uszy stały się bardziej spiczaste, włosy stały się blond, jednak zarost dalej był brunatny. Hipolit nie wiedział czy to magia lasu, czy jakaś wyższa siła. Kiedy po kilkudziesięciu minutach zobaczył słońce i polanę na wzgórzu, odrazu tam pobiegł. Natychamiast zauważył piękne pola rzepaku i winogrona, a na środku nich stało wzgórze z masywną winiarnią. Natychmiast zakradł się wśród winorośli, skąd zauważył winiarzy zbierjących winogrono. Nie wiedział jak zareagują na jego obecność, więc na razie wolał się nie zbliżać. Z daleka dostrzegł również, że pod winiarnią stoi elf który nie wygląda na zwykłego pracownika, Hipolit więc uznał że to właściciel. Hipolit próbował się dalej skradać, jednak po chwili został zauważony. Na początku nie wiedział czy to chłopak czy dziewczyna, przez długie włosy które posiadają elfy, jednak po rysach twarzy poznał że to dziewczyna. Dziewczyna już miała krzyczeć, jednak zrzucił się na nią i zatkał jej twarz, sugerując żeby nie wzywała pomocy. Po chwili dał jej powiedzieć.
-Kim jesteś złodzieju?! - zapytała przerażona
-Powiedzmy, że najważniejszym człowiekiem w Elfickim kraju, chociaż z tym byciem człowiekiem to różnie jest... - wyjaśnił Hipolit
-Czego tu szukasz? - dalej dopytywała
-Schronienia. Ściga mnie chyba wasza najlepsza gwardia - odparł szepcząc Hipolit
-Nie wiem czy ojciec będzie zadowolony z nowego "podejrzanego" pracownika - odparła - Nawet nie wyglądasz jak elf, bardziej jak "elflud".
-Wiem, powinienem się ogolić, nieprawdaż? - stwierdził Hipolit - A w ogóle to nazywam się Hipolit.
-Elfala. Miło mi - odpowiedziała - I tak, powinieneś.
-Powiedziałaś: "czy ojciec będzie zadowolony", czyli twoim ojcem jest właściel winiarni? - zapytał Hipolit
-Tak, jestem jego najstarszą córką. Niestety ojciec nie ma syna, więc winiarnia przejdzie na mnie - odrzekła Elfala
-Czyli jeśli jesteś spadkobierczynią, to masz największy wpływ na ojca - zapytał Hipolit
-No chyba tak, a co? - odparła podejrzliwie
-Powiedz ojcu, że ma nowego pracownika - wyjaśnił i poszedł w stronę winiarni
Właściciel po chwili zauważył, że w jego stronę idzie nieznany typ. Hipolit stanął przed nim i chciał powiedzieć że tu pracuje, jednak winiarz go wyprzedził.
-Kim Pan jest? - zapytał podejrzliwie winiarz
-Hipolit. Chcę tu pracować - odrzekł Hipolit
-A dlaczego miałbym się zgodzić - odparł
-Pana córka mi pozwoliła - wyjaśnił, po czym zza ściany wyszła Elfala
-Czemu rozmawiałaś z obcym i jeszcze go do nas przyprowadziłaś - zapytał zdenerwowany
-To jest człowiek w potrzebie, z wysokiej arystokracji, jednak nie umie się odnaleźć w naszym kraju - skłamała Elfala
-Dobra, dobra. Nie wiem co arystokrata robi w naszej winnicy, ale niech będzie. Jest Pan zatrudniony - powiedział zawiedziony na Elfalę ojciec
-Bardzo się cieszę. Gdzie mam zaczynać - zapytał szczęśliwie Hipolit
-Niech Pan pójdzie do tego gościa w zielonym fartuchu, on Panu powie - odrzekł patrząc złowrogim wzrokiem na córkę
Hipolit zadowolony ze swojego planu podszedł do wskazanego elfa. Elf kazał mu pozbierać jeden rządek winorośli. Hipolit bez zawachania wziął koszyk i ruszył do pracy. Jednak inaczej sprawy miały się u Elfali i jej ojca, który tak w ogóle nazywa się Oino'Vitor. Wyjaśnił (w złym tego słowa znaczeniu) córce żeby nie rozmawiała z nieznajomymi, a tym bardziej nie zapraszała ich do domu. Całą rozmowę podsłuchała młodsza córka, Uva, która w przeciwieństwie do Elflali chce przejąć winnicę po ojcu. Uva od razu zaczęła tłumaczyć, że Elfala się nie nadaje i to ona powinna odziedziczyć winnicę. Ojciec jednak odparł, że jest zbyt żądna władzy, i jedynie elf który kocha wino powinien zostać winiarzem. Oino widział na tym miejscu Elfalę, która była dla niego sumienną pracowniczką i lubiła swoją pracę, co było prawdą. Jednak Elfala nie chciała całe życie być w winnicy. Chciała studiować w Elfgradzie, najbardziej rozwiniętym kulturowo mieście świata. W Elfgradzie byli wszyscy. Oczywiście najwięcej było elfów, ale byli też ludzie, którzy przyjeżdżali tu studiować, także krasnoludy, którzy przybywali handlować. Jedynie nie było orków, ale orkowie nie opuszczali swojego kraju. Ale wracając do Hipolita. Pozbierał cały koszyk winogron i wrócił z powrotem do zleceniodawcy. Zleceniodawca przyjął koszyk, a w zamian dał mu ich wino. Nazwa wina pochodzi od nazwiska pradziadka Oino, Sabaraba'Vitor, który zbudował tą winnicę. Hipolit spróbował wina i od razu tego nie pożałował. To było nie tylko najlepsze wino, ale najlepsze co w ogóle pił w swoim życiu. Od razu poprosił elfa o kolejne zlecenia, jednak ten odparł że może mu dać tylko jedno wino na dzień. Hipolit wrócił więc do winniarni aby odpocząć. Inni winiarze byli jednak zdziwieni jego obecnością, bo wszedł i położył się na łóżku jakby to był jego dom. Do tego zaczął się zajadać winogronem jak król. Jeden z winiarzy został wybrany, aby zapytać się Oino, czemu jakiś typ chodzi jakgdyby nic po ich winnicy, jednak Oino powiedział aby na razie się nim nie przejmowali. Chłopi jednak wzięli sprawy w swoje ręce i sami podeszli do Hipolita. Hipolit jednak, nie wiedział o co im chodzi.
-Co? - zapytał zmieszany Hipolit
-Ładnie to tak? - odparł jeden z winiarzy
-O co wam chodzi? Problem jakiś? - uśmiech opadł z twarzy Hipolita
-Zajadasz się naszymi winogronami, pijesz nasze wino i leżysz na naszych łóżkach. Tak się nie robi - odpowiedzieli podirytowani
-O jedno wino nie chodzi. Panowie, nie chciałem was urazić - odparł luzacko Hipolit
-To o jednego darmozjada też nie chodzi - odparli chłopi, po czym wyrzucili Hipolita z łóżka
-EEE!!! Co jest?! Żarty se robicie - wykrzyknął ze złością przerażony Hipolit
-Otóż nie. A teraz: Won! - wypłoszył Hipolita jeden z winiarzy
Hipolit wybiegł przed winiarnię, gdzie zauwarzyła go Elfala.
-Co ci się stało?! - zapytała zaniepokojona
-Twoi koledzy z branży mnie napadli, to się stało - wyjaśnił zdyszany
-Co im zrobiłeś? - zapytała zainteresowana
-To... to akurat nie jest ważne, zmnieńmy temat i odejdźmy stąd - odparł
Poszli więc w stronę lasu, gdzie Elfala przerwała ciszę.
-Dobra, nie będę rozmawiać o tym co się stało przed chwilą. Chcę jednak rozmawiać o twojej przeszłości - rzekła Elfala
-Mojej przeszłości? Moja przeszłość to samowystarczalne życie w lesie, jednak w kilkanaście dni wszystko się zmnieniło... - Hipolit zrobił ponurą minę
-Czyli w kilka dni stałeś się najważniejszym, no nie wiem, człowiekiem? Elfoludem? - pomyślała Elfala
-Nie wiem jak, nie wiem czemu, ale cały kraj ludzi się na mnie uwiziął - Hipolit robił się coraz bardziej smutny - Poznałem dwie osoby godne zaufania, i co, wszyskich straciłem...
-Smutna historia... Ja też chcę wyjść z domu... - niedokończyła powiedzieć
-To już wiesz jak to się może skończyć, na moim przykładzie - wtrącił Hipolit
-Ale ja na serio nie chcę ciągle żyć w winnicy i spełniać marzenia ojca. Chcę wyjść na ludzi, studiować, znaleźć lepszą pracę... - zamilkła z żalem
-*Wzdechnięcie* Rozumiem. Ty chcesz zaznać życia z elfami, a ja chcę wrócić do swojej samotnej chatki w lesie. Chętnie bym się z tobą zamienił, jednak w mojej obecnej sytuacji, raczej nie zadowoliły by cię moje przeżycia - powiedział patrząc w korony drzew
-W sumie racja. A takie pytanie: Kim ty w ogóle jesteś - zapytała zamyślona Elfala
-Co masz na myśli? - Hipolit się zaniepokoił
-Na samym początku, jak się poznaliśmy, powiedziałeś że jesteś najbardziej poszukiwanym człowiekiem na świecie, czy jakoś tak. Co to miało znaczyć? - Elfala zrobiła podejrzliwą minę
-To nie jest odpowiedni moment żeby ci to powiedzieć - Hipolit próbował zmienić temat
-Jeśli mamy sobie ufać, to powinniśmy mówić sobie wszystko - wyjaśniła Elfala z poważną
-Znam cię dopiero jeden dzień, czemu niby mielibyśmy sobie ufać - odparł zmieszany Hipolit
-Bo to dzięki mnie w ogóle jesteś w tej winnicy - odparła Elfala z poważną miną
-No to dobrze... Jestem zbójem i mordercą, który pobił kilkanaście osób, kilku zamordował, w tym króla ludzi Humena III i zostałem wysłany aby zadeklarować wojnę Królestwu Elfów - wyjaśnił Hipolit z poważnym wzrokiem
-Co...? - Elfala się zaniepokoiła
-To taki żarcik, hehe. Jestem po prostu zwykłym rozbójnikiem, który powiedział za dużo i trafił przez to za kratki - Hipolit zrobił udawany śmiech
-Już myślałam że to prawda. To nie tak źle jak mówiłeś. Ja na przykład zawsze popierałam wolność słowa - Elfali wrócił uśmiech
-To dobrze, haha - odparł, po czym odwrócił głowę i odetchnął z ulgą
Chodzili zatem po lesie i opowiadali sobie różne historie. Robili to tak długo, że jak wracali był już wieczór. Hipolit z daleka zauwarzył w winnicy grupę ludzi. Pomyślał, że to robotnicy więc szedł dalej. Zaniepokojona jednak Elfala złapała Hipolita z bark i kazała mu się zatrzymać. Powiedziała, że o tej porze robotnicy zawsze jedzą kolację i nie wychodzą już na dwór. Robotnicy zaczęli zapalać pochodnie, tak jakby robili jakieś obrządki. Hipolit nie posłuchał Elfali i mimo jej błagań ruszył w ich stronę. Winiarze go zauwarzyli, i wszyscy skierowali się w jego stronę. Jeden nawet bił w tarabany, reszta za to zaczęła śpiewać:
🎵Szkodnik się już zbliża tu, radzimy aby lepiej nie ufać mu!
To kłamca, grubas i leń zł!y Zjada nasze rośliny!
Więc! Krzyczmy głośno!
Szkodnik się już zbliża tu, radzimy aby lepiej nie ufać mu!🎵
Hipolita przeszły dreszcze. Był pod wrażeniem tego zgromadzenia, jednak zauwarzył coś gorszego w tłumie: gwardię w złotych zbrojach. Hipolit chciał mieć miecz pod ręką, jednak zapomniał, że nie ma żadnej broni. Lud i taraban ustały. Oino chciał przemówić, ale został powstrzymany przez jednego z gwardzistów. Gwardzista zabrał głos:
-W imieniu króla Elfów Brenina Ellyllona i króla Ludzi Dextera Manusa, zostajesz zatrzymany i przewieziony na dwór Elfgradzki. Król składa kondelencje za napaść, która Cię spotkała - oznajmił donośnym głosem gwardzista
-Ale... - Hipolit chciał odpowiedzieć jednak gwardzista wszedł mu w słowo
-Nie masz prawa sprzeciwu. Zgodnie z ustawą 4 Kodeksu Dyplomatycznego, każdy emisariusz musi zostać przewieziony bezpośrednio od nadawcy do odbiorcy - oznajmił
Hipolit chciał coś powiedzieć, ale ugryzł się w język. Niespodziewanie jednak z oddali dobiegł okrzyk.
-STOP!!! Nigdzie go nie zabierzecie beze mnie! - wykrzynęła Elfala łapiąc Hipolita za ramię
-Co ty wyprawiasz - szepnął Hipolit
-Ja też chcę stąd uciec - odszepnęła
-Co to ma znaczyć?! - Oiono wyrwał się z rąk gwardzisty
-To ma znaczyć! Od kilku miesięcy Ci mówiłam, że chcę się stąd wynieść, że chcę studiować, że chcę się rozwijać, a ty nic! Niestety, albo i stety, nie mogę przejąć winnicy - odrzekła rozdygotana, mając łzy w oczach
-Niestety, ale nie możesz jechać z nami - odparł gwardzista
-Ta? To pa tera - Elfala zaczęła dusić Hipolita
Gwardziści wyciągnęli miecze i łuki, celując do Elfali. Oiono zaczął krzyczeć na gwardzistów, aby nie zabijali Elfali. Hipolit za to, uderzał ręką Elfalę, chociaż że mógł się wydostać z jej rąk. Wiedział jednak, że Elfala nie robi tego aby go udusić, lecz aby gwardziści pozwolili jej pojechać. Nagle jednak jeden z gwardzistów, wystrzelił z łuku i przestrzelił prawe ramię Elfali. Oiono od razu wydał z siebie przerażający krzyk, ale żołnierze zdąrzyli go złapać. Hipolit, który w końcu mógł odetchnąć, od razu uklęknął nad Elfalą, leżącą na ziemi. Gwardziści podeszli i wyrwali Hipolita znad Elfali, a samą Elfalę także wzięli do karety. Ranę Elfali opatrzyli, jakimś kawałkiem materiału i odjechali. Hipolit widział z tyłu jak Oino krzyczy na nich, chcąc aby zwrócili Elfalę. Elfala skulona głową w dół, siedziała ledwo żyjąc. Była przytomna, ale nie była w stanie rozmawiać z innymi. Hipolit przyglądał się jej ze smutkiem i żalem, a żołnierze mieli wyraz twarzy jakby nic się nie wydarzyło. Hipolit chciał zapytać, dlaczego do niej strzelili, jednak wiedział, że nie dostanie jasnej odpowiedzi.
Przejeżdżali oni przez malownicze lasy Królestwa Elfów. Hipolit nie widział taki lasów u ludzi, a to dlatego że Elfy są w strefie równikowej i mają cieplejszy klimat. Obecnie Hipolit jedzie przez las podzwrotnikowy "Suchy Las". Las ów jest zakończeniem Lasu Mroku, przez który przejeżdżał razem z Gerdem. Jednak w porównaniu z ludzką częścią, ten las jest mniej zagęszczony i jak nazwa wskazuje - suchy. Korony drzew nie zasłaniały słońca, tak jak w Lesie Mroku. Las jest bardzo wyjątkowy, bo występuje tylko w tym miejscu. Wykształcił w nim się także własny ekosystem, w którym nie ma wielkich drapieżników i żyją w nim głównie roślinożerne zwierzęta, przez co jest często odwiedzany przez elfickich myśliwych. Występują w nim także specjalne rośliny lecznicze, które wykorzystują lekarze na całym Ataracie. Ziemia jest tu za razem twarda, jak i bardzo żyzna. Latem, kiedy słońce najmocniej świeci, ziemia zaczyna wysychać i pękać, ale owe rośliny wykształciły specjalną umiejętność do przechowywania wody. Podczas wiosny pobierają wodę i pompują ją swoimi długimi korzeniami pod ziemię, za razem pobierąc tylko taką dawkę wody jaka jest im potrzebna do przeżycia. Latem zaś, nagromadzoną pod ziemią wodę, pobierają i zaczynają swój wielki rozrost, czekając na zbiór albo przez człowieka albo zjedzenie przez zwierzęcie. Jeśnią następuje rozrost korzeni, a zimą czas stagnacji i koło się zamyka. Rośliny te praktycznie wyparły trawę, samodzielnie wraz z drzewami dominując ten teren. Hipolit zrozumiał przez to także, jak daleko jest od domu i że może już do niego nie wrócić. To samą myśl nadał mu Gerd, gdy byli w Adal. Przypomniał sobie swoje słowa: "Czyli mam zostawić wszystko i pójść z tobą?". Hipolit zaczął rozmyślać, o tym że oparł swoje życie na Gerdzie, a on i tak później umarł. Bał się, że to samo może się przydarzyć Elfali, jeśli zrobił by to samo. Bał się że tam gdzie on, tam śmierć i zagłada. Bo jak zwykły chłop z lasu mógł zostać emisariuszem, magiem, wojownikiem i królobójcą. Czyż to nie jest zatrważające.
Ale wracając. Hipolit wraz z Elfalą i eskortą, przejeżdżali właśnie przez most nad Rzeką Śmierci, która u Elfów nazywa się Abhainn Thirim ze staroelfickiego. Za rzeką były historyczne ziemie Elfów, które posiadali od tysięcy lat. Jednak po podzieleniu Ataratu na cztery równe królestwa, teretorium Elfów powiększyło się za rzekę, tam gdzie np. jest winnica Oiono. Elfala pierwszy raz jest po tej stronie rzeki. A po tej stronie rzeki nie ma zbyt dużo lasów. Dominują tu pola i małe gospodarstwa rolne. I właśnie do jednego z nich udała się eskorta, aby przespać noc. W każdym gospodarstwie Elfów jest specjalny pokój gościnny, który jest cały czas strojony aby niespodzewani goście nie byli zaniedbani. Jest to staroelficka tradycja, która niestety umiera w Elfgradzie. Strażnicy królewscy weszli więc do domu napotkanego chłopa. Na wejściu od razu spytali czy mają oni rośliny lecznicze, właśnie te które rosną w Suchym Lesie. Gospodyni domu od razu je przyniosła i przeląkła się na widok rany Elfali. Starannie opatrzyła ranę liśćmi i powiedziała, że do rana się zagoi. Hipolit położył się do łóżka, co jak się okazało, było jedynym łóżkiem w pokoju, więc musiał spać z Elfalą. Straż za to spała na dworze, co nie było jednak dla niej problemem, ponieważ mieli swoje własne namioty. Hipolit myślał. Spojrzał na Elfalę leżącą obok i pomyślał, jak blisko teraz jest, a jak daleko będzie za kilka dni. To była jedna z jednych chwil, w których mógł odpocząć i pomyśleć o swoich nie wiadomo jak długim życiu, chociaż że i tak jest podczas wyprawy na możliwą śmierć. Hipolit zaczął myśleć, co jeśli Elfy są inne od ludzi i nie będę tak się nim "opiekować". Nie wiedział co mogą zrobić gdy dowiedzą się o wojnie. Rozmyślał jeszcze o innych rzeczach które się wydarzyły przez te kilkanaście dni, aż w końcu zasnął. Jednak obudziło go walenie do drzwi około 6 rano. Gwardzista wszedł do ich pokoju i powiedział, że mają mało czasu bo muszą być na 16 w Elfgradzie. Gospodarze chcieli podać śniadanie, jednak gwardziści stanowczo odmówili. Ruszyli konie i karotę, i wyruszyli w drogę.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania