Jeszcze prostsza historia.
okrętu korsarskiego zmęczony kapitan
prawą dłoń płasko złożył na narzutowego
głazu czubku i na niej srebrnawą szczeciną
porośnięty podbródek wsparł zaś lewą ręką
głaz ten objął odetchnął do wiatru przemówił
z zarośli krzyk się rozległ krzyk koło zatoczył
"widziałem to i owo, a chyba za dużo,
nawet muszlę, co gdy z niej wodą polać ciało
żywej ludzkiej istoty, ono w ciągu kilku
mrugnięć zdumionych oczu z chrzęstem gniecionego
papieru map zniszczonych w kamień się przemienia"
krzyk w krąg obiegł polanę z głazem na jej środku
kapitan swej rozmowy z wiatrem nie przerywał
"ten głos jest coraz bliżej, wiesz, kto go wydaje?
niewidzialny wojownik z plemienia o nazwie,
której ci nie wymówi żaden język świata;
ma niewidzialny topór, nikt go nie pokona"
krzyk po odcinku prostym do głazu się zbliżył
Komentarze (2)
Ten wojownik to śmierć? Bardzo ciekawy utwór, osobny zupełnie, oryginał z Ciebie.
Pozdrawiam ?
"Bomby w celu! trafiony!! zatopiony!!!" :) Dziękuję Ci za Twe przychylne słowo. Chociaż co do osobności, to żebym się rozsmarował na ścianie bloku, Białoszewskiego i tak nie doścignę. ;)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania